wejść O mnie Dodaj do ulubionych
2007
marzec (3)
kwiecień (8)
maj (9)
czerwiec (5)
lipiec (4)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (1)
Rozdział 32 : Zacząć
środa, 24 października 2007
17:50:56
Komentarze 5
Dodaj
jeju musze zaczac wiecej pisac XP nie no serio xP ale nie ma czasu kurcze no xP to zle nawet bardzo ^^" ale coz xP inni moga pisac zadko to ja tez xp no wiec to jest koniec takjakby takiej hmm serii uzupelniajacej xP w nastepnym rozdzialiku przeniesiemy sie pare lat do przodu xP ja wszystko napisze co sie dzialo itd XP i nie odwiedziecie mnie od tego pomyslu xP no wiec nie przedluzam i zapraszam do czytania xP
EDIT: Blog jest zamkniety wiec nie bedzie dalej. Przykro mi ale po prostu nie mam pomyslow ^^" Chociaz nie pomysly sa ale nie ma weny ^^" jesli ktos jest zainteresowany czytanie moich opowiadan w ogole moze zajzec na shi-chan i tam co jakis czas wrzucam cos, ostatnio glownie oneshoty dot. Bleacha ^^ takze jak ktos chce prosze ^^ a teraz sayounara ^^ i dziekuej za uwage ^^
Ostatecznie nie poszli na kolację. Shinya wykręciła się problemami z brzuchem, a Hao powiedział, że nie chce przeszkadzać. Jednak matka dziewczyny nie poddała się, zapewne chcąc za wszelką cenę poznać przyszłego zięcia i zarządziła, że w takim razie zostaną w domu i obejrzą film. Aori okazał się sympatycznym mężczyzną, inteligentnym i wesołym, dzięki jego niezobowiązującym docinkom, aczkolwiek nie złośliwym, młoda Hoshino uśmiechnęła się lekko i w nieco lepszym humorze usiadła obok Asakury. Jednak nie objęła szatyna, nie oparła głowy na jego ramieniu, jak zwykła robić w takich sytuacjach.
Mniej więcej w połowie filmu, Mina poprosiła Hao, żeby poszedł z nią do kuchni, dorobić herbaty. Tyle że on doskonale wiedział, co to oznacza.
- Hao, czy mi się wydaje, czy pokłóciłeś się z moją córką? - spojrzała na niego podejrzliwie, stawiając czajnik na gazie.
- Właściwie się nie pokłóciliśmy. - Westchnął ciężko i oparł się o blat, przenosząc wzrok na okno. - Wreszcie dotarło do niej, że praktycznie zabiłem jej ojca.
- Rozumiem. Znając ją, wykrzyczała ci wszystko?
- Miała całkowitą rację. Ale chyba nigdy nie byłem tak rozkojarzony. Miałem nadzieję, że coś się ułoży, a tu wszystko wali mi się na głowę. Zastanawiałem się dzisiaj, czy dobrze zrobiłem w ogóle ją poznając. Gdybym zabił pani męża tak jak innych, bez litości i skrupułów, pewnie zginąłbym z ręki brata pięć lat temu. Shinya znalazłaby sobie porządnego faceta, bez problemów i może zaszłaby w ciąże w odpowiednim czasie, a nie w wieku niecałych dwudziestu lat. Do tego może byłaby szczęśliwsza i nie płakała tyle.
- Ale nie znalazłaby szczęścia. - Mina odetchnęła i spojrzała prosto na niego. - Ja ci nie ufam Hao i wiesz, że mam swoje powody. Ale znam własne dziecko na tyle, żeby zauważyć, czy jest szczęśliwa i czy widzi przed sobą przyszłość czy też nie. I nie chcę cię dołować, ale teraz jest przygaszona. Myślę, że powinieneś poważnie z nią porozmawiać. Bądź co bądź to twoja narzeczona, tak? I twoje dziecko. Jesteś odpowiedzialny za nich oboje. Nic nie załatwisz przez gdybanie.
- Może i racja? - Hao przeniósł wzrok na sufit. - Tylko że ona raczej nie ma ochoty ze mną rozmawiać.
- Nonsens - prychnęła Mina. - Ona czeka, żebyś z nią porozmawiał. Ale się do tego nie przyzna, zwłaszcza przed samą sobą.
- Pani Hoshino, pokłóciliśmy się o pani męża.
- Jak to? – Spojrzała na niego zbita z tropu. - Myślałam, że Shinya już o tym wiedziała?
- Niby tak, ale wie pani, najpierw to, potem zaczęła się zastanawiać, co do mnie czuje, potem jeszcze doszło do takiej sytuacji, że się kochaliśmy, później zostałem postrzelony...
- Słucham? - wtrąciła.
- Przez przypadek. Miała oberwać Shi, ale cóż. Wypadki chodzą po ludziach. Nie warto się w to wgłębiać. No a potem Turniej i tak dalej. Teraz dopiero, kiedy miała zetknięcie ze wspomnieniami, jakoś to sobie poukładała. Nie mam jej tego za złe, ale martwię się o nią. Nie chcę, żeby za bardzo się zamartwiała, zwłaszcza, że jest w ciąży.
- Ty się nie wykręcaj ciążą. Boisz się, że ci nagada i że będziesz źle się z tym czuł.
- Przejrzała mnie pani - uśmiechnął się lekko.
- W końcu dobre dwadzieścia lat jestem matką, potrafię zobaczyć, kiedy dzieci ściemniają. Poza tym chcę usłyszeć dokładnie jak to było z tym postrzeleniem. Pewnie wtedy Shinya zadzwoniła do mnie taka roztrzęsiona?
- Dzwoniła do pani?
- Nie wiedziałeś? Powiedziała, że jest w szpitalu. Pewnie nawet nie myślała jasno. No ale nie zmieniaj tematu. Czekam na wyjaśnienia.
- Ale co tu wyjaśniać. Kiedy już dochodziliśmy do Patch Village, wioski gdzie odbywał się Turniej, natknęliśmy się na myśliwych. Mam, jakby to nazwać... drobną obsesję na punkcie ingerowania ludzi w przyrodę dla zabawy. Shi starała się mnie odwieść od kłótni z nimi, która nieuchronnie prowadziłaby do czegoś gorszego niż ostrej wymiany zdań. Ale cóż nie udało się i kiedy jeden z nich strzelił, Shi próbowała obronić siebie i mnie za pomocą czegoś w rodzaju tarczy. Jeden z nich wziął ją za czarownicę, ale ona nie miała już sił się bronić. Miałem patrzeć, jak dostaje kulkę w łeb? Mnie się udało. Kiedy osłoniłem ją własnym ciałem, trafiło mnie tuż obok serca i przeżyłem. Ale nie wyobrażam sobie nawet, co ona musiała przejść.
- Boże... - Mina wpatrywała się w Hao z niedowierzaniem. Na jej twarzy odmalowało się zdziwienie pomieszane z podziwem. - Chcesz mi powiedzieć, że uratowałeś życie mojej córce?
- Proszę tego tak nie wyolbrzymiać, wcześniej ona uratowała moje.
- Czyś ty zmysły postradał? Na pewno nie będę bagatelizować tego, że naraziłeś własne życie, żeby ratować moje jedyne dziecko. Wracamy do pokoju, a jeśli jutro nie będziecie w dobrych humorach, osobiście zmuszę was, żebyście przestali się sprzeczać.
- Ale...
- Żadnych "ale", mój drogi. Jestem starsza i mam prawo się wymądrzać.
- Z całym szacunkiem, proszę pani, ale szybko licząc mam ponad tysiąc lat i...
- Ale to ja mówię do ciebie po imieniu, a ty do mnie per "pani". O czymś to świadczy? - Uśmiechnęła się złośliwie i wzięła czajnik z zaparzoną herbatą.
- Bo będzie pani moją teściową - Hao uśmiechnął się lekko. - Nie wypadałoby mi zwracać się do pani "Mina".
- Jak chcesz, ale tak czy siak, moje myślenie abstrakcyjne również ma granice. Dla mnie masz tyle lat, co moja córka i tej wersji będziemy się trzymać. A teraz ruchy, film nam leci.
***
- Idę się kąpać pierwsza - Shinya wzięła do ręki piżamę i nie mówiąc nic więcej, weszła do łazienki. Asakura odetchnął głębiej i rozpiął parę pierwszych guzików koszuli. Opadł na łóżko, starając się nie pogrążać w czarnych myślach. Młoda Hoshino nie odezwała się do niego przez cały wieczór i obawiał się, że tak zostanie do jutra.
- Możesz iść. - Dziewczyna weszła do pokoju i nawet na niego nie patrząc, zaczekała, aż Asakura wstanie z łóżka, po czym położyła się i nakryła kołdrą pod samą szyję.
Szatyn westchnął i zamknął się w łazience. Shinya odetchnęła głęboko i zwinęła się w kłębek, kurczowo ściskając materiał. Tak bardzo chciała się uspokoić, zacząć znowu żyć tak, jak wcześniej, ale nie wiedziała, co miałaby powiedzieć Hao.
- To takie trudne... - jęknęła, zaciskając powieki. Nieważne jak bardzo wmawiała sobie, że nie może bez końca czekać, aż Asakura wykona pierwszy ruch, musi sama wziąć się w garść i z nim porozmawiać. Ale czy będzie wystarczająco silna, żeby narazić się na łzy? Niby często płakała, nawet z bardziej błahych powodów, ale teraz w pewien sposób obawiała się czegoś i sama nie mogła sprecyzować czego.
Jeszcze raz odetchnęła i rozluźniła się. Rano pomyśli nad tym, co powiedzieć. Musi się przygotować do tej rozmowy.
Parę minut później Hao wrócił do pokoju i z pewnym wahaniem położył się obok Shinyi. Starał się nie dotknąć dziewczyny, co wcale nie było łatwe na jednoosobowym łóżku. Jednak odwrócił się w jej stronę, wpatrując się w plecy Hoshino. Musiał podjąć decyzję, czy odłożyć rozmowę na rano, czy zrobić to teraz. Obawiał się, że jeśli wybierze pierwszą opcję, będzie odkładać to w nieskończoność. Widział, że jego narzeczona nie śpi. W końcu zdecydował, że nie będzie czekać, aż ona coś zrobi, ani nie zostawi tego na później.
Powoli przysunął się do niej, przylegając klatką piersiową do jej pleców. Poczuł, jak dziewczyna spina wszystkie mięśnie, zadrżała delikatnie. Jednak Hao nie dał za wygraną. Wyciągnął dłoń i zaczął lekko gładzić ją po boku. Minęła chwila, Shinya zaczęła się rozluźniać.
- Musimy szczerze porozmawiać, Shi - wyszeptał, nie przerywając wolnych ruchów ręki. - O tym, co się stało nie tylko podczas śmierci twojego ojca, ale podczas całego tego czasu, kiedy się spotykaliśmy, nawet jeśli o tym nie wiedziałaś.
- Hao, ja... Zacznij - odetchnęła i przymknęła oczy, wsłuchując się w spokojny i cichy głos szatyna.
- Nawet nie wiem od czego... Sam nie wiem, czemu po tym, jak zostawiłem twojego ojca na pastwę płomieni, zajrzałem do ciebie. Ale krótko potem dalej robiłem to samo, nie litowałem się nad nikim. Głupie, prawda? Nie wyciągnąłem żadnej lekcji z tamtego spotkania. Ale czas dalej mijał, ty dorastałaś. Nie wiem, czy wiesz, ale zawsze chodziłaś ze spuszczoną głową, jakby to na twoich ramionach spoczywały problemy innych.
- Bo czułam, że cały świat wali mi się na głowę. Zwykle kłóciłam się z mamą, w szkole miałam problemy. Nie mówię o nauce, jakoś sobie radziłam, ale inni... wszyscy wytykali mi to, że czasem zachowywałam się dziwnie. Próbowałam jakoś to znosić, ale to trudne dla piętnastoletniej dziewczyny. Do tego brałam to wszystko zawsze do siebie...
- Po prostu jesteś wrażliwa, nie ma w tym nic złego. - Pogładził ją po włosach. Zdziwił się, kiedy gwałtownie odwróciła się w jego stronę, intensywnie wpatrując się w jego oczy, po czym wyszeptała:
- Ufasz mi?
- Co? Skąd nagle takie pytania? - Od razu się zreflektował: - Oczywiście, że tak, ale o co chodzi?
- Bo ja czasami myślę, że robię coś złego - jej spojrzenie złagodniało, spuściła wzrok i jakby chcąc stworzyć barierę między nimi, oparła dłonie na jego klatce piersiowej. - Że to w jakiś sposób obraża pamięć taty... Bo... Sama nie wiem... Wiem, co do ciebie czuję, ale i tak... To silniejsze ode mnie.
- Rozumiem - westchnął i pogładził ją po policzku. - Nie chcę pomniejszać swojej winy, ale musisz wziąć pod uwagę, że nie chodzi o przeszłość, ale o przyszłość. Ja ufam tobie, ale ty musisz ufać mi. Ja wiem, że nikogo więcej nie skrzywdzę, nie dla swojej korzyści.
Dziewczyna przysunęła się jeszcze kawałek i wtuliła twarz w jego szyję, która chwilę później zroszyła się kilkoma łzami. Nie chciała płakać, za nic nie chciała płakać w tej sytuacji. Chciała być silna i pokazać, że ona też może poważnie rozmawiać.
- Nie musisz udawać kogoś, kim nie jesteś, Shi. - Asakura objął ją, po czym delikatnie wplótł dłoń w jej włosy. Miał nadzieję, że w końcu zaczną normalnie ze sobą żyć, bez żadnych barier. Ale czy on mógł mieć tyle szczęścia?
Znowu chwycił go ból taki jak poprzednim razem, kiedy się zbliżyli, ale tym razem lżejszy. Nie dał po sobie nic poznać, więc powoli Shinya uspokoiła się i zasnęła. A on jeszcze jakiś czas wsłuchiwał się w jej spokojny oddech, który delikatnie muskał jego skórę, aż w końcu on sam pogrążył się we śnie.
ShinyaRozdział 31 - Wyjaśnienia
poniedziałek, 24 września 2007
21:00:54
Komentarze 5
Dodaj
no wiec jest rozdzial xP chyba przedwczoraj juz byl napisany ale musialam sprawdzic a wczoraj bylam zaaferowana ogladaniem bleacha po raz drugi xP naczuy niektore odcinki widzialam pierwszy raz xP no ale macie i sie cieszcie XP w najblizszym czasie zajme sie jess i FMA bo tu nie wiem od czego zaczac nastepny rozdzial xP o kurczaki wpadlam na cos! ok niewazne XP milego czytania 9 stron xP
***
Słoneczne promienie wpadały do pokoju Shinyi przez duże okno. Światło odbijało się od jasnej pościeli na łóżku i od dywanu na podłodze, na której porozrzucane były ubrania z poprzedniej nocy, które zrzuciła z siebie dziewczyna, a tuż przy łóżku leżała czarna, męska koszula i ciemne dżinsy.
Hao już nie spał. Leżał pod kołdrą, przykryty nią do połowy i wpatrywał się w spokojną twarz narzeczonej. Uśmiechał się tajemniczo, jakby myślał o czymś nieznanym nikomu innemu, niby od niechcenia bawiąc się rudymi kosmykami Shinyi. Dziewczyna miała lekko rozchylone usta, nie bardzo zdając sobie sprawę, że taki właśnie niepozorny wygląd najsilniej działał na Asakurę. Zwłaszcza, że wiedział, do czego była zdolna pod wpływem pożądania...
Delikatnie i powoli wyswobodził się z jej objęć, starając się jej nie obudzić. Po chwili uśmiechnął się odrobinę szerzej i naciągnął kołdrę na kawałek ciała dziewczyny, który odsłonił przy wstawaniu, a który zdecydowanie powinien zostać pod materiałem, jeśli szatyn nie chciał stać w miejscu, póki Hoshino się nie obudzi. Chociaż teraz również nie mógł oderwać od niej wzroku. Przewróciła się na plecy, więc włosy miała rozrzucone wokół głowy, jak ognistą aureolę, wargi nadal zostały delikatnie rozchylone, a jasny materiał lekko opinał się na jej ciele. Przez to wszystko wyglądała jak anioł.
Hao pokręcił głową, ubrał spodnie i podszedł do okna. Pomimo słońca w pokoju było chłodno, więc nie otwierał go, zwłaszcza, że Shinya była niemal naga nie licząc kołdry. Spojrzał na ulicę, wkładając ręce do kieszeni. Niewiele osób zdecydowało się na spacer w zimny, jesienny poranek. Młoda kobieta wyprowadzała psa, mężczyzna w średnim wieku biegł chodnikiem w stronę parku, mała dziewczynka w szkolnym mundurku powoli przebierała nogami. Szła w stronę, gdzie mieściła się podstawówka, do której chodziła Shinya. Uśmiechnął się do siebie na myśl, że ich dziecko też kiedyś będzie chodzić do szkoły, dorastać i oni będą na to wszystko patrzeć, starzeć się razem. Miał nadzieję, że wczorajszy ból był tylko wynikiem wycieńczenia i nie spowoduje komplikacji.
Chwilę później spojrzał na zegar na ścianie. Wpół do ósmej. Wczesną porą nikt by tego nie nazwał, ale najprawdopodobniej tylko on był już na nogach. Shinya rozmawiała z matką do północy, a potem jeszcze ten nieszczęsny incydent. Dziewczyna zasnęła około pierwszej. Pomimo tego, że on zrobił to nieco później, to nie miał w zwyczaju wstawać po ósmej, chyba, że w wypadku większego wycieńczenia.
Przeciągnął się, chwycił czystą koszulę z torby i ubierając ją ruszył do kuchni, po cichu zamykając za sobą drzwi. Przeczesał włosy palcami, po czym wstawił czajnik z wodą i oparł się o blat. Parę minut później trzymał już w dłoni kubek z ciepłą kawą, wpatrując się w okno po prawej stronie.
Po chwili usłyszał kroki w przedpokoju.
- Już wstałeś? - Mina weszła do pomieszczenia zawiązując pasek zielonego szlafroka. - Myślałam, że będziecie zmęczeni podróżą.
- Przeważnie wstaję rano. Chyba, że Shi zajmie mnie czymś przez całą noc. - Uśmiechnął się lekko. - Jakiś miesiąc temu wyciągnęła mnie na spacer po Patch. Była chyba dziesiąta w nocy. Wróciliśmy nad ranem i wtedy rzeczywiście wstałem koło jedenastej. Ale ona ogólnie jest typem wykańczającym.
- Wiem coś o tym. - Również się uśmiechnęła.
- Na pewno. Ale chciałem z panią porozmawiać o czym innym. Póki Shi nie wstała.
- Chodzi ci o tę część, którą pominęła moja córka?
- Tak. Niech lepiej pani usiądzie. - Znowu zwrócił twarz do okna i spokojnym, pozbawionym emocji głosem zaczął: - Nie wiem, czy Shi powiedziała pani, że potrafię się reinkarnować.
- Nie mówiła. Ale...
- To moje trzecie wcielenie - przerwał jej. - W pierwszym moja matka została zamordowana. Ludzie uwierzyli, że była lisim demonem. Chciałem się zemścić. Przy pomocy demona Ohachiyo mogłem czytać w myślach. Zabiłem tamtego człowieka, przez którego zginęła moja matka.
- Chcesz mi powiedzieć, że... - Usłyszał zdziwienie i złość w jej głosie i wcale go to nie zdziwiło.
-... że pani córka chce wyjść za mordercę? Może i tak. - Odetchnął głęboko, przenosząc wzrok na kawę w kubku, który nadal trzymał w dłoniach i kontynuował tym samym monotonnym głosem: - Założyłem rodzinę Asakura. Moim celem stało się oczyszczenie świata z ludzi, którzy nie rozumieli przyrody. Pokrzyżowano mi plany i odrodziłem się pięćset lat później, ale wtedy też nie wyszło. W tym wcieleniu przez przypadek trafiłem na Keiko, która spodziewała się bliźniaków. Przeszedłem na świat krótko przed Yoh, którego przeznaczeniem było mnie zniszczyć. Miałem już doświadczenie z poprzednich wcieleń i pełną świadomość swoich celów. Chciałem zebrać jak najwięcej popleczników, żeby tym razem nie ponieść klęski. Skoro nie zawahałem się odebrać życia wcześniej, to dlaczego miało mi to przeszkodzić w planach? Miałem przecież pewność, że robię coś dla Ziemi. Każdego, kto nie zgodził się ze mną z zimną krwią zabijałem. - Spojrzał na Minę. Wpatrywała się w niego w osłupieniu, jakby nie docierało do niej, co przed chwilą powiedział. - Zabawne, że jedynym którego nie zamordowałem, był pani mąż. Hayato Hoshino. Chciał, żebym zrozumiał gdzie popełniam błąd. Jednak ja zdążyłem już popełnić kolejny. Wszystkie dolne piętra płonęły, nie było szansy na ucieczkę normalnymi sposobami. Mimo tego, że on wiedział kim jestem, chciał, żebym sam się ratował i nie zwracał na niego uwagi. Mimo tego, że miał rodzinę, wolał ratować mnie, zwykłego mordercę. Tak, to przeze mnie zginął pani mąż. I do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że Shi musiała cierpieć z mojej winy. - Skrył twarz w dłoni, czekając, aż Mina zdoła opanować szok i karze mu się wynosić.
- Hayato... - wyszeptała. Ukryła twarz w dłoniach, opierając łokcie na stole. - Wyjdź. Po prostu wyjdź i zostaw mnie samą.
Bez słowa odstawił kubek do zlewu i wyszedł z pokoju. Zapiął koszulę, włożył płaszcz i wyszedł z mieszkania. Powoli schodził po schodach, mając pustkę w głowie. Wreszcie wyrzucił to z siebie, pozostawało tylko mieć nadzieję, że Mina nie będzie chciała odizolować go od Shi i ich dziecka. Wiedział, że to trudne do ogarnięcia dla kobiety, która przez całe życie pytała samą siebie, dlaczego nie ktoś inny, dlaczego właśnie jej mąż musiał zginąć, a okazuje się, że to wcale nie był przypadek.
***
Shinya otworzyła oczy i od razu poczuła, że coś jest nie tak. Wyswobodziła się z pościeli i niemal machinalnie sięgnęła po koszulę leżącą przy łóżku. W pośpiechu narzuciła ją na siebie, zapięła i wyciągnęła włosy zza kołnierza. Spojrzała na zegarek i przez chwilę zapomniała o zmartwieniach. Już po dziewiątej? - pomyślała, odgarniając z twarzy rude kosmyki. Skoro Hao nie było w pokoju, pewnie poszedł do kuchni na poranną kawę.
Może rozmawia z mamą - zatrzymała się z ręką na klamce. Nie chciała im przeszkadzać. Ale z drugiej strony nie słyszała żadnego dźwięku. Stwierdziła, że zobaczy, co się dzieje i wtedy ewentualnie wycofa się do pokoju.
W kuchni zastała tylko matkę. Siedziała przy stole z twarzą w dłoniach. Chyba nie płakała, przynajmniej w tym momencie.
- Wiedziałaś? - Shinya usłyszała cichy szept. Od razu zorientowała się, jest już po rozmowie i że Mina nie przyjęła tego najlepiej. Dziewczyna objęła się ramionami, zaciskając palce na koszuli. Czuła zapach Hao, co dodawało jej otuchy. Jeśli matka wyprze się jej, utkwią w tym razem.
- Tak - odpowiedziała również szeptem. - Mamo, ja...
- Przecież on zabił twojego ojca, nawet jeśli to podkoloryzuje i powie, że to przez niego, to nie zmieni faktu, że ja to widzę w ten sposób.
- Wiem.
- Więc dlaczego, do cholery, chcesz za niego wyjść?
- Bo go kocham, mamo. - Głos jej się załamał. Oparła się o framugę i odchyliła głowę, chcąc nabrać powietrza. - Zanim się spostrzegłam, mimo wszystkich przestróg ze strony Anny, która mówiła, że zamordował mnóstwo ludzi i tak się w nim zakochałam. A on uczciwie powiedział mi o tacie zanim - przełknęła ślinę - zanim się kochaliśmy. Nie umiem powstrzymać tego, co do niego czuję. I nie chcę. Wiem, że gdyby nie ja, byłby teraz martwy. Do tego dzięki niemu mogłam zaakceptować siebie taką, jaką jestem. Mimo wszystkich moich wad.
- Nie chcę, żeby i z tobą coś się stało, skarbie.
- Ze strony Hao nic mi nie grozi. Ja to wiem. I chcę, żebyś wiedziała, że... On opiekował się mną przez ten cały czas.
- Co? - Mina podniosła wzrok i spojrzała na córkę.
- Od śmierci taty co jakiś czas zaglądał tu, sprawdzić, co się ze mną dzieje. Troszczył się o mnie, zanim nawet się poznaliśmy. Wiem, że to były wyrzuty sumienia, ale jednak.
- Wiesz, że trochę potrwa, zanim przyzwyczaję się do myśli, że Hao...
- Wiem, mamo. Ale jeszcze masz czas. - Po chwili ciszy rozejrzała się po pomieszczeniu. - A gdzie Hao?
- Wyszedł.
- Jak to? Gdzie?
- Nie wiem. Kiedy skończył, poprosiłam go, żeby wyszedł. Chyba poszedł na spacer, albo coś takiego.
- Może idź się ubrać? - Shinya wymusiła uśmiech, chcąc przerwać panującą ciszę.
- Masz rację. - Kobieta wstała i podeszła do córki. - Postaram się zrozumieć, ale Hayato był dla mnie bardzo ważny, nie zignoruję faktu, że Hao pomógł mu zginąć. Co innego wasz ślub, czy twoja ciąża, a co innego Hayato.
- Wiem, - Odetchnęła głęboko. - Ale nie chcę wyjść za niego dlatego, że zabił tatę, ale mimo to. Zakochałam się w nim chyba niedługo po tym, jak opowiedział mi swoją historię. Oczywiście nie od razu dowiedziałam się o tacie. Chciał, żebym go lepiej poznała. Przez cały czas bał się, że go zostawię. Ale ja nie potrafiłam...Przywiązałam się do niego.
- Zostawię to tobie. Masz prawo wybrać za kogo chcesz wyjść. Idę do sypialni, ubrać się. Ty też byś mogła. Wyglądasz co najmniej dwuznacznie w tej koszuli, skarbie - Mina zdobyła się na lekki uśmiech, żeby rozładować atmosferę.
- Och - Shinya oblała się rumieńcem. - Nie pomyślałam.
- Widzę. Na przyszłość wychodź z pokoju chociaż w szlafroku.
- Postaram się.
- Czekamy na Hao ze śniadaniem?
- Jeśli nie wróci za pół godziny, zjemy bez niego.
Spuściła wzrok i powoli zaczęła iść w stronę swojego pokoju.
- Shinya, na pewno wróci. Nie zrezygnuje przeze mnie.
- Tak. Tylko może zostawić mnie z tobą i wrócić, kiedy będziemy mieli wyjeżdżać.
- Spotkamy się w kuchni za jakieś pół godziny.
Shinya stała w przedpokoju jeszcze chwilę. Wtedy usłyszała pukanie do drzwi. Podeszła do nich niepewnie i spojrzała przez judasza i serce jej zamarło. Szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Hao... - Głos uwiązł jej w gardle. Asakura odrzucił płaszcz na komodę i nim dziewczyna się obejrzała, przyciągnął ją do siebie i objął ciasno, chowając twarz w jej włosach. Czuła jak drży, targany emocjami. Nie pamiętała, kiedy tak silnie coś odczuwał, chyba kiedy powiedziała mu o swoich uczuciach, a on nie wiedział czy potrafi je odwzajemnić. Nie była w stanie wykonać żadnego ruchu, po prostu stała z rękoma opuszczonymi i łzami szklącymi się w szeroko otwartych oczach.
Po chwili poczuła, jak nie jej własna łza, lecz łza jej narzeczonego spływa po jej policzku.
- Przepraszam... - powiedział cicho. W jego głosie słychać było żal i smutek.
Powoli zacisnęła palce na koszuli Asakury, wtulając się w niego. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co czuł.
Poczuła, jak nieznacznie podnosi głowę i delikatnie ociera jej łzy.
- Przepraszam - powtórzył. Nic więcej nie musiał mówić. Wystarczyło samo jego zbolałe spojrzenie.
***
- Czyli mamy godzinę? – Kiedy Shinya weszła do pokoju, Hao podniósł się z łóżka, na którym leżał do tej pory i spojrzał intensywnie na narzeczoną.
- Albo półtorej. Mama musi załatwić coś w biurze. Przyjadą po nas.
Mieli jechać na kolację we czwórkę. Ona, Hao, Mina i jej przyjaciel.
- No to czas się zacząć powoli szykować? - przeciągnął się leniwie.
- Idę pod prysznic, więc możesz poleżeć jeszcze parę minut.
- I ty wierzysz, że spokojnie będę tu siedział i grzecznie czekał, aż skończysz prysznic? - Uniósł brwi z rozbawieniem i podniósł się powoli.
Shinya niepewnie podeszła do drzwi łazienki. Nie spiesząc się Hao stanął przed nią i oparł jedną rękę o drzwi, a drugą delikatnie wplótł dłoń w jej włosy i przyciągnął do ust jedno pasmo.
- Nie wymigasz się dzisiaj, Shi. - Musnął wargami rude kosmyki i pozwolił im opaść na ramię Hoshino.
Wiedział, że się waha. Widział to w jej oczach. Czekał tylko na wyraźny sygnał, czy może posunąć się dalej, czy nie.
- Hao, ale...
- Wahasz się? - uśmiechnął się tajemniczo. - Mogę pomóc ci się zdecydować.
- Prysznic... - jęknęła, chwytając się ostatniej deski ratunku. Jednak Hao podchwycił temat w inny sposób niż chciała, doskonale o tym wiedząc.
- Pod prysznicem? No tego jeszcze nie było - pochylił się, zatrzymując usta tuż przy jej szyi, delikatnie muskając ją ciepłym oddechem. - Ale dla ciebie wszystko...
- Nie teraz... Na-najpierw chcę się wykąpać.
- Sama? - Powoli przesuwał wargami po ciepłej skórze narzeczonej, wywołując u niej lekkie dreszcze i jeszcze szybsze bicie serca.
- Pro-oszę... Hao... - wydała z siebie zduszony jęk, czując jego usta coraz niżej na dekolcie.
- Czekam... - Nacisnął klamkę, przez co dziewczyna nie spodziewając się tego, zachwiała się i prawie wywróciła, ale Hao ją podtrzymał, obejmując ją w talii i nim się obejrzała, już całował ją żarliwie. Nie protestowała, a wręcz przeciwnie. Pogłębiała pocałunek z każdą sekundą, jakby nie widziała go długi czas, a przecież wczoraj niemal się kochali.
Shinya niecierpliwie rozpięła koszulę narzeczonego i pozwoliła pociągnąć się w stronę łóżka. Rozsądek zszedł na dalszy plan tak, jak tamtego ranka w jaskini. Nie przejmowali się niczym poza sobą. Kiedy Asakura szybkim ruchem pozbawiał ją garderoby, wplotła palce w jego włosy, po czym całując go zachłannie, sięgnęła do paska spodni Asakury.
Pięć minut później leżeli już nago na łóżku. Hao doprowadzał ją do granic wytrzymałości, delikatnie przesuwając wargami coraz niżej. Dziewczyna dała mu wolną rękę. O opieraniu się nie mogło już być mowy. Powoli zatracała się w dotyku szatyna, nie zastanawiając się nad konsekwencjami.
A Asakura nie miał nawet zamiaru przestawać. Był spragniony ich wspólnej bliskości tego typu. Nie zwracaniu uwagi na przeszłość, czy przyszłość, tylko zatraceniu się w teraźniejszości, we wszechogarniającym pożądaniu, pomagającym zostawić troski i niepowodzenia, chociaż na chwilę.
Po wszystkim Hao opadł ciężko obok narzeczonej, oddychając płytko, mokry od potu równie mocno jak ona. Spojrzał na nią jeszcze zamglonym wzrokiem, po czym oboje roześmiali się lekko.
- Jesteśmy niepoważni - wydusiła z siebie Shinya, ocierając mokre czoło i odgarniając włosy z oczu.
- Co cię tak śmieszy, co, Hoshino? - Wesołym wzrokiem zmierzył jej twarz.
- Po prostu zachowaliśmy się jak zwykłe, napalone zwierzaki.
- Przeszkadza ci to? - Uniósł brwi z rozbawieniem, przewracając się na bok i opierając na boku. Niby od niechcenia delikatnie przesuwał palcem to w jedną to w drugą stronę po jej dekolcie, szyi i twarzy.
- Chyba nie - uśmiechnęła się szeroko - ale dobrze, że nie zaczęłam od prysznica. Musiałabym kąpać się po raz drugi.
- Narzekasz. - Przeciągnął się i wstał. - Masz drugi prysznic?
- U mamy w sypialni.
- No to ty idź tam, a ja wykąpię się tu, co?
- Mhm - żwawo zeskoczyła z łóżka i ruszyła do drzwi łapiąc po drodze szlafrok. - Będę za pięć, czy dziesięć minut.
Shinya wyszła z pomieszczenia i ruszyła w stronę sypialni matki. Tam puściła wodę i weszła do kabiny. Powoli odprężała się dzięki silnemu strumieniowi opadającemu jej na plecy. Wystawiła twarz pod wodę, po czym sięgnęła po mydło.
Paręnaście minut później założyła szlafrok i wyszła z łazienki. Rozejrzała się po sypialni. Nie była tu od dwóch lat, ale niewiele się zmieniło, jedynie zdjęcia na komodzie. Hoshino podeszła i wzięła do ręki niewielką ramkę. Zobaczyła na niej Minę z nieznanym jej mężczyzną, ale domyśliła się, że to przyjaciel jej matki, Aori. Wyraźnie po czterdziestce nadal przedstawiał się nieźle. Przyprószone siwizną włosy były krótko ostrzyżone, wesołe, ciemne oczy wpatrywały się w obiektyw, silnym ramieniem obejmował kobietę, uśmiechniętą lekko.
Dziewczyna miała nadzieję, że Mina zazna jeszcze szczęścia. Przesunęła się do następnej fotografii. Ona i matka przed wejściem wesołego miasteczka. Pamiętała, jak z okazji jej ósmych urodzin poszły tam i jaką radość sprawiał jej dzień spędzony z zapracowaną matką.
Przesunęła się o krok. Ze zdziwieniem podniosła ramkę, położoną zdjęciem do dołu, jakby ktoś nie chciał na nie patrzeć.
O mało nie upuściła przedmiotu, kiedy zorientowała się, na co patrzy. Uśmiechały się do niej trzy osoby. Mina, ona sama i jej ojciec. Shinya miała wtedy około dwóch, trzech lat. Byli wtedy na wakacjach, nad jeziorem. Przez jej głowę w coraz szybszym tempie przemykały obrazy. Wyrwane wspomnienia z dzieciństwa z ojcem, uczucia, kiedy go potrzebowała, a nie mogła się do niego zwrócić... Powoli do jej oczu zaczęły napływać łzy. Jak mogła zapomnieć, jak bliski był jej ojciec przez ich jedyne, wspólne trzy lata?
Nie. Ona nie zapomniała. Dusiła w sobie wyrzuty, pytania i wszystko inne, co mogłoby zmienić jej nastawienie do Hao, jakby broniła się przed samotnością, jaka nieuchronnie nadeszłaby, gdyby nie pozwoliła Asakurze zbliżyć się do siebie. A teraz to wszystko wylewało się z niej w postaci silnego szlochu.
- Shi? Jesteś gotowa? - Do pomieszczenia wszedł Hao. Ale dzięki reishi od razu dowiedział się, co jest nie tak i z jego głosu zniknęła wcześniejsza wesołość. Zastąpił ją pozorny spokój, ale dziewczyna znała go na tyle, żeby wiedzieć, że to fasada, po to aby ukryć strach. Strach przed tym, że jednak teraz nie pozwoli mu zostać ojcem i mężem, nie pozwoli odpłacić sobie, za zabrane lata dzieciństwa z ojcem. - Zostawię cię sa...
- Nie, błagam... Nie teraz... - wydusiła spazmatycznie łapiąc powietrze. - Musisz mi odpowiedzieć na pytania... Wiem, nie zadałam ich wtedy, ale...
Poczuła, że Asakura podchodzi do niej, ale waha się przed dotknięciem jej, nie mówiąc już o objęciu. A ona sama wolała pytać z dystansu.
- Przez reishi wiedziałeś, co myśli, prawda? - Nie czekając na odpowiedź kontynuowała: - Czy naprawdę nie bał się śmierci? Czy nie bał się zostawić mnie i mamy?
- Bał się. Ale nie śmierci. Bał się, czy rzeczywiście dacie radę. - Mówił cicho, jakby nie chciał, żeby w ogóle go usłyszała. - Niemal przez cały czas nie dawała mu spokoju myśl, czy nie szukałem go najpierw w domu, czy jego ukochana żona i córka nadal żyją.
- Dlaczego wybrałeś mojego tatę? Przecież nie mógł być silnym szamanem, prawie nie trenował, szczególnie odkąd założył rodzinę...
- Tak, ale był niezwykle silny. Pomyślałem, że przy drobnych staraniach, coś z niego będzie.
- Przecież na świecie są miliony szamanów, czemu akurat tata... Nawet z reishi nie miałeś żadnych uczuć? - Odwróciła się w jego stronę i ze łzami w oczach, krzyknęła, zanosząc się od szlochu: - To powinno ci pomóc wczuć się w sytuację innych ludzi, a ty nic sobie nie robiłeś z tego, że ktoś ma rodzinę, którą kocha i nie chce jej stracić! Interesowałeś się tylko sobą niczym więcej! Własną zemstą, a nie przyrodą! - Niemal dusiła się od szlochu, ale mówiła dalej. - Mama nie spała po nocach! Na pewno było mnóstwo ludzi, których skrzywdziłeś, nawet o tym nie wiedząc! Nawet nie obchodziło cię, co czują inni! Myślałeś o sobie! A teraz... teraz... chcesz to naprawić? Oświadczynami? Dzieckiem? Rodziną? Tak się nie da, Hao... Trzeba czegoś więcej niż zwykłe przepraszam... Nie pozbieram się ot tak...
Asakura wyglądał, jakby wbiła mu nóż prosto w serce. I uważał, że było to w pełni zasłużone. Co nie zmieniało faktu, że czuł się, jakby coś go niszczyło od środka. Spuścił wzrok nie mogąc znieść jej zbolałego spojrzenia. Zacisnął dłonie w pięści i powiedział, walcząc z chęcią objęcia jej:
- Będę w kuchni, dobrze? Jeśli masz jeszcze jakieś pytania...
Nie dokończył, ponieważ Shinya odwróciła się do niego plecami. Spojrzała na zdjęcie, jej ramiona trzęsły się od tłumionego szlochu, a w głowie pojawiła się chęć samotności. Asakura bez słowa wyszedł z pomieszczenia, ciągle mając nadzieję, że dziewczyna go zawoła i każe mu odpowiadać. To byłoby lepsze niż bezczynne czekanie. Ale nie mógł oczekiwać od Shinyi, że to wszystko skończy się tak, jak było na początku, że zapomną o całej sprawie i będą szczęśliwi, jakby nic się nigdy nie stało, jakby jej ojciec umarł na przewlekłą chorobę, czy inną naturalną dolegliwość.
Sięgnął do szafki po kubek i kawę. Czekając, aż woda się zagotuje oparł się o blat. Zaczął się zastanawiać, czy dobrze zrobił, pokazując się Hoshino, kiedy skręciła kostkę na wydmie. Mógł zaczekać, aż Shiro nie sprowadzi pomocy i znowu zniknąć na jakiś czas. Ale co by to dało? Dałby o sobie znać w innej sytuacji, ewentualnie nieco później. Tylko może wszystko potoczyłoby się inaczej. Lepiej. Może Shinya nie zaszłaby w ciążę, nie byłoby tak szybko, byłoby więcej czasu... Mógłby jej dokładniej wszystko wyjaśnić.
Ale z drugiej strony to dziecko... Cała ta sytuacja z zakładaniem rodziny powodowała, że czuł się szczęśliwy. Chociaż wiedział, że nie zawsze będzie łatwo, a wręcz przez większość czasu niewyobrażalnie trudno dla kogoś, kto nie miał nawet na czym się wzorować, to nie potrafił sobie teraz wyobrazić, że nie będzie miał dziecka, że Shinya byłaby tylko dziewczyną, z która dużo przeszedł i nadal byłby sam.
Położył dłoń na rączce czajnika i zatrzymał się na chwilę. Może w ogóle nie powinien jej znać. Wszystko byłoby dla niej łatwiejsze. Poznałaby tylko Yoh, Annę i całą resztę. On nie mieszałby się do tego. Czasami zastanawiał się, czy nie przeżył tylko dlatego, że miał jeszcze jakiś dług wobec niej. Teraz, kiedy zaczął pojmować, co się w ogóle wokół niego dzieje, miał wrażenie, że nic w życiu nie zrobił dobrze, za nic się nie zabrał w odpowiedni sposób.
Wyciągnął rękę po kubek, strącając go przez przypadek. Starając się uspokoić schylił się, chcąc pozbierać odłamki.
- Cholera...! - syknął, podnosząc się gwałtownie. Odwrócił się w stronę zlewu i odkręcił zimną wodę, przemywając krwawiącą ranę na ręce.
- Nie powinieneś pić kawy - usłyszał drżący szept Shinyi, ledwo słyszalny przez strumień. Podeszła do niego, wyciągnęła wodę utlenioną i bandaż z szafki. Delikatnie chwyciła jego dłoń i odwróciła wewnętrzną stroną do góry, po czym zdezynfekowała ranę, przyłożyła gazę i powoli zaczęła owijać ją bandażem. - Masz pewnie teraz wystarczająco duże ciśnienie.
Nie patrzyła na niego. Wbijała wzrok w jego dłoń.
- Zauważyłem, Shi - odezwał się nagle Hao. Dziewczyna drgnęła, ale nie podniosła wzroku. - Że od tamtej pory nie śmiałaś się już tak jak wcześniej, zauważyłem to. Kiedy dzisiaj się roześmiałaś... Miałem nadzieję, że już wszystko się ułoży... Jak widać myliłem się.
- Mama niedługo będzie - szepnęła. - Muszę się ubrać... Lepiej napij się herbaty. Pamiętasz, co się stało wczoraj.
Tak. Pamiętał. I właśnie to go martwiło. Nie chciał, żeby potwierdziły się jego najgorsze przeczucia. Przecież jedna osoba nie może doznać tyle zła naraz. Ale on jest wyjątkiem, wszystko jest możliwe.
Zostało czekać - pomyślał niechętnie, patrząc na wychodzącą Hoshino.
ShinyaRozdział 30 : Trudna rozmowa
piątek, 7 września 2007
17:54:55
Komentarze 8
Dodaj
po pierwsze przepraszam ze tak dlugo xP po drugie oglaszam wszem i w obec ze beda sie noty wlasnie tak zadko pokazywaly bo jak juz mowilam mam jeszcze 2 opowiadania xP no i szkola xP no wiec zapraszam do czytania nie gledze wiecej itd xP aha i niech pod ta notka mi napisza osoby ktore chca byc powiadamiane xP nie wiem bloga, gg czy poczte ^^
PS
Aha i nie zrobilam jeszcze css xP wiec nie martwcie sie xP
***
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy dochodzili do mieszkania Shinyi w Nagoyi. Był chłodny, listopadowy wieczór, powoli dawało się odczuć nadchodzącą zimę. Drzewa, ogołocone już z liści, kołysały się delikatnie, poruszane przez wiatr.
Shinya szła powoli obok Hao, pogrążonego w myślach. Ręce trzymał w kieszeniach długiego płaszcza, zapiętego prawie pod szyję. Dziewczyna co chwila zerkała na niego, jakby chciała się upewnić, że wciąż tam jest. W końcu nie wytrzymała i cicho spytała:
- Czy coś się dzieje?
Asakura szybko zwrócił twarz w jej stronę, wyrwany z rozmyślań.
- Nie - uśmiechnął się delikatnie, wyciągając jedną rękę i chwytając ją za zmarzniętą dłoń.
- Hao, nie musisz udawać.
- Nie udaję, naprawdę nic się nie dzieje. Myślę tylko o nadchodzącym spotkaniu z twoją matką. Chyba zauważyłaś, że nie tak łatwo będzie ukryć twoją ciążę. Teraz jeszcze może się uda, ale wiesz, że matka to matka i zauważy każdą zmianę. I musimy zdecydować, czy ślub weźmiemy po, czy przed narodzinami dziecka.
- Porozmawiamy o tym na spokojnie - puściła jego dłoń - zaczekaj, ubiorę rękawiczki - chwilę później znowu splotła swoje palce z jego i kontynuowała: - Słuchaj, z mamą porozmawiam sama, dobrze?
- Nie ma sprawy. Ale ja jej powiem o śmierci twojego ojca.
- Zgoda.
Odetchnęła głęboko i oparła głowę na jego ramieniu. Hao zostawił jej rękę i objął ją w pasie.
- Jesteśmy. - Shinya wyprostowała się i sięgnęła po klucze. - Nigdy ich nie oddałam. Na wszelki wypadek.
Otworzyła drzwi na klatkę schodową i wpuściła szatyna do środka. W ciszy weszli na trzecie piętro i dziewczyna zapukała, wyjaśniając, że lepiej, żeby sama nie otwierała.
Usłyszeli kroki za drzwiami i po chwili stanęła w nich matka Shinyi. Wyglądała tak jak ją zapamiętała. Średniego wzrostu, z przenikliwym, szmaragdowozielonym spojrzeniem.
Kobieta stała bez ruchu przez chwilę, po czym zasłoniła usta dłonią i wyszeptała:
- Shinya...
- Mamo - oczy dziewczyny zaszkliły się od łez i objęła matkę. - Stęskniłam się...
Hao stał z boku dopóki pani Hoshino nie zauważyła jego obecności.
- A to jest...?
- Och, przepraszam - Shinya uśmiechnęła się niepewnie. - Hao, to moja mama, Mina Hoshino. Mamo, to Hao Asakura, mój narzeczony.
Zapadła cisza. Dziewczyna patrzyła na Minę pełnym nadzieji wzrokiem.
- No cóż - westchnęła kobieta, zwalniając wejście. - W końcu musiało to nastąpić, ale nie myślałam, że tak szybko. No wejdźcie, opowiecie mi wszystko przy ciepłej herbacie.
Na twarzy Hoshino odmalowała się ulga, jaką odczuła, kiedy matka nie zamknęła jej drzwi przed nosem za to, że nawet jej nie poinformowała, że ma zamiar wyjść za mąż, czy też powodu dla którego chce to zrobić.
"Pozwól mi przeprowadzić tą rozmowę" - pomyślała w nadziei, że Hao ją usłyszy.
Usłyszał. Położył jej rękę na ramieniu i kiedy matka Shinyi weszła do kuchni, mówiąc, żeby zostawili rzeczy w pokoju jej córki i usiedli w salonie, powiedział cicho:
- Wiesz, że nie musisz robić tego sama - objął ją w pasie i musnął wargami jej kark.
- Dobrze, że jesteśmy w moim pokoju - wyszeptała, odchylając głowę do tyłu - bo mama chyba nie byłaby zadowolona.
- Skąd wiesz? - powoli zsunął kawałek sweterka z jej ramienia i delikatnie pocałował jej gładką skórę.
- Nie wiem - westchnęła, wplatając dłoń w jego włosy. - Ale chyba tak zwykle reaguje matka...
- Nie będziemy się o tym przekonywać, co? - odwrócił ją w swoją stronę. - A teraz odetchnijmy głęboko i chodźmy.
Pocałował ją jeszcze szybko i starając się nie zapędzić dalej i wyciągnął z pokoju.
- Jeszcze momencik - uśmiechnęła się lekko i przyciągnęła go. - Zobaczymy jak pójdzie rozmowa, więc nie musisz uważać na to, co mówisz, dobrze? Nie przejmuj się - po chwili wahania wspięła się na palce i pocałowała go czule. - A to na szczęście.
- Kusisz los, Shi.
- Chodźcie już! Czułości zostawicie sobie na później!
Dziewczyna speszona spuściła głowę, jak przyłapana nastolatka i pociągnęła go w stronę salonu.
- Przepraszamy - powiedziała niepewnie, siadając na sofie. Hao usadowił się obok niej ze swoim zwykłym, spokojnym uśmiechem.
- Daj spokój, dziecko. Chciałam was tylko pospieszyć. No, opowiadajcie. Miałaś mi opowiedzieć coś o tym Turnieju, tak?
- No ale nie ma co opowiadać. Hao wygrał Turniej, ja musiałam przerwać ze względu na... - urwała nie do końca przekonana, czy już teraz ma wyjawić matce prawdziwy powód.
- Powiedz - westchnął Hao.
- Mamo, ja i Hao pospieszyliśmy się z zaręczynami, ponieważ jestem w ciąży... - spuściła wzrok, nie chcąc zobaczyć zawodu i potępienia, jakich oczekiwała.
- No coż to wiele wyjaśnia - powiedziała sucho Mina, patrząc to na córkę, to na Asakurę.
- Mógłbym coś powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? - Hao podniósł się i stanął przy oknie. - Nie żenię się z Shi tylko przez to, że zaszła w ciążę i nie ukrywajmy, nie była to ciąża planowana. Chcę się z nią ożenić, bo mi na niej zależy. A ciąża jest tylko jednym z powodów i przyczyną spieszenia się z tym.
- Trochę za szybko zareagowałam - Mina rozsiadła się w fotelu. - No słucham? Mówcie, jak się poznaliście i tak dalej.
- Shi chciała powiedzieć o tym sama. Więc ja wrócę do pokoju, dobrze?
- Skoro tak ustaliliście.
- Obudź mnie jak skończycie - pocałował narzeczoną w czubek głowy i wyszedł z salonu.
Obie powiodły za nim wzrokiem. Pierwsza odezwała się Shinya.
- Pomógł mi, kiedy podczas drogi na Turniej skręciłam kostkę. Spadłam z niewielkiego urwiska. Opatrzył mi nogę i pomagał w drodze przez tydzień, a potem jakoś szliśmy dalej.
Odetchnęła głęboko i zaczęła opowiadać dokładniej. Chciała jak najlepiej go przedstawić, nie kryjąc żadnej kłótni, żeby korzystniej spojrzała na to, co Hao powie jej jutro.
- No i stało się, wpadliśmy - westchnęła niepewnie patrząc na matkę. - Chociaż teraz jak o tym pomyśleć to się cieszę.
- Ale to jednak duża odpowiedzialność, zdajesz sobie z tego sprawę?
- Oczywiście, że tak.
- A jak zachowywał się Hao, kiedy wymiotowałaś? Bo zwykle mężczyzna ucieka wtedy gdzie pieprz rośnie.
- Był przy mnie niemal cały czas.
- Niemal?
- Nie liczę momentów, kiedy poszedł po coś do jedzenia.
- Czyli trafiłaś na ideał?
- Nie do końca. Ale o tym Hao chciał powiedzieć ci sam. Chodzi głównie o jego przeszłość.
- Zobaczymy. Nie wyperswaduję ci go, więc postaram się to zaakceptować.
Shinya uśmiechnęła się z wdzięcznością i podciągnęła kolana pod brodę.
- Cieszę się, że jesteś tu ze mną - powiedziała cicho Mina, siadając obok córki. Objęła ją ciepło. - Możesz na mnie liczyć.
- Wiem.
Przymknęła oczy i wtuliła się w matkę.
Pół godziny później rozeszły się do swoich pokoi. Następnego dnia Mina miała iść do pracy, ale obiecała, że wieczorem wyjdą gdzieś we trójkę lub czwórkę.
- Jaką czwórkę?
- Mówiłam ci przecież, że kogoś poznałam, prawda? Przedstawię ci go jutro, bo podwozi mnie do pracy. Mój samochód się zepsuł.
- Rozumiem. No to - otworzyła drzwi do siebie - dobranoc, mamo.
- Dobranoc, skarbie.
Shinya weszła do pokoju i spojrzała na łóżko. Hao spał mocno, a przynajmniej tak wyglądał. Delikatne światło latarni ulicznych przechodziło przez okno i oświetlało jasną pościel. Twarz Asakury skryta była w cieniu. Klatka piersiowa podnosiła się i opadała z każdym spokojnym oddechem szatyna.
Dziewczyna uśmiechnęła się i idąc do łóżka, zrzucała ubrania na ziemię, zostając w samej bieliźnie. Nie miała siły szukać piżamy, więc wsunęła się pod kołdrę i prytuliła do narzeczonego. Po chwili poczuła jego dłoń na biodrze.
- Nie śpisz? - szepnęła, przysuwając się bliżej.
- Mmm... - wymamrotał i nie otwierając oczu zaczął składać delikatne pocałunki na jej szyi.
- Mama jest dwa pokoje dalej...
- Umiesz zostać cicho, prawda? - wymruczał jej wprost do ucha, muskając wargami skórę obok. Objął ją w talii i przysunął pod siebie. Przeniósł usta na jej twarz, by po chwili pocałować ją gorąco. Shinya wplotła palce we włosy Asakury.
- Ale Hao... - jęknęła, odsuwając się, żeby zaczerpnąć oddechu.
- Cii... - zamknął jej usta kolejnym pocałunkiem. - Będziemy cicho. Chyba, że łóżko skrzypi. Wtedy zawsze zostaje podłoga - uśmiechnął się chytrze, po czym zaczął delikatnie przesuwać po jej ciele opuszkami palców , od brody, przez szyję i między piersiami, prosto do zapięcia stanika. - Masz jakieś obiekcje, kochanie? Masz jeszcze tylko chwilę, żeby wycofać się bezpiecznie i w mniej więcej pełnym ubraniu.
- Zamknij się już - mruknęła i wyciągnęła szyję, żeby pocałować go z leniwym pożądaniem.
Nie odrywając od niej twarzy, przesunął dłoń wzdłóż jej boku.
- Cholera... - syknął Hao, podnosząc się gwałtownie i zaciskając palce na koszuli tuż przy sercu, na jego twarzy odzwierciedlił się ból, który musiał odczuć.
- Hao... - jęknęła wystraszona Shinya. - Co się stało?
- N-nie wiem - wydyszał. - Ale mija.
- O co chodzi? Serce?
- Nie. Bardziej jakby ostry skurcz, czy kłucie, ale nie potrafię okrślić gdzie. To trwało nie więcej niż sekundę, ale cholernie bolało - uśmiechnął się niepewnie, co nie było do niego podobne.
Już w porządku?
- Mhm - odetchnął głęboko i podniósł głowę, po czym niepewność w jego uśmiechy zmieniła się w tajemniczość, kiedy zobaczył, jak wygląda dziewczyna. Ostentacyjnie zmierzył ją wzrokiem.
Shinya była już naga od pasa w górę, włosy miała zmierzwione, oczy błyszczały od podniecenia, ale i od strachu, jaki zrodził się w niej chwilę wcześniej. Przesunął wzrok na jej nabrzmiałe i czerwone od pocałunków usta, później na wznoszący się i opadający od urywanych oddechów biust.
- Kusisz los, kochanie - wymruczał, nachylając się nad nią.
- Shi...
- Słucham? - spytał, zaczynając muska wargami jej szyję.
- Mów "Shi", jakoś bardziej... nikt nie mówi do mnie w ten sposób, tylko ty...
Zadrżała, kiedy poczuła usta Asakury na brzuchu.
- Hao...nie...
- Coś się stało? - przysunął się i spojrzał jej w oczy.
- Przecież coś się z tobą dzieje, może lepiej zostawmy... no wiesz...
- Miałaś mówić dosłownie.
- No dobrze. Nie powinniśmy się kochać, na wszelki wypadekk.
- Jesteś pewna? Ze mną już wszystko w porządku.
- Tak - szepnęła. - Nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Nie stanie. Ale jeśli cię to martwi... - odetchnął głęboko - możemy nie kochać się dzisiaj i odłożyć to na kiedy indziej.
Podniósł się i podszedł do okna. Wzrok utkwił w drzewach za szybą, poruszanych delikatnym wiatrem.
- Jesteś zły? - spytała drżącym głosem.
- Oczywiście, że nie. - Odwrócił się do niej z lekkim uśmiechem, po czym znacząco pokazał palcem na kołdrę i na nią, dając jej do zrozumienia, żeby się zakryła. Widząc, że dziewczyna chce coś powiedzieć, wtrącił: - Przyznaję, że mnie dekoncentrujesz, ale to dlatego, że dość brutalnie, chociaż niezamierzenie przerwałem dośc... hmm... zaawansowaną grę wstępną, jak można to ująć. Muszę ochłonąć.
Shinya spełniła jego prośbę i dalej wpatrywała się w niego niepewnie i ze zmartwieniem.
Nigdy nie wiedziała, żeby Hao okazywał jakikolwiek ból, więc kiedy tak gwałtownie się podniósł, wystraszyła się nie na żarty.
- Obiecaj - wyszeptała ze łzami w oczach - że jeśli coś będzie się działo, to mi o tym powiesz...
Asakura spojrzał na nią zdziwiony, ale po chwili powolnym krokiem podszedł do łóżka, usiadł na jego brzegu i położył jej dłoń na policzku, delikatnie gładząc jej rozpaloną od emocji skórę i ocierając łzy.
- Obiecuję.
Nachylił się i złożył na jej ustach czuły pocałunek.
ShinyaRozdział 29 : Problem
piątek, 24 sierpnia 2007
20:26:15
Komentarze 6
Dodaj
no wiec jestem sobie nad jeziorkiem i mam tylko internet z laptopa xP nameczylam sie i napisalam note a wiec moge sobie pogledzic na poczatku XP tyle przynajmniej mi sie nalezy XP no wiec ze spraw przyziemnych: powiadomie tylko osoby ktore mam na liscie gg poniewaz ten internet ledwo pozwala mi na cokolwiek poza gg xP nie mialam jak czytac blogow chyba ze czekalam pol godziny na otwarcie strony a komantarz naet jakbym wpisala to pewniecos by sie zepsulo i by go usunelo xP noe wiec dalej xP oglaszam wszem i w oboec ze ... koncze ztym blogiem xP nie no zart xP ale beda noty zadziej z 2 powodow xP 1. niedlugo zaczyna sie szkola a ze idem do liceum to ze tak powiem nie bedzie czasu na obijanie sie XP 2. chce wziasc sie porzadnie za opowiadanie o Jess i ff do FMA xP mam taaaki fajny pomysl i w ogole xP ale wiecie co? musze wam powiedziec ze gdybym dalej pisala wszystko w Patch i z Turniejem poddalabym sie xP mam ochote popisac sobie cos innego niz wlasnie cos dokladnie zwiazanego z SK a teraz juz nie bedzie tak z szamanstwem zwiazane xP zobaczycie zobaczycie xP a teraz zapraszam do czytania xD
***
Krajobraz za oknem nie zmieniał się już od godziny. Shinya siedziała sama w przedziale, starając się nie usnąć. Jechała do Izumo, żeby spotkać się z rodziną Hao i Anną z Yoh, którzy przyjechali tam dzień wcześniej. Hao miał dojechać za dwa, trzy dni, kiedy cała sprawa z Królem Szamanów będzie załatwiona. Oczywiście chciała namówić Hao, żeby mogła zaczekać na niego. Ale nie dał się przekonać. Prychnęła cicho na samo wspomnienie ich rozmowy.
- Shi, prawdopodobnie nie będę wracać wcześnie, wręcz w nocy. Będziesz tu sama i co chcesz robić? To tylko dwa dni. Spotkamy się w Izumo. Yoh wie, że ma nic nie mówić, dopóki nie przyjadę.
- Ale co ja mam powiedzieć twoim rodzicom? Że kim jestem?
- Przyjaciółką Anny.
- Hao, proszę...
- Nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja też nie! Przecież mogę zostać sama na parę godzin.
- Paręnaście. Będę wychodził, kiedy ty normalnie jeszcze śpisz, a wracał, kiedy już śpisz.
- Czyli praktycznie byśmy się nie widywali? - upewniła się.
- Wiem, o czym teraz myślisz. "Dopiero co się zaręczyliśmy i nie mieliśmy czasu spędzić czasu razem". Naprawdę nie zrobiłem tego specjalnie, że jestem cały poobijany i ledwo mogłem się położyć, a co dopiero mówić o kochaniu się z tobą.
- No dobrze - westchnęła, spuszczając wzrok. - Pojadę do Izumo sama. Ale obiecaj...
- ... że przyjadę jak najszybciej? - dokończył, kładąc jej dłoń na policzku i odwracając jej twarz do siebie. - Przecież wiesz, że tak. Chcesz, żebym powiedział ci to wprost? - pochylił się do jej ucha i wyszeptał, muskając wargami delikatną skórę za uchem i drażniąc oddechem szyję dziewczny. - Będę załatwiał wszystko najszybciej jak się da, bo nie wytrzymam bez ciebie za długo, więc postaram się przyjechać najszybciej jak będę mógł.
Uśmiechnęła się do siebie na samo wspomnienie drżenia w jakie ją wtedy wprawił, a nawet nie skończyło się w łóżku.
- To straszne, jak on na mnie działa. Jeden pocałunek i nie mogę się ruszyć.
Ale jakoś jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, kiedy odrywał swoje wargi od jej ust, nie mogła się doczekać, kiedy znowu jej złączą.
Pokręciła głową i znowu zapatrzyła się na krajobraz. Jeszcze tylko jeden dzień i znowu będzie mogła skryć się w jego ramionach.
Jednak od ich zaręczyn nie dawała jej spokoju jedna sprawa. Może głupia, ale jakoś... Zawsze marzyła o tym, że kiedy się zaręczy, dostanie pierścionek, jak od małego widywała na filmach. Chociaż zdawała sobie sprawę, że Hao jest inny niż reszta mężczyzn, to jednak podświadomie oczekiwała jakiegoś dowodu. Cały czas miała to sobie za złe. Asakura wiele przeszedł i mógł nie zdawać sobie sprawy z czegoś takiego, jak pierścionek zaręczynowy.
- Nic na to nie poradzę, że zakochałam się w przestarzałym ośle.
Westchnęła ponownie i uśmiechając się przymknęła oczy
***
- Shinya, tutaj! - Anna stała na stacji, machając ręką.
- Cześć - Hoshino uśmiechnęła się i uścisnęła przyjaciółkę. - Jak tam u teściów?
- Och, daj spokój. Keiko jeszcze nie ma, a Mikihisa tylko mignął nam przed oczami.
- Rozumiem. - W pewnym sensie poczuła ulgę. Wolała, żeby Hao był przy niej, kiedy będzie musiała stawić czoła rodzinie Asakura.
- Kiedy przyjedzie twój narzeczony? - Kyoyama uniosła brwi, patrząc na nią wyczekująco.
- Jeśli mu się uda to jutro. Ale nie wie ile zajmie mu załatwienie wszystkich spraw. Anna, to chyba normalne, że jestem zazdrosna o tą... Julię, czy jak jej tam? Tą, co ostatnio z Silvą obsługiwała w kawiarni?
- O Julię? Jego żonę?
- Aha - dziewczyna oblała się rumieńcem i nie odezwała się przez chwilę.
- Daj spokój, każda by była o nią zazdrosna. Kobieta ma klasę, ale pamiętaj, że to jednak Hao. Nie zmieni decyzji ot tak.
- Chyba masz rację.
- Oczywiście, że tak - prychnęła, ruszając w stronę drogi przez las. - Zwykle mam rację i możesz się do tego przyzwyczajać.
- No tak, a z niemówieniem Yoh prawdy o swoich uczuciach też miałaś rację?
- Powiedziałam zwykle, nie zawsze.
Shinya zaśmiała się cicho i poprawiła pasek torby.
- Czy w ogóle dziadkowie Yoh wiedzą, że przyjeżdżam? Wiem, że nie wiedzą o Hao.
- Tak, mówiłam Yohmei, że przyjedzie moja przyjaciółka. Nie musisz się martwić.
Przez całą drogę do posiadłości rozmawiały, ale kiedy Hoshino zobaczyła bramę i to co poza nią, urwała w pół zdania. Ogrom terenu po prostu ją oszołomił.
- No tak, nie jesteś przyzwyczajona. To stare miejsce, kiedyś mieściła się tu szkoła dla szamanów, ale wiesz, jak to ostatnio jest, nie ma już tylu młodych szamanów, co kiedyś i teraz jest tu tylko Tamao. Ale ona też niedługo pewnie znajdzie sobie własne mieszkanie.
- Szkoda marnować taką przestrzeń. Myślisz, że da się z tym coś zrobić?
- Nie wiem, ale myślę, że wszyscy tutaj już się z tym pogodzili.
- Shinya, Anna! - Yoh biegł w ich stronę, ze swoim zwykłym uśmiechem. - Jesteście wreszcie! Wszyscy się niecierpliwią, bo chcieli już zaczynać jeść.
- Jacy wszyscy? - spytała wystraszona Shinya, patrząc to na Annę, to na Yoh.
- Dziadkowie i tata. Mama ma być jutro wieczorem.
- Nareszcie - westchnęła Kyoyama. - W życiu jej na oczy nie widziałam.
We trójkę weszli do pokoju, w którym przy stole siedziała dwójka starszych ludzi.
- Dzień dobry - zaczęła niepewnie Hoshino - jestem Shinya Hoshino, przyjaciółka Anny i Yoh. Przepraszam, że musieliście na nas czekać.
- Nic nie szkodzi - do pokoju wszedł mężczyzna z maską na twarzy. - Witamy. Siadajcie - zwrócił się do całej trójki.
Obiad minął bez większych problemów. Shinya opowiadała na zwykłe pytania, skąd jest, jak jej poszło na Turnieju, jak poznała Yoh i Annę. Kiedy odeszła od stołu, poprosiła Kyoyamę, żeby pokazała jej pokój, żeby mogła się rozpakować i położyć. Nie miała nawet nadzieji, że uda jej się zasnąć, skoro nawet w nocy nie mogła zmrużyć oka. Za bardzo przyzwyczaiła się do Hao, śpiącego obok niej.
Shinya usiadła na futonie i westchnęła ciężko. Niby nie widziała go dopiero drugi dzień, ale już jej go brakowało. Może była naiwna, może on chciał od niej odpocząć, ale ufała, że też za nią tęskni.
Położyła głowę na poduszce, podniosła do góry lewą dłoń i spojrzała na serdeczny palec. Nie było na nim wymarzonego pierścionka, ale sama siebie przekonywała, że to nie było ważne, że liczy się to, że Hao postanowił spędzić z nią resztę życia.
- Shiro? - spytała głośniej, słysząc szmer.
Wilczyca podeszła do niej i położyła się wygodnie. Hoshino głaskała ją powoli, uspokajając się.
- Zaniedbałam cię ostatnio, co? - westchnęła. - A to dzięki tobie... Wiesz, gdybyś nam nie pomogła, nie bylibyśmy zaręczeni. Pomogłaś Hao odnaleźć spokój, a mi kogoś, z kim spędzę resztę życia. Nie będę więcej sama. Już nie.
Objęła kark Shiro i wyszeptała ciche "dziękuję".
Zasnęła chwilę później.
***
- Ale Hao prosił, żebyście powiedzieli o tym razem - zaczął niepewnie Yoh. Nie chciał prowokować Shinyi, która od dwóch dni chodziła rozdrażniona. Starszego Asakury nie było już tydzień. Spóźniał się pięć dni i strasznie ją to denerwowało.
- I co w związku z tym? Miał przyjechać za dwa dni, nie ma go już tydzień. Muszę chyba wyjaśnić, co robię w tym domu?
- No niby tak, ale... - zawahał się.
Zatrzymała się gwałtownie.
- Wiesz coś, prawda? Yoh, przyznaj, Hao kontaktował się z tobą?
- Nie do końca - odparł wymijająco.
- Och, zamknij się - warknęła. Miała dość. Hao jeszcze nie przyjechał, a co więcej nie powiedział słowa, że przyjedzie później. Miała ochotę zrobić mu ostrą awanturę, chociaż wiedziała, że kiedy w końcu go zobaczy, nie wytrzyma przed rzuceniem mu się na szyję.
- Shinya, uspokój się - Yoh ją dogonił i zagrodził jej drogę. - Przecież znasz Hao, musi być jakiś powód.
- Nie mam ochoty na słuchanie głupich wymówek, dlaczego nie mógł wykonać jednego, cholernego telefonu! Więc teraz mam czyste sumienie, żeby powiedzieć twojemu dziadkowi, po co tu jestem.
- Ale Hao cię o to prosił.
- A ja go prosiłam, żeby powiadomił mnie o każdej zmianie planów. Planem był powrót po dwóch dniach. A teraz się odsuń.
- Ale...
- Odsuń się, Asakura i daj jej przejść - powiedziała twardo Anna, stając za Shinyą.
- Ale...
- Shinya, wiesz, co powiesz Hao, kiedy wróci i będzie miał pretensje?
- Tak.
- Asakura, powtórzę ostatni raz,a wiesz, że tego nie lubię, oduń się.
- No dobra. - Odsunął się, przepuszczając dziewczynę. - Ale ty weźmiesz odpowiedzialność za ich kłótnię.
- Kłótnia między nimi jest nieunikniona - westchnęła Anna, kiedy Hoshino się oddalała. - Widzisz przecież, jak Shinya jest zdenerwowana. Ona się o niego matwi. I idę o zakład, że jeśli Hao zacznie się tłumaczyć, nerwy jej puszczą i wykrzyczy mu, co o tym myśli.
Shinya szła przed siebie, rozglądając się za kimś z rodziny Asakura. Chciała mieć to za sobą, ale z drugiej strony bała się, że pomyślą, że Hao ją omamił i wykorzystał.
- Panie Yohmei! - krzyknęła za starszym człowiekiem, idącym wzdłóż drogi. - Chciałam z panem porozmawiać. - Dogoniła go i stanęła w bezpiecznej odległości trzech metrów.
- Tak?
- Chodzi o Hao.
- To niemożliwe... - źrenice rozszerzyły mu się w geście przerażenia.
- Bo on żyje - spuściła wzrok. - Nawet brał udział w Turnieju.
- Przecież to straszne! Ale dlaczego mówisz mi to ty, a nie mój wnuk? - spojrzał na nią podejrzliwie, jakby chciał sprawdzić, czy nie kłamie.
- B-bo ja go spotkałam i... no... spędziliśmy razem trochę czasu i...
Nagle cała odwaga ją opuściła. Zaczęła żałować swojej decyzji. Nie miała w sobie tyle siły, żeby powiedzieć niemal obcemu człowiekowi o kimś, kto według niego był śmiertelnym zagrożeniem, a dla niej niemal całym światem.
- Dlatego mówiłem, że załatwimy to razem - usłyszała głos Hao tuż przy uchu. Odruchowo chciała odwrócić się gwałtownie, ale powstrzymywały ją silne ręce szatyna, oplatające jej talię.
- Ty...! - dziesiątki małych shikigami poleciało w ich stronę, ale szybko spłonęły. - Czego chcesz?!
- Nie krzycz. Chciałem porozmawiać. Shi nie powiedziała ci, że...
- Odsuń się ode mnie... - wyszeptała, zaciskając powieki.
- Słucham? - zdezorientowany Hao odsunął od niej twarz, ale nie zwolnił uścisku.
- Powiedziałam, żebyś mnie puścił - powiedziała nieco głośniej, zaciskając powieki.
- Proszę - opuścił ręce i spytał: - A teraz wyjaśnisz mi, o co ci chodzi?
- Och, nie wiem - prychnęła z ironią, czując gulę w gardle - może o to, że przez tydzień nie dałeś żadnego znaku życia?
- Przecież...
- Wiedziałam, co się z tobą dzieje? Może przez pierwsze trzy, czy cztery dni tak. Potem nie mogłam spać po nocach martwiąc się, czy Rada nie miała dziwnych pomysłów.
- Mogę spytać o co chodzi? - wtrącił ze złością Yohmei.
- Sekundka, wyjaśnię tylko...
- Następne wyjaśnienia, tak? Mam tego dość. Zostaw mnie już w spokoju, dobrze?
Pobiegła w stronę swojego pokoju, zostawiając ich samych.
- Dowiem się wreszcie, co tu się dzieje? - Yohemei patrzył wyczekująco na szatyna. - Chociaż chyba powinieneś za nią iść.
- Ona musi pobyć chwilę sama. A ja w tym czasie wyjaśnię wam sytuację. Wszyscy są, mam rację?
- Keiko przyjechała dzisiaj. Miała być wcześniej, ale coś jej wypadło.
- No to może zaprosisz swojego wnuka do środka?
- Wiesz, że nigdy cię za takiego nie uważałem.
- A ja chciałbym to zmienić.
- Tato! - Kobiecy głos przerwał milczenie. W ich stronę biegła szczupła brunetka. - Hao?
- Pozwólmy mu to wyjaśnić. Chodźmy. Keiko, zawołaj Mikihisę.
Czwórka Asakurów, Mikihisa, Keiko, Kino i Yohmei, usiadła przy tradycyjnym stoliku, a Hao plecami oparł się o ścianę.
- Możecie mi nie wierzyć i wcale mnie to nie zdziwi, ale nie mam zamiaru niszczyć ludzi. Może rochę się zmieniłem, ale chyba bardziej mój sposób myślenia i dążenia do celu.
- I dlaczego mamy wierzyć, że to nie jest część większego planu? - zaczął Mikihisa. - Powinniśmy zawiadomić Yoh.
- On już wie o wszystkim. Anna również.
- Więc dlaczego nam o tym nie powiedzieli?
- Ponieważ ich o to prosiłem. Właściwie jest tylko jeden powód, dla którego jeszcze żyję. Chociaż teraz już dwa.
- Można spytać, o co chodzi? - Yohmei spojrzał na Hao z lekkim zainteresowaniem.
- Hao? - wtrąciła Keiko, odzywając się po raz pierwszy. - Nie uważasz, że powinieneś powiedzieć o tym z Shinyą?
- Zastanawiałem się, kiedy dasz znać, że mój brat o wszystkim ci powiedział. Chyba masz rację. W takim razie możecie się rozejść, bo to może trochę potrwać.
W tym momencie do pokoju wpadł Yoh.
- Hao - wydyszał, opierając dłonie na kolanach - Shinya...
- Coś się stało? - Hao szybko stanął na nogach, patrząc na brata z niepokojem.
- Lepiej do niej idź - odpowiedział, jakby nie chciał mówić przy wszystkich, co się dzieje.
- Wracam za pół godziny.
Chwilę później stał już za Shinyą. Nie zauważyła go albo po prostu zignorowała. Ze złością pakowała swoje rzeczy, co chwila ocierając łzy.
- Wybierasz się gdzieś? - spytał spokojnie.
Nie drgnęła.
- Możesz mi powiedzieć, o co tyle hałasu?
- Odejdź. Nie chcę z tobą rozmawiać - głos jej drżał.
- Ani mi się śni, dopóki wszystkiego sobie nie wyjaśnimy.
- Co chcesz wyjaśniać? Tylko winny się tłumaczy. A może tłumaczy się też Julia?
- Sugerujesz, że ja i żona Silvy...
- Nie wiem.
Przerwała pakowanie i odwróciła się do niego.
- Shi, wytłumaczę ci...
- Och, czyli jesteś winny?
- Daj mi dojść do słowa.
- Znowu jakieś podkoloryzowane teorie? Może odcięli Patch od prądu? Albo nie pozwolili ci zadzwonić?
Podszedł do niej i chwycił ją za nadgarstki.
- Zgadza się tylko to drugie.
- Och i ja mam ci uwierzyć?
Oczy Asakury pociemniały z gniewu. Podciął dziewczynę, rozciągając ją na futonie.
- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć.
- Krzycz do woli, tym razem tak łatwo cię nie puszczę. Musisz wiedzieć, co się stało. W razie czego cię uciszę.
Już otwierała usta i chociaż Hao wiedział, że chciała tylko coś powiedzieć, a nie krzyknąć, pocałował ją mocno, ale czule. Przez chwilę próbowała się bronić, co spełzło na niczym. W końcu poddała się szatynowi.
- Powiedziałem, że cię uciszę - wyszeptał.
- Nie chciałam krzyknąć.
- Ale mogłem o tym nie wiedzieć. Nie puszczę cię zanim nie poznasz prawdy o tym, dlaczego nie mogłem się z tobą skontaktować. - Znowu ją pocałował, ale delikatnie. Tym razem nie próbowała się wyrywać. - Członkowie Rady trzymali mnie pod kluczem, żeby sprawdzić, czy nie mam złych zamiarów. Wypuścili mnie po pięciu dniach. Tyle trwało zjednoczenie się Króla Duchów i Ducha Ognia. Potem były jakieś testy, nawet nie wiem ile to zajęło. Przyszedłem, bo o Sekai powinniśmy powiedzieć razem. Okazało się, że Yoh powiedział mojej matce o wszystkim. - Zaraz dodał jeszcze z lekkim zadowoleniem w głosie: - A do twojej wiadomości, spotkałem Julię, skoro tak cię to interesuje, miła kobieta, idealna dla Silvy.
- Właściwie nie musisz mnie już puszczać - szepnęła po chwili.
- Mówisz?
Nawet nie zauważyła, że Hao oprócz trzymania jej nadgarstków, unieruchamia też resztę jej ciała, klęcząc nad nią z jej biodrami między nogami. Wyglądało to dość dwuznacznie.
- Mhm. Tęskniłam za tobą. Chociaż przez ostatnie dni miałam ochotę powiedzieć, żebyśmy dali sobie trochę czasu, że może te zaręczyny były zbyt pochopne. Ale teraz... Nie potrafię. Tak bardzo cię kocham...
Nic nie mówiąc, Asakura pochylił się i pocałował ją czule, przedłużając pocałunek, dopóki obojgu nie zabrakło tchu.
- To była jedna z rzeczy, której brakowało mi przez ten tydzień - westchnął ciężko.
- A druga? - spytała oddychając płytko.
- Wspólne noce - uśmiechnął się delikatnie. - I te, kiedy się kochaliśmy, i te, kiedy rozmawialiśmy przed zaśnięciem. Pewnie wiesz, jak trudno było mi zasnąć.
- Prawdopodobnie tak, jak mnie.
Uwolnił jej jedną rękę, pozwalając jej powoli przeczesywać swoje ciemne włosy. Wpatrywała się w jego niemal czarne tęczówki. W głębi duszy wiedziała, że Hao by jej nie zdradził. To było myślenie abstrakcyjne.
- Shi - westchnął - moja mała zazdrośnica...
- Nie mów, że musimy teraz iść tam i powiedzieć, że mamy dziecko - szepnęła, opuszczając dłoń.
- Właściwie będziemy mieć. Ale i tak musimy tam iść.
- Załatwmy to szybko i opowiesz mi wszystko, dobrze?
- Skoro ci na tym zależy.
Podniósł się niechętnie, po czym pomógł jej zrobić to samo i chwilę później stanęli przed drzwiami pokoju, w którym odbywało się "zebranie".
Okazało się, że wszyscy nadal tam byli, a nawet doszła Anna, teraz swojąca obok Yoh, składając ręce na piersi.
- Jesteśmy - zakomunikował Hao, chwytając dłoń narzeczonej i ciągnąc ją do środka. - No więc na czym skończyliśmy?
- Na dwóch powodach, dla których jeszcze żyjesz - powiedział spokojnie Yohmei.
- Dziękuję. Pierwszym jest Shi. Może to i banalne, ale taka jest prawda. To ona pomogła mi zrozumieć, że są rzeczy ważniejsze niż... ja. Dlatego Yoh nie dążył do zniszczenia mnie i dlatego jesteśmy zaręczeni.
- Słucham? - spytał Mikihisa z niedowierzaniem.
- Jesteśmy zaręczeni. Pobieramy się. Nie powiem tego inaczej.
- I ona się zgodziła?
- A dlaczego miałaby się nie zgodzić?
- Nie wiem, może dlatego, że zamordowałeś parę osób.
- Włącznie z moim ojcem - szepnęła, spuszczając wzrok.
- Tym bardziej nie potrafię zrozumieć sytuacji - Mikihisa złożył ręce na piersi i wlepił wzrok w szatyna.
- Nie pamiętałam ojca, a kiedy się dowiedziałam, że Hao był odpowiedzialny za jego śmierć, byłam już przywiązana do niego. - Podniosła głowę, wpatrując się w sufit. Poczuła, że Asakura obejmuje ją ramieniem. - Wszystko działo się bardzo szybko. Teraz wszystko jeszcze się skomplikowało przez dziecko.
- Jakie dziecko? - Teraz Yohmei również zaczął wpatrywać się w Hao.
- To powiem ja, dobrze? Shi spodziewa się dziecka.
- Korzystając z okazji - powiedziała spokojnie Anna - powiem, że ja i Yoh też będziemy mieli dziecko.
- Co?! - krzyknęli jednocześnie Mikihisa i Yohmei.
- To takie trudne? No więc skrócę wam to - rzekła Kino, odzywając się po raz pierwszy. - Hao już nie jest naszym wrogiem, wraca do rodziny, jest zaręczony i będzie miał dziecko. Yoh wreszcie zdał sobie sprawę z uczucia do Anny i również będą mieli dziecko. Starczy?
- No ale...
- Z tego, co zrozumiałam, Yoh przegrał Turniej?
Yoh kiwnął głową.
- Ale nie ma się co martwić, Anna dała mu już nauczkę - westchnął Hao współczująco.
- Och, w to nie wątpię, w końcu to moja uczennica. Ty, Hao,wygrałeś, tak?
- Mhm.
- Wracajcie do pokoi, jutro powiemy wam, co ustaliliśmy.
***
- Idę pierwsza pod prysznic - westchnęła Shinya, wchodząc do łazienki.
- Sama?
- No tak. Chcę się umyć, a ty...
- Shi, proszę...
- A-ale...
- Wiesz co? Pamiętasz, jak prosiłaś mnie o korepetycje z asertywności? Dzisiaj je dostaniesz. Idź pod ten prysznic.
Chciała jeszcze coś odpowiedzieć, ale Hao delikatnie wepchnął ją do łazienki i zamknął za nią.
"Ciekawe, czy ona wie ile mnie to kosztuje" - pomyślał, opierając się o drzwi.
- To nie potrwa długo! - krzyknęła, a chwilę później usłyszał szum prysznica.
Położył się na futonie, podkładając ręce pod głowę. W gruncie rzeczy bardziej bał się nadchodzącej rozmowy z matką Shinyi niż z własną rodziną. Nie wiedział, jak jej powiedzieć, że to przez niego jej mąż nie żyje, że to przez jego nieodpowiedzialność jej córka jest w ciąży. Nawet jeśli się z nią zaręczył, nawet jeśli oboje się kochają, to jednak dla matki może być trudne, że jej dziecko wychodzi za mąż w tak młodym wieku i właściwie nie ma czasu na własne życie.
Zacisnął powieki i przetarł oczy dłońmi. Chciał wreszcie się wyspać. Chociaż z drugiej strony nie widział Shinyi od tygodnia. Nie miał pojęcia, czy utrzyma ręce przy sobie. Ale pomimo tego wszystkiego, pierwsze, co mu przychodziło do głowy nie było pozbawienie jej ubrań i zaciągnięcie na futon, ale chęć trzymania jej w ramionach. Kiedy tylko przypominał sobie, jak obejmował ją przed odlotem samolotu z Ameryki, jak drżała w jego ramionach, nie mógł powstrzymać błogiego uśmiechu. Wręcz zanosiła się wtedy szlochem, a on nie mógł jej uspokoić. W końcu objął ją ciasno i lekko kołysząc w ramionach głaskał po włosach. Ledwo zdążyła na samolot. Kiedy teraz o tym myślał, miał nadzieję więcej świadomie nie doprowadzić jej do takiego stanu. Wiedział, co go czeka, kiedy miał zostać w Patch, ale nie myślał, że tyle to potrwa.
- Coś się stało? - Shinya nachyliła się nad nim.
- Nie - odpowiedział spokojnie, po czym spojrzał na nią. - Tak tylko myślę... A co za różnica.
Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął do siebie, obejmując ją ramionami. Hoshino zdziwiona na początku, po chwili przytuliła się do niego. Odetchnęła głęboko i przymknęła oczy, napawając się ciepłem narzeczonego.
- Zaczekaj - westchnął zrezygnowany. - Muszę się umyć. Naprawdę bym jeszcze z toba poleżał, ale mieliśmy rozmawiać, a ty zaśniesz w pewnym momencie, więc...
- Idź już pod ten prysznic i nie marudź.
- To nie było mądre, Shi - zaczął ją łaskotać po bokach, wywołując śmiech u dziewczyny. - Nie zasypiaj tylko, co?
-Oczywiście, kapitanie! - zasalutowała. - Tylko się pospiesz.
Pokręcił głową z rozbawieniem i zamknął się w łazience.
Shinya opadła na poduszki. Jeśli za dwie, trzy godziny uda jej się zasnąć będzie dobrze. Była pewna, że nie położy się za szybko. Przewróciła się na brzuch i zaczęła skubać palcami róg poduszki. Trochę źle się czuła i nie bardzo miała ochotę na jakikolwiek wysiłek, nie mówiąc już o kochaniu się z Hao. Chciała zrobić mu przyjemność, ale z drugiej strony wiedziała, że on w życiu jej nie pozwoli na cokolwiek, jeśli tylko dowie się, że ona nie bardzo tego chce. Westchnęła ciężko i usiadła.
Niemal w tym samym momencie drzwi do łazienki otworzyły się i do pokoju wszedł Hao w spodniach od piżamy i z jeszcze mokrymi włosami, które wycierał ręcznikiem.
- Nadal się nie przebrałaś? - spytał spokojnie, mierząc ją wzrokiem. - Wiesz, że mi to nie przeszkadza, ale...
- Już się przebieram.
- Jesteś strasznie zdenerwowana. Coś się stało? - usiadł obok niej, wieszając sobie ręcznik na karku.
- Nie, tylko... Możesz się odwrócić?
- A mogłabyś mi wyjaśnić po co? - uniósł brwi z rozbawieniem, wpatrując się w nią intensywnie.
- Chciałam ubrać piżamę... A trochę mnie dekoncentrujesz.
Zaśmiał się cicho i odwrócił wzrok.
- Dziękuję.
Szybko zdjęła ręcznik, którym do tej pory była okryta i sięgnęła pod poduszkę po satynową koszulkę na ramiączkach, wiązną wzdłóż i krótkie spodenki.
- A gdybym nagle się odwrócił? - spytał, z powrotem zaczynając wycierać włosy.
- Nie odezwałabym się do ciebie przez jakiś czas.
- Już?
- Mhm.
Odwrócił się i uśmiechnął tajemniczo. Shinya zarumieniła się, widząc rosnące pożądanie w jego oczach. Na pewno nie to chciała osiągnąć. Serce waliło jej jak szalone, kiedy szatyn pochylił się i delikatnie ją pocałował.
- Hao, ja... chciałam ci powiedzieć, że... no bo nienajlepiej się czuję i...
Powoli się od niej odsunął i spojrzał jej w oczy.
- Shi, powiedz wprost.
- No bo - spuściła wzrok - ja nie mam ochoty na... no wiesz...
- Nie, nie wiem - odparł spokojnie. - Popatrz mi w oczy i powiedz, czego nie chcesz. Musisz nauczyć się odmawiać.
- Wiem, ale czy to musi być w takiej sytuacji? Wiesz, że nie umiem ci odmówić.
- Musisz się nauczyć - powtórzył. - Widzę, że nie mam innego wyjścia, jak zmuszenie cię do tego, żebyś twardo powiedziała "nie". Podroczę się trochę z tobą, ale do nieczego nie dojdzie, skoro wiem, że nie chcesz. Twoim zadaniem jest powiedzenie mi twardo i wprost, czego nie chcesz.
- A-ale... Hao... - jęknęła, kiedy zaczął delikatnie muskać wargami jej szyję i dekolt. - Proszę...
- Musisz zdać sobie sprawę, że...
- Błagam...
- Zbierz się w sobie - szepnął jej do ucha.
- Ale nie rozpraszaj mnie już w ten sposób... Proszę... - czuł w jej głosie nutę rozpaczy, więc tylko delikatnie gładził ją po ramieniu. Przełknęła ślinę i powiedziała: - Nie mam ochoty, żeby dzisiaj się z tobą k-kochać. - Odetchnęła głęboko i przymknęła oczy.
- O to chodziło. Tylko powinnaś powiedzieć to bardziej stanowczo. A teraz możesz mi wyjaśnić, dlaczego wyglądasz jakbyś miała się zaraz rozpłakać?
- Nie chcesz tego usłyszeć...
- O Inoru też nie chciałem, ale musiałem o tym wiedzieć.
- Powiem ci, jeśli obiecasz, że nie zdenerwujesz się, że nie powiedziałam ci od razu.
- Obiecuję - odgarnął jej włosy z oczu i pogładził kciukiem po policzku. - A teraz mów.
- Bo kiedy tu przyjechałam, pierwszej nocy nie mogłam zasnąć. W końcu mi się udało, ale miałam koszmary. - Spuściła wzrok i odtrąciła dłoń szatyna, kiedy próbował spojrzeć jej w oczy. - Najpierw śniło mi się, że idę po pustym korytarzu w jakimś domu. Na jego końcu były drzwi. Weszłam do środka i zastałam ciebie i Julię. Właściwie nie robiliście nic takiego...
- Kłamiesz - powiedział spokojnie. - Powiedz, co się działo. Jak mam zrozumieć, kiedy nie mówisz mi całej prawdy?
- Zgoda, całowaliście się, starczy? - warknęła na pół rozzłoszczona, na pół zrozpaczona. - Wyglądałeś dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wyciągnęłam cię na zakupy pierwszy raz. Spojrzałeś na mnie z pogardą i powiedziałeś takim zimnym głosem... że "chyba nie sądziłaś, że potrafisz zadowolić Króla Szamanów". Zaśmiałeś się okrutnie i po chwili znaleźliśmy się w innym pomieszczeniu... całe płonęło... Podszedłeś do mnie, przewróciłeś i powiedziałeś, że skoro tak strasznie jestem zazdrosna to... mam cytować dokładnie? - jęknęła, łamiącym się głosem.
- Jeśli możesz - powiedział spokojnie, cały czas trzymając dłoń na jej karku i delikatnie gładząc go kciukiem.
- "Jeśli jesteś tak chorobliwie zazdrosna, mogę przelecieć cię w biurze twojego ojca. Sentyment, czyż nie?" - spojrzał na jej nogi. Co chwila spadały tam krople. Czuł, że Shinya drży, powstrzymując szloch. - Mimo moich protestów, chwyciłeś mnie za gardło i znaleźliśmy się w tym samym korytarzu, gdzie pokłóciłam się z Inoru... Obudziłam się dopiero, kiedy to wszystko się skończyło...
Hao nie wiedział, co powiedzieć. Chciał ją przytulić, ale bał się jak dziewczyna zareaguje. Chciał jej powiedzieć, że nigdy by tego nie zrobił, ale co by to dało? Zaklął cicho i objął ją. Ona szlochała cicho, zaciskając powieki.
- Nigdy więcej nie ukrywaj takich rzeczy, dobrze? - powiedział siląc się na spokój. - To tylko senny koszmar. Gdybym wiedział, inaczej egzekwowałbym twoją odmowę. Ale co stało, to się nie odstanie, prawda? Musimy sobie poradzić. Boisz się czegoś związanego z tym koszmarem? Powiedz mi od razu.
- N-nie wiem... - wydukała. - Nie Julii, na pewno, już nie... Ale po sprawie z Inoru, boję się, że będę zmuszona do zrobienia czegoś, czego nie chcę...
- Na to trzeba czasu, Shi. On był jednym z drani, ale jest na świecie mnóstwo porządnych mężczyzn. Musisz tylko się o tym przekonać dokładnie. Doskonale wiesz, że nigdy nie byłem święty, ale nigdy nie skrzywdziłbym kobiety w ten sposób. Nigdy. Ani zanim cię poznałem, ani teraz, ani nigdy.
- Wiem... - odetchnęła głęboko. Odwróciła się od Hao i wytarła łzy. - Znowu przesadzam, co? Beksa ze mnie.
- Może trochę - odetchnął z ulgą, że najgorsze już minęło. - Lepiej?
- Tak. Może jestem przewrażliwiona. To ta ciąża. Ale... przepraszam, jeśli cię to urazi, ale po tym śnie zastanawiałam się, czy nie będziesz chciał mnie przekonać, żebyśmy się kochali... kiedy odmówię...
- Oczywiście, że bym nie nalegał. Byłoby miło, romantycznie i w ogóle, ale wszystko rozsypało się przez mój późny powrót.
- Racja.
Hao nie odpowiedział. Z roztargnienia spojrzała na swoją lewą dłoń. Miała nadzieję, że Asakura tego nie widział, ani nie czytał jej myśli. Ten sen był straszny, ale to tylko sen, powtarzała sobie. W gruncie rzeczy przeszła z tym do porządku dziennego. Bardziej pochłaniał jej myśli ten przeklęty pierścionek. Właściwie mogła poprosić Hao, powiedzieć, że to dla niej ważne. Nic na to nie poradzi, że jest niepoprawną romantyczką i uwielbia każdy czuły gest, jakim Hao ją obdarzał. Miała nadzieję, że ta cała czułość nie minie, kiedy się pobiorą.
Westchnęła ciężko i już miała się odwrócić, kiedy poczuła, że Hao obejmuje jej ramiona. Powoli chwycił jej lewą dłoń i szepcząc do ucha słowa, których nie rozumiała, a które brzmiały jak zaklęcie, wsunął jej na palec delikatny pierścionek.
- C-co...? - wyjąkała Shinya zdezorientowana.
- Cii... - musnął wargami jej ramię i wyszeptał jej prosto do ucha: - Teraz wszystko jest na miejscu. Znam cię, Shi, wiem, o czym marzysz, nawet w kwestii zaręczyn... I teraz wszystko jest tak, jak powinno.
- Ale t-to jest...
- Pozwól, że zanim wszystko wyjaśnię, zrobię to - pocałował ją ciepło, gładząc po policzku. - Tak, to jest białe złoto. Tak to szmaragd, chociaż maleńki. Mówiłem ci, że spotkałem Julię. Jest właścicielką niewielkiego jubilera niedaleko Patch. Powiedziała, że może mi to dać za darmo, jako że jestem Królem Szamanów i tak dalej, ale powiedziałem jej, że nie wypada dawać narzeczonej pierścionka, za który się nie zapłaciło, prawda? W końcu zgodziła się na pół ceny.
- I ty dla mnie... Przecież nie musiałeś...
- Nie. Ale chciałem. I jak teraz widzę tę radość w twoich oczach, Shi, myślę, że warto byłoby zapłacić tysiąc razy więcej. Nie płacz, bekso - westchnął z udawaną irytacją. Uśmiechnął się czule i objął ją. - Poza tym nie mogę wyjść jak biedak w oczach przyszłej teściowej, prawda?
Zaśmiała się cicho i oparła o niego.
- Dziekuję.
Nie znała innych słów, żeby mu podziękować. Ale wiedziała, że dzięki reishi, on doskonale wiedział, jak bardzo jest mu wdzięczna.
ShinyaRozdział 28 : Nowa przyszłość
niedziela, 5 sierpnia 2007
23:27:02
Komentarze 8
Dodaj
eh... kurczaki no nie jestem tak zadowolona z zakonczenia tego rozdzialu jak powinnam... nie wiem czemu ale mam wrazenie ze cos jest nie tak no.. ale coz ^^ nie narzekamy ^^ w kazdym razie mozna powiedziec ze to koniec takjakby pierwszej serii ^^ bedzie juz po turnieju i...no niewazne ^^ milego czytania ^^ i nie obiecuje noty za tydzien bo bede pisac jeszcze na shi-chan ^^ nastepny rozdzial o jess i do FMA XP mialam napisac w tym tygodniu.. ale teraz sie tym zajme XP no wiec.. milego czytania ^^
###
Shinya włożyła szlafrok i wstała z łóżka. Hao nadal nie wyszedł z łazienki, w której siedział już pół godziny. Zwykle wychodził po piętnastu minutach, jeszcze nie do końca suchy, wycierając się po drodze.
Drzwi były uchylone, Hoshino podeszła do nich i zapukała cicho. Nie chciała mu przeszkadzać, może potrzebował zostać sam, w końcu jutro miała być jego finałowa walka z Yoh. Odetchnęła głęboko i nie doczekawszy się odpowiedzi, weszła do źle oświetlonego pomieszczenia, paliła się tylko żarówka nad umywalką.
- Hao - zaczęła niepewnie - wszystko w porządku?
Nie odpowiedział tylko westchnął ciężko.
- Mam wyjść? Jeśli chcesz, mogę... - dodała pośpiesznie.
Asakura pokręcił głową i spojrzał na jej odbicie w lustrze. Po chwili uśmiechnął się do siebie i odwrócił do dziewczyny.
- Nic mi nie jest - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie i podszedł do niej. - Myślałem tylko o jutrzejszej walce, to wszystko.
- Jak zwykle bagatelizujesz swoje zmartwienia.
- Niczego nie bagatelizuję. Idziesz spać?
- W jakim sensie? - spytała po dłuższej chwili, patrząc na niego z mieszaniną rozbawienia i zainteresowania.
- Normalnym. Czy jesteś śpiąca.
- Skarbie, w twoich ustach wszystko brzmi dwuznacznie - zaśmiała się. - Jeszcze nie jestem na tyle śpiąca, żeby iść spać, więc chciałam coś poczytać, chyba że masz inne plany - uniosła brwi i czekała na jego odpowiedź.
- Właśnie to chciałem usłyszeć.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował czule. Shinya nie spodziewając się tego, przez chwilę stała jak wryta, jednak po chwili oddała pocałunek. Miała wrażenie, że Hao chce po prostu odwrócić myśli od zmartwień. Chciała mu pomóc, ale nie wiedziała, czy to najlepszy sposób. Chciała z nim porozmawiać i wesprzeć, ale pozostawiła mu decyzję, co będzie mu bardziej odpowiadało. I na pewno nie był bez znaczenia fakt, że zostawili jej szlafrok na podłodze w łazience, a sami właśnie kładli się na pościelonym łóżku.
Kiedy wszystko, co mieli na sobie, leżało już na ziemi, Hao spytał z nutą rozbawienia w głosie:
- Dlaczego, kiedy się kochamy nigdy nie wydałaś najmniejszego dźwięku?
- Nie wiem - odpowiedziała cicho, przegryzając dolną wargę.
- Wstydzisz się, przyznaj - odparł rozbawiony, muskając wargami jej ramię. Zadrżała lekko, po czym odpowiedziała cicho, starając się ignorować nieproszony rumieniec.
- To chyba nie jest dziwne, że nie chcę, żeby usłyszeli mnie wszyscy na zewnątrz.
- A kto usłyszałby cię w lesie, co? - delikatnie drażnił skórę tuż nad jej obojczykami.
- Och, nie zajmujmy się teraz tym - westchnęła z rozkoszą, czując usta Asakury coraz niżej.
- Jak chcesz, ale kiedyś doprowadzę cię do tego, że nie wytrzymasz.
W pokoju zapadła cisza, zakłócana jedynie urywanymi oddechami ich obojga.
Godzinę później Hao opadł na poduszki, starając się oddychać spokojnie. Shinya powoli położyła głowę na jego klatce piersiowej, podnoszącej i opadającej przy każdym płytkim oddechu szatyna. Po chwili poczuła jego dłoń na swoich włosach. Westchnęła, zadowolona z przeczesującej jej rude pasma dłoni i zerknęła na wpatrujące się w nią ciemne oczy.
- Na pewno nie chcesz powiedzieć, co cię dręczy?
- Shi, nic mnie nie dręczy, naprawdę. Gdyby tak było, powiedziałbym ci dla świętego spokoju.
- Właśnie, że nie.
- Pamiętasz, jak kończyły się podobne sprzeczki, prawda?
- Nie przsadzaj. - Usiadła i spojrzała na niego z góry. - Wiem, że coś tam jest w twojej głowie i nie daje ci spokoju. Nie możesz dusić wszystkiego w sobie. Myślałam, że masz już za sobą chowanie uczuć. To twoja ostatnia walka w Turnieju, nie możesz tego lekceważyć.
- Uspokój się - zaczął, podnosząc się na łokciach. - I okryj się czymś. Wcale nie mówię...
- Och, prowokuję cię? - warknęła. - Przepraszam, że nie możesz nawet przez chwilę przestać myśleć, jak się do mnie dobrać!
- Rozumiem, że jesteś w ciąży i masz swoje humory, ale nie mów czegoś, czego możesz potem żałować - ostrzegł ją spokojnie. - Jeśli chcesz, możesz siedzieć nago, mnie to nie przeszkadza, ale to ty zwykle tego nie chciałaś. Nawet jeśli to jest moja ostatnia walka, nie mogę się do niej lepiej przygotować, a...
- Ale mógłbyś ze mną porozmawiać o tym, co czujesz! Całe życie czekałeś na tę szansę, a teraz co? Przyjmujesz to jak każdą inną walkę!
- A mam latać w kółko i biadolić, jaki jestem biedny i jak strasznie się denerwuję? Wiesz, że to jest wbrew mojej naturze.
- No tak, zawsze jak się nie uda, możesz odrodzić się za pięćset lat - burknęła.
Hao błyskawicznie chwycił ją za nadgarstki i z powrotem położył na łóżku, wisząc nad nią.
- Doskonale wiesz, że nie mam zamiaru więcej się reinkarnować.
Odwróciła tylko wzrok i wyrwała się szatynowi. Powoli stanęła na środku pokoju i objęła się ramionami.
- Shi, co się z tobą dzieje? Zachowujesz się dziwnie, nawet jak na ciebie.
- Och, czyli jestem dziwna? - powiedziała cicho, odwracając się od niego.
- Wiesz, że nie to miałem na myśli.
- A skąd mam wiedzieć, o czym myślisz? - wyszeptała, czując gulę w gardle. Odetchnęła głęboko, chcąc pozbyć się łez. - Nie mam reishi tak, jak ty. Nie mogę przewidzieć, co powiesz, ani czego chcesz. Muszę zdać się tylko na to, co mi mówisz.
- I ty sądzisz, że nie mówię ci wszystkiego? - wstał i zaczął powoli do niej podchodzić, jak do zlęknionej sarny.
- Właśnie tak myślę - otarła niechciane łzy, ale nie odwróciła się do niego. - Mam wrażenie, że więcej mówisz Yoh niż mnie.
- Nie wplątuj go w to, bo jego to nie dotyczy. Nie mówię mu nic, czego ty byś nie wiedziała.
- Nie no oczywiście. A to, że boisz się, czy dasz radę utrzymać rodzinę nie jest dla mnie ważne, tak? Trzeba było powiedzieć bratu, żeby więcej cię nie podejrzewał, a mnie można zignorować! Dziękuję, że darzysz mnie takim uczuciem, że nawet nie możesz mi powiedzieć, że martwisz się o przyszłość, do cholery!
Wybuchnęła płaczem i zakryła oczy dłońmi.
- Shi, ja...
- Przestań! Przestań zwracać się do mnie w ten sposób, nie tym tonem! Ty do tego doprowadziłeś! - zakrztusiła się łzami. - Yoh może wiedzieć o twoich uczuciach, a ja nie?! Nic już nie mów, wielki panie pięciu elementów, szara dziewczyna poradzi sobie ze zranionymi uczuciami!
Odepchnęła go na bok, wbiegła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi, po czym oparła się o nie plecami, chowając twarz w dłoniach. Musiała wyrzucić z siebie to wszystko, ale czy musiała to robić przed najważniejszym dniem w życiu ukochanego człowieka? Nie mogła poczekać? Albo zrobić tego wcześniej? Albo spokojniej? Do tego w innej sytuacji? Usiadła na podłodze i objęła kolana ramionami. Chciała tam wyjść i wytłumaczyć mu wszystko, ale znowu skończyłoby się tak, jak zawsze. Wolała zostać w łazience jeszcze jakiś czas i przemyśleć wszystko na spokojnie, żeby uniknąć czegoś podobnego. Miała nadzieję, że Hao nie znienawidził jej po tych wszystkich gorzkich słowach.
Po chwili wstała i wzięła z podłogi szlafrok. Włożyła go powoli i usiadła na brzegu wanny. Nie słyszała żadnego dźwięku z pokoju. Zapatrzyła się w drzwi i zauważyła cień pod szparą. Hao stał za nimi, najprawdopodobniej opierając się i wyrzucając sobie wszystko. Albo wyrzucając wszystko jej.
Paręnaście minut później wstała i otarła ostatnie łzy. Powoli uchyliła drzwi i weszła do pokoju.
- Hao, ja...
Nie zdąrzyła dokończyć, ponieważ objęły ją silne ramiona szatyna. Jej oczy znowu wypełniły się łzami, kiedy wtuliła się w niego i usłyszała cichy głos.
- Przepraszam. Nienawidzę, kiedy przeze mnie płaczesz.
- To ja powinnam...
- Właśnie tym razem nie. Możesz mnie przeprosić tylko za to, że sama chciałaś sobie ze wszystkim poradzić.
Mocniej go objęła i wyszeptała:
- Ale to musiało cię boleć... Kiedy mówiłam te okropne rzeczy...
- Do których ja cię sprowokowałem - zanurzył twarz w jej włosach i zaczął spokojnie: - Nie mówiłem ci, że martwię się o przyszłość, bo byłaś zmęczona wymiotami, albo... chyba sam chciałem tak to usprawiedliwiać. Po prostu wydawałaś się taka szczęśliwa, nie chciałem tego nieszczyć. Uśmiechałaś się niemal cały czas, wyciągałaś mnie na spacery, na spotkania z przyjaciółmi... Tak, wiem, nie zostawiłabyś mnie z tym, ale... W jakiś sposób myślałem, że możesz odebrać to tak, jakby to z tobą było coś nie tak, jakbyś to ty i nasze dziecko mnie martwili. A oboje jesteście dla mnie całym światem...
- Sekai* - wyszeptała Shinya, patrząc na szatyna ze łzami w oczach. Widząc jego zdziwienie, wytłumaczyła: - Możemy tak nazwać nasze dziecko. Mówisz, że będzie dla ciebie całym światem, więc dlaczego nie?
Uśmiechnął się delikatnie i otarł jej łzy.
- Dlaczego nie. Sekai Asakura.
Powoli i delikatnie wziął ją na ręce i położył na łóżku.
- Dobranoc.
- Nie kładziesz się?
- Chwilę jeszcze posiedzę. Ale ty już śpij, powinnaś odpoczywać.
- Nie lubię zasypiać sama...
- Poczekaj pięć minut, dobrze? I może ubierz piżamę. Nie, nie chodzi o to, że mnie prowokujesz, tylko jest zimno, a w szlafroku nie będzie ci wygodnie.
Podał jej piżamę i usiadł na parapecie. Ubrawszy się, Shinya zaczęła wpatrywać się w Asakurę. Był tak zamyślony, że nawet tego nie zauwarzył. Zastanawiało ją, o czym myśli. Nigdy tego nie wiedziała, a przynajmniej nie w danej chwili.
- O przyszłości - usłyszała jego głos i spojrzała przytomniej. - Bądź co bądź, do tej pory żyłem sam, nie musiałem się nikim zajmować, nie licząc Opacho, ale ona od początku dawała sobie radę. Ale jakoś sobie poradzimy.
Uśmiechnęła się lekko i ze zdziwieniem patrzyła, jak podchodzi do łóżka i siada obok niej. Pocałował ją delikatnie i położył się na swoim miejscu.
- Co...?
- Dobranoc - przerwał jej. Uśmiechnął się tajemniczo, poprawił ramiączko jej koszuli nocnej i przyciągnął ją do siebie.
- Dobranoc - westchnęła zrezygnowana i przymknęła oczy.
- Nie będę się więcej reinkarnować, możesz mi wierzyć.
Głos Hao był tak cichy, że nie wiedziała czy się nie przesłyszała. Jednak zostawiła to, przykryła się ciaśniej kołdrą i niedługo potem zasnęła.
***
- Shi, ubiorę się sam.
Hao z lekkim rozbawieniem patrzył, jak Shinya podchodzi do niego z peleryną w ręku. Siedział na łóżku, wpatrując się w dziewczynę.
- Proszę, pozwól sobie pomóc.
Nie patrzyła na niego, w każdym razie nie prosto w oczy. On tylko uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Hoshino niepewnie usiadła mu na kolanach, przodem do niego, opierając nogi na łóżku.
- Pamiętasz, kiedy pierwszy raz powiedziałaś mi coś takiego?
Kiwnęła tylko głową i powoli założła mu kremowy materiał na ramiona.
- Sytuacja była nieco inna niż teraz, ale... - dziewczyna zawinęła pelerynę na szyi Hao jak golf i opuściła ręce, poprawiając tkaninę. - Denerwujesz się bardziej niż ja.
- Bo ty...
- Nie chodzi o to, że bagatelizuję Turniej. Po prostu teraz mam inną hierarchię wartości. Nawet jeśli przegram, jakoś sobie poradzę, będę miał na utrzymaniu rodzinę.
- Ale nie rozumiesz, jak ja będę się czuła, kiedy nie będziesz mógł znaleść sobie miejsca i...
- Shi, spójrz na mnie - podniósł jej podbródek, zmuszając ją do spojrzenia mu w oczy. - Jeśli coś pójdzie nie tak, nigdy nie będziesz mogła się za to obwiniać. To tylko i wyłącznie mój wybór, że jesteśmy razem. Zostaw już tą pelerynę, nie zrobisz z nią nic więcej.
- Powodzenia - wyszeptała, zarzucając mu ręce na szyję i przytulając mocno. - Wierzę, że ci się uda...
- Wariatka - westchnął czule, obejmując ją. - Wystarczy, że tam będziesz. Nie trzeba mi nic więcej.
***
- Asakura, masz jeszcze godzinę, a nie jesteś nawet ubrany? - Anna ze złością odrzuciła kołdrę, odkrywając narzeczonego.
- Anna, daj spokój, zdążę jeszcze... - Yoh przewrócił się na drugi bok i podciągnął kolana pod brodę.
- Już!
- Jeszcze pięć minut...
Kyoyama zmrużyła oczy i z nonszalancją usiadła obok niego. Delikatnie oparła się o Asakurę i wyszeptała mu do ucha:
- Yoh, kotku, wstawaj, bo chciałam cię jeszcze wesprzeć, a później nie będzie czasu...
Otworzył jedno oko, chcąc zobaczyć, co dziewczyna ma na myśli. Wstawała właśnie i zmierzała do łazienki, kiedy Yoh podniósł się ociężale, w samą porę, żeby oberwać poduszką.
- Wstałeś? Świetnie. Ja już jestem gotowa do wyjścia, więc marsz pod prysznic.
Dziesięć minut później Asakura wciągał spodnie, nieprzytomnie wpatrując się w mały kubek z logiem kawiarni na stole. Anna westchnęła ciężko i podała go chłopakowi, razem z bluzą.
- Nie możesz być taki nieprzytomny podczas walki.
- Wiem.
Kiedy podeszła bliżej, przyciągnął ją do siebie i oparł głowę o jej brzuch. Anna uśmiechnęła się delikatnie i zanurzyła dłoń w jego włosach, powoli je przeczesując i odgarniając je z ciemnych oczu.
- Wiesz, że w ciebie wierzę, prawda?
- Wiem.
- I wiesz, że nie będę miała ci za złe, jeśli w jakiś sposób ci nie wyjdzie? Już nie...
- Wiem.
Podniósł głowę i pociągnął ją za rękę, sadzając sobie na kolanach. Po chwili uśmiechnął się i pocałował ją czule.
***
Trybuny były pełne szamanów, chcących zobaczyć ostatnią walkę w Turnieju. W pierwszym rzędzie znajdowali się znajomi walczących. Shinya i Anna siedziały obok siebie, z niepokojem wpatrując się w dwójkę, pozornie nieróżniących się braci.
- Finałowa walka w Turnieju o koronę Króla Szamanów! - zawołał sędzia, patrząc to na jednego szatyna, to na drugiego. - Walczą: Hao Asakura i Yoh Asakura! Gotowi? - kiedy oboje skinęli głową, krzyknął: - Walczcie!
Po chwili każdy z bliźniaków trzymał w rękach broń i oboje przybrali pozycję do walki.
Pierwszy zaatakował Hao. Yoh odparł atak i sam machnął mieczem, jednak starszy Asakura obronił się. Wymiana uderzeń trawała przez jakiś czas, jednak bezskutecznie.
- Podszkoliłeś się, braciszku - powiedział spokojnie Hao, odskoczywszy do tyłu i wycierając krew spływającą z ramienia.
- A ty opanowałeś złość - Yoh wyszczerzył zęby, odrywając zwisający kawałek materiału, tuż przy żebrach. - Anna mnie zabije.
- Ale nie obwinią za to mnie. To się nazywa ukryty plan - uśmiechnął się lekko i zaatakował ponownie.
Atak. Obrona. I tak w kółko. Oboje mieli coraz mniej energii. Byli tak samo silni, więc walka była trudna do rozstrzygnięcia, jednak nie poddawali się, czekając na jakiekolwiek potknięcie przeciwnika, przy każdym uderzeniu sypały się iskry, gasnące w powietrzu.
Aż w końcu niebieski miecz Yoh wyleciał w powietrze, a on sam upadł na piasek. Starszy Asakura ciężko dysząc ze zmęczenia, opadł na jedno kolano, wspierając jedną dłoń na rękojeści miecza, drugą na udzie, czoło oparł o klingę. Ludzie na trybunach zamarli w oczekiwaniu, co stanie się dalej.
- Walka zakończona! - krzyknął sędzia. - Yoh Asakura jest niezdolny do walki!
Hao podniósł wzrok na miejsce, gdzie powinna siedzieć Shinya, jednak tam jej nie było. Zobaczył, jak przywołuje Shiro, więc niedbale rzucił miecz w jej stronę, który zniknął w płomieniach i po chwili spadającą dziewczynę złapała wielka łapa Ducha Ognia. Hoshino biegła w stronę szatyna z promiennym uśmiechem na twarzy, by po chwili wpaść mu w ramiona.
- Gratulacje!
Asakura uśmiechnął się szeroko, podzielając jej etuzjazm i zaczekał aż ona odsunie się lekko, po czym nadal opierając rękę na jednym kolanie, drugą objął ją w talii i podnosząc wzrok, spojrzał w oczy klęczącej Shinyi. Nie miał wątpliwości, co do pytania, które miał zadać. Wszystko rozwiało się jeszcze po tych tygodniach w Patch Village, kiedy wspierała go podczas porozumienia z bratem, czy problemów z ludźmi w wiosce. Bali się go, to nie było dziwne, ale ona potrafiła odwrócić jego uwagę od niechęci innych, obdarzając go uczuciem i opieką.
- Wyjdziesz za mnie?
Hoshino zamrugała parę razy, jakby myślała, że się przesłyszała. Otwierała i zamykała usta w podobny sposób, jak Hao, kiedy dowiedział się o dziecku.
- C-co...?
Asakura uśmiechnął się z typową dla siebie tajemniczością i nic nie powiedział.
To wystarczyło. Twarz Shinyi rozjaśnił promienny uśmiech, rzuciła mu się na szyję, zwalając go na ziemię.
- T-tak! Jasna ch... tak! - z entuzjazmem pocałowała go czule.
- Shi - zaczął Hao z lekkim rozbawieniem i zadowoleniem w głosie - chciałbym ci przypomnieć, że nadal jesteśmy na arenie.
- Ach, no tak - dziewczyna oblała się delikatnym rumieńcem i podniosła się z Hao. On wstał powoli, pomagając jej zrobić to samo i podszedł do brata, wyciągając rękę w jego stronę. Yoh uśmiechnął się i ze wsparciem starszego Asakury stanął na nogach.
- Werdyktem Wielkiej Rady i Króla Duchów - zaczął sędzia - nowym Królem Szamanów został Hao Asakura!
Yoh uśmiechnął się szerzej i powoli zaczął klaskać. Hao spojrzał na niego zdziwiony, jednak po chwili dołączyła do niego Shinya, potem parę znajomych osób na trybunach. A później rozpętała się burza oklasków. Wszyscy zachęceni jego postawą dołączyli do ogólnego entuzjazmu. Bali się, że nawet jeśli nie okazał się agresywny podczas całego Turnieju, coś mogło się zmienić podczas finałowej walki, ponieważ przeciwnikiem był jego brat, który doprowadził do jego upadku pięć lat wcześniej. Jednak wszystko było w porządku.
Wspaniały początek nowej przyszłości. Dla ludzi. Dla nich. Dla niego.
*sekai (jap.) - świat
ShinyaRozdział 27 :
poniedziałek, 30 lipica 2007
18:31:56
Komentarze 5
Dodaj
No wiec nota w terminie mniej wiecej xP nie powiadamiam od razu bo teraz ogladam Death Note xP notka mnie osobiscie srednio sie podoba ale coz xP ostatni fragment specjalnie dla Ay-chan xP glupie dzicko znowu mnie zmusilo XP powiedziala ze nie wybaczy jak odpuszcze a wtedy z kim bym ogladala DN? xD
Starała się oddychać głęboko, chcąc pozbyć się nieprzyjemnego uczucia. Dzisiaj miała stoczyć walkę z Renem i miała nadzieję, że wydobrzeje. Opacho wyjechała w zeszłym tygodniu, kiedy przegrała, więc byli sami. Za tydzień miał się odbyć półfinał i chciała wziąść w nim udział, ale nic z tego, jeśli jej wnętrzności nie przestaną się skręcać nieprzyjemnie.
Zerknęła w bok, na obejmującego ją Hao. Jego miarowy oddech muskał delikatnie jej policzek. Podniosła się powoli i od razu tego pożałowała. Zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Opadła na kolana przed muszlą i zwymiotowała. Trzęsącymi się dłońmi spuściła wodę. To musiało obudzić Asakurę, ponieważ chwilę później Shinya usłyszała jego spokojny głos i poczuła rękę odgarniającą jej włosy z karku.
- Mogłaś mnie obudzić.
- Nie miałam jak - wyszeptała, zaciskając powieki.
- Już? Czy będziesz jeszcze wymiotować?
- Nie wiem, mam wrażenie, że wszystko mi się wywraca w środku.
- Posiedzę tu z tobą.
- Nie musisz.
- Wystarczy, że widzę, jak się męczysz - uciął i uklęknął obok niej, nadal trzymając jej włosy z tyłu. - O wiele łatwiej je trzymać, odkąd je ścięłaś - stwierdził, chcąc odwrócić jej uwagę.
- Mo-o... - pochyliła się znowu. - ...żliwe... Chyba narazie koniec - dodała szeptem.
- No to chodź. Musisz leżeć - westchnął, pomagając jej wstać i podchodząc do umywalki. - Wypłucz usta - podał jej kubek z wodą. - Teraz do łóżka.
Nie powiedziała nic i pozwoliła zaciągnąć się do pokoju. Ostrożnie położyła głowę na poduszce i spojrzała na Hao, który ubierał się w pośpiechu. Chwilę później usiadł obok niej i położył jej dłoń na czole.
- Gorące. To od tych mdłości, tak?
- Tak mi się wydaje. Nic nie powinno nam zagrażać.
- Hachi ma się dobrze? - uśmiechnął się delikatnie.
- Przecież nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy tak będzie miało na imię.
- Ale co ci nie odpowiada, co?
- Nie o to chodzi...
- Teraz siedź cicho i najlepiej śpij - pocałował ją w policzek. - Zostanę z tobą.
***
Znowu klęczała nad muszlą i znowu Hao był przy niej.
- Shi, zjedz śniadanie, dobrze? - powiedział spokojnie, czekając aż jej żołądek się uspokoi. - Przyniosę ci coś.
- Nie trzeba, pójdę z tobą i... - przerwała na chwilę, pochylając się ponownie. - W każdym razie...
- Nigdzie się stąd nie ruszasz. I nawet nie myśl o tym, że puszczę cię na arenę.
- Wiem - westchnęła cicho. - Tylko że ja tak chciałam walczyć, pokazać, że jestem...
- Nawet tego nie mów. Jesteś warta więcej niż ci wszyscy szamani razem wzięci. Przynajmniej dla mnie - uśmiechnął się delikatnie. - Możemy wracać do pokoju?
- Jeszcze chwilę.
Kilkanaście minut później Shinya leżała już na łóżku.
- Może ubierz się luźniej, co? Nie przebrałaś się wczoraj, bo zasnęłaś zanim wróciłem do pokoju, a nie chciałem cię budzić.
- Nie wiem, czy to coś pomoże.
- Sprawdzimy.
Nie czekając na jej odpowiedź, powoli i ostrożnie rozebrał ją i rozejrzał się po podłodze w poszukiwaniu czegoś luźnego.
- Po prostu schowam się pod kołdrę...
- A jak będziesz musiała lecieć do łazienki? Poza tym możesz się przeziębić. O, jest - podniósł z ziemi swoją niebieską koszulę, kupioną parę dni temu i pomógł ubrać ją dziewczynie.
- Chyba się nie orientujesz, ale w niemal każdej telenoweli kobieta po gorącym stosunku w nocy wyłazi w niebieskiej lub białej męskiej koszuli.
- My mamy chyba inną sytuację. Wystarczająco dużo czasu poświęciliśmy na nacieszenie się sobą. Przynajmniej do końca ciąży. Do tego ty to kupowałaś.
Uśmiechnęła się delikatnie, ale po chwili jej twarz wykrzywił grymas bólu.
- Nie patrz na mnie, jak na umierającą, co? Po prostu cholernie boli mnie brzuch.
- Zaprowadzić cię do łazienki?
- Nie, jeszcze nie. Ale mógłbyś dać mi coś do jedzenia?
- Co dokładniej? Nie bardzo się orientuję, co mogłoby ci zaszkodzić.
- A ja wiem? Poproś Yoh o pomoc. Anna na pewno go poinstruowała.
- Chyba przy pomocy kija - westchnął z udawanym współczuciem.
- Daj już spokój i przynieś mi coś.
- Zaraz wracam.
Pocałował ją w czubek głowy, na co ona uśmiechnęła się lekko, ignorując nieprzyjemny skurcz żołądka. Hao nie mówiąc nic więcej podał jej miskę i wyszedł z pokoju. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności praktycznie przed drzwiami wpadł na Yoh. Uśmiechnął się lekko i zaczął spokojnie:
- Czy Anna nie wspominała ci przypadkiem, co powinna jeś w czasie porannych...?
- Wspominałam, ale bezpieczniej spytaj mnie - Kyoyama stanęła za narzeczonym i spojrzała prosto na Hao.
- Shi wymiotuje i chciałem przynieść jej coś do jedzienia, ale żadne z nas nie bardzo orientuje się co. Dlatego pomyślałem, że spytam któregoś z was.
- Gorzka, miętowa herbata i coś lekkostrawnego. Najlepiej kanapkę z warzywami. - Widząc, że Asakura już otwiera usta, dodała: - Tak, zostanę z nią dopóki nie wrócisz.
Weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Po chwili milczenia Hao zwrócił się do brata, wzdychając ciężko:
- To straszne, jak poczucie własnej wartości kobiety w ciąży spada w takiej sytuacji. A może to tylko Shi?
- Nie wiem, u Anny trudno dopatrzeć emocji. Jak u ciebie.
- Może czasami - oparł się o ścianę i potarł kark dłonią. - Cholera, pomyśleć, że właściwie rozmawiam z nią od trzech miesięcy. Obserwowałem ją, potajemnie pomagałem, ale nie zamieniłem z nią ani słowa. A teraz ona jest w szóstym tygodniu ciąży, a ja chcę się z nią ożenić. Hao Asakura zakochany, po prostu niemożliwe - dodał jakby sam do siebie.
- Niby dlaczego niemożliwe? Jesteś dokładnie taki sam jak Anna. Ostatni raz, kiedy powiedziała coś podobnego... - urwał zmieszany.
- Przede mną nic nie ukryjesz, braciszku. Hmm - zastanowił się chwilę - ostatni raz, kiedy ja to powiedziałem, Shi zaszła w ciążę.
- Pierwszy raz i od razu wpadka? No nieźle - zaśmiał się młodszy Asakura, klepiąc brata po ramieniu.
- Nie byłeś lepszy, mądralo - prychnął starszy w odpowiedzi, również się uśmiechając. - Chociaż w moim wypadku nie bardzo było jak wcześniej. Chociaż nie. Było. Ale mówiąc szczerze, na całe szczęście, zanim do czegoś doszło zorientowałem się, że moja mała gwiazdka nie bardzo jest gotowa, żeby oddać się komukolwiek, a...
- Nie dodawaj "a co dopiero mnie", bo zdzielę cię po łbie. Co prawda spokojnie spaliłbyś mnie żywcem, ale nieważne. Shinya jest w tobie zakochana bez pamięci! Wystarczy spojrzeć, jak na ciebie patrzy. A ty nie jesteś inny.
- Nie chciałem tego powiedzieć. Z drugiej strony ty też patrzysz na Annę w podobny sposób.
- Nieważne. Nie miałeś po coś iść?
- Ach, no tak. Ren już na arenie?
- Dopiero wyszedł. Shinya nie będzie walczyć, prawda?
- Nie jest w stanie.
- Mhm. Ren będzie zawiedziony - Yoh uśmiechnął się lekko i otworzył drzwi do własnego pokoju. - Idź już, Shinya czeka na herbatę.
***
- Już lepiej?
Shinya zwymiotowała znowu i wtedy dopiero odpowiedziała.
- Nie wiem. Nic nie wiem, czuję się tragicznie.
- Wiem o czym mówisz.
- Nienawidzę tego, ale to nie może długo trwać, prawda? Ty już czujesz się dobrze.
- Chodź - wtrąciła Kyoyama, pomagając przyjaciółce wstać. - Po prostu nie jem nic ciężkostrawnego i dużo odpoczywam. Dlatego bez dyskusji idziesz teraz spać.
Przykryła ją kołdrą i usiadła na krześle obok.
- Będziesz tak siedzieć? - spytała Hoshino, uśmiechając się delikatnie.
- Dokładnie. Hao wróci niedługo i zajmie moje miejsce, a do tego czasu ja się tobą zajmę.
- Dziękuję.
- Śpij już - ucięła Anna i wzięła do ręki gazetę, leżącą na stoliku.
Kilkanaśnie minut później drzwi otworzyły się powoli i stanął w nich przemoczony Hao. Widząc śpiącą Shinyę, bezgłośnie odłożył siatkę na stół i szepnął w stronę Anny:
- Idę się przebrać, ale możesz już iść.
- Chciałam się położyć, ale stwierdziłam, że zaczekam, aż wrócisz. Ja idę, a ty lepiej przebierz się tu, w razie gdyby Shinya chciała dostać się do łazienki.
Kiwnął głową i zamknął za dziewczyną. Westchnął głęboko i wziął z łazienki ręcznik. Wychodząc, wycierał głowę i powiesił koszulę na oparciu krzesła. Po chwili to samo zrobił z ręcznikiem i spojrzał w stronę łóżka. Hoshino miała otwarte oczy, które wpatrywały się w niego z nieukrywaną aprobatą.
- Gdyby nie moje problemy, zaraz zaciągnęłabym cię do łóżka, wiesz?
- Niby dlaczego? - spytał z miną niewiniątka.
Zmierzyła go wzrokiem, starając się dać satysfakcjonującą odpowiedź. Zanim zdążyła otworzyć usta, Hao podszedł do niej z siatką ze śniadaniem i herbatą, po czym podał ją dziewczynie i usiadł obok niej na łóżku. Musnął wargami skórę tuż za jej uchem i powiedział spokojnie:
- Jedz. Może poczujesz się lepiej.
- Dekoncentrujesz mnie.
- Mam się ubrać?
Spojrzała na niego wymownie, na widoczne mięśnie ramion i brzucha, mokre kosmyki, okalające spokojną i tajemniczą twarz. Pociągał ją i to bez dwóch zdań. Miała ochotę powiedzieć, że czuje się już dobrze, przyciągnąć go do siebie i pocałować.
- Lepiej nie, Shi. Może wieczorem, jak będziemy wiedzieli, że lepiej się czujesz.
- Masz rację. Ale w takim razie ubierz coś na siebie, dobrze? Prowokujesz takie myśli, Hao, i dobrze o tym wiesz.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale teraz to nie było celowe.
- Tylko że spełniło swoje zadanie.
Uśmiechnął się tylko tajemniczo i ubrał do końca.
***
- Musiałeś iść do tej kawiarni akurat kiedy pada? - westchnęła zniecierpliwiona Anna, podając narzeczonemu ręcznik.
- Chciałem dotrzymać towarzystwa bratu, to źle?
- Poradziłby sobie bez ciebie. Poza tym mogliście wziąść coś na siebie, skoro widzieliście jaka jest pogoda.
- Oj przestań - uśmiechając się szeroko, chwycił jej rękę i przyciągnął do siebie. - Nie przeziębię się, dobrze? Na pewno dojdę do finału i będziesz tą Królową. Chociaż dla mnie zawsze nią byłaś, ale chcesz dowodów to...
- Zmuszasz mnie do tego, żebym cię przeprosiła - parsknęła z przekąsem dziewczyna, wycierając włosy szatyna.
- A przeprosisz?
- Oczywiście, że nie.
- Jesteś okrutna - przyciągnął ją bliżej i położył na łóżku, opierając się na rękach po obu stronach jej głowy. Na twarzy Anny wykwitł delikatny i chytry uśmiech.
- A ty kusisz, Asakura.
Uśmiechnął się tylko i pocałował ją gorąco.
- Skoro to ja tu jestem kusicielem, to dlaczego moja koszula leży już na podłodze? - spytał Yoh z rozbawieniem, muskając wargami usta narzeczonej.
- To bądź szybszy i zdjemij mi tą sukienkę - wyszeptała mu do ucha, złośliwie muskając jego kark, uniemożliwiając mu tym skupienie się na odpowiedzi. W końcu zrezygnował ze słów i po prostu odrzucił czarny materiał na podłogę.
- Bardzo dobrze, teraz cała reszta - westchnęła z zadowoleniem Kyoyama, czując wargi chłopaka na ramionach.
- Skarbie, zamknij się już, co? - powiedział cicho, zamykając jej usta pocałunkiem i błądząc po jej plecach w poszukiwaniu zapięcia stanika.
- Z przodu.
- Mogłaś powiedzieć wcześniej.
Odrzucił resztę ubrań na podłogę i wrócił do narzeczonej.
ShinyaRozdział 26 : Marzenia
piątek, 13 lipica 2007
11:32:33
Komentarze 12
Dodaj
Notka teraz bo ja sobie jade nad mooorze! xD bedzie fajnie i fokle XP przez dwa nastepne tygodnie mnie nie bedzie ale mowcie mi o nowych notkach itd xP bo nie bede wiedziala ile nadrobic nie? xD no ale moze jeszcze troche dluzej nie bedzie notki bo ze tak powiem moge sie troche poobijac i nic nie napisac przed wyjazdem nie? xD ale nie martwcie sie ^^ moze uda mi sie cos naskrobac ^^ Shanon mi pomogla przy tej notce poswiecajac swoj czas zeby ja czytac xP ja nie umiem tak sama z siebie pisac ktos musi to czytac i mnie skrzyczec ze chcce dalej xP a i Ay sobie pojechala i Lady A ciagle nie ma xP wszystkich wcielo a ja mialabym sama sobie pisac ? pff xP no wiec lecimy dalej... poczatek zmienialam chyba ze 3 razy xP i nadal mi nie odpowiada xP ale coz ^^" hmm co jeszcze mialam wam przekazac... chyba nic nie? milych wakacji i do uslyszenia za dwa tygodnie :*
Ah Ay-chan xD Ty biedactwo nie masz z kim gadac? xD o jaaa xD no przykro mi xP co prawda ja tez po niemiecku dwa slowa ale.. xP mnie to niepotrzebne xP dobra siedze cicho pogadamy jak wroce a moze jeszcze na wyjezdzie mi sie uda ^^ ja ne :*
Hao przewrócił się na brzuch i otworzył oczy.
- Shi? - wymamrotał nieprzytomnie, rozglądając się po pokoju. Jego wzrok padł na kartkę papieru na szafce nocnej. Zerknął na pochyłe pismo i uśmiechnął się do siebie. - Zaraz wracasz, co? - z powrotem opadł na poduszkę, przymykając oczy. Ziewnął przeciągle i zsunął kołdrę z ramion.
Dziesięć minut później drzwi do pokoju otworzyły się. Asakura lekko podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Ubrała sweterek, kupiony wczoraj, ale miała też swoje spodnie, włosy związała w koński ogon, który podskakiwał przy każdym kroku. Nie widząc, że Hao już się obudził, odstawiła dwie siatki z logiem kawiarni na stole i ze zniecierpliwieniem odrzuciła do tyłu rude kosmyki. Westchnęła i zerknęła na łóżko. Widząc wpatrującego się w nią chłopaka, uśmiechnęła się promiennie i wyjęła dwie kawy w papierowych kubkach i dwie porcje kanapek.
- Wstałeś wreszcie - powiedziała wesoło, idąc do niego. - Trzymaj.
Podała mu kawę i śniadanie, po czym usiadła na łóżku obok niego.
- Dzięki - wymamrotał. Podniósł się powoli, uśmiechnął lekko i wziął od niej śniadanie. - Jestem nienaturalnie zmęczony.
- Nie dziwię się - zaśmiała się, mimowolnie rumieniąc na wspomnienie wczorajszej nocy.
- Cieszę się, że jesteś zadowolona - odparł tajemniczo, zaczynając jeść.
- No tak - westchnęła, po czym zmieniła temat. - W każdym razie mamy dwie godziny, żeby zarejestrować drużynę, więc...
- Shi - powiedział spokojnie, kończąc jeść i przystawiając do ust kubek z kawą - czemu nie obudziłaś mnie wcześniej. Możemy nie zdążyć.
- Jeśli się sprężysz, na pewno zdążymy - zaśmiała się wstając. Jednak poczuła, że Asakura trzyma ją za rękę. - Chciałam...
- Posprzątać, wiem. Ale zostaw to na potem, co? - uśmiechnął się delikatnie i przyciągnął ją do siebie, odstawiając kawę na bok. Objął ją i układając na łóżku, nachylił się nad nią i pogładził po ramieniu i szyi.
- Hao, co...?
- Cii... nie mów nic... - wyszeptał, całując ją delikatnie. Odsunął się lekko i spojrzał jej w oczy. Uśmiechnął się do dziewczyny i powoli przesunął dłonią po jej ramieniu, na końcu chwytając ją za dłoń i splatając swoje palce z jej. Obojgu serca waliły jak szalone, ale żadne nie zwracało na to uwagi. Shinya chciała coś powiedzieć, jednak Hao zamknął jej usta pocałunkiem, łagodnym i czułym. Powoli oplotła ręce wokół jego karku i pogłębiła pocałunek, na co chłopak chętnie przystał.
- Mieliśmy coś zrobić, prawda? - mruknął Asakura, odsuwając się od niej. Usłyszała lekkie niezadowolenie w jego głosie.
Kiwnęła głową i podniosła się.
- Dopij kawę, ja zjem śniadanie i możemy iść. I nie zastanawiaj się, na kogo masz zwalić to, że musisz wyjść z łóżka - zaśmiała się po chwili.
- Och, to mi nie przeszkadza - powiedział spokojnie, wstając i zbierając z ziemi swoje ubrania. - Bardziej mi przeszkadza, że nie mogę zaciągnąć cię do łóżka na chociażby godzinę, bo nie zdążymy.
- W celu? - uniosła brwi z rozbawieniem.
- Nie wiem, to zależy od ciebie - spojrzał na nią znacząco i szybko się ubrał. - Chodźmy już, może zdążymy przed obiadem.
***
Shinya poczuła, jak ktoś delikatnie gładzi ją po policzku. Otworzyła oczy i spojrzała nieprzytomnie. Siedziała na parapecie w pokoju, okryta kocem. Przetarła powieki i oprzytomniała nieco.
- Hao? - wymamrotała, patrząc na niego. Uśmiechał się delikatnie. Po chwili zauważyła, że siedzi po drugiej stronie niewielkiego parapetu i patrzy na nią spokojnie, gładząc ją po policzku. - Która godzina?
- Koło siódmej - odparł, odgarniając rude kosmyki z jej twarzy. Jego długie, ciemne włosy lekko połaskotały ją po odsłoniętych łydkach.
- Dopiero? Miałam nadzieję, że mogę już wstawać. Nie śpię od czwartej - westchnęła.
- Aż tak się denerwujesz?
- Nie, to chyba nie to. Co prawda to nasza pierwsza walka, ale jakoś to zeszło na drugi plan - uśmiechnęła się lekko. - Po prostu nie mogłam spać. Nawet z reishi chyba nie będziesz wiedział, o co chodzi.
- Wystarczy mi to, że cię znam. Denerwujesz się i tyle. Nawet jeśli myślisz, że nie.
- Ale aż tak, żeby nie spać? - westchnęła zrezygnowana.
- Swój udział w tym może mieć to, że poszłaś spać o szóstej po południu.
- Byłam śpiąca - usprawiedliwiła się. - Byliśmy na zakupach i słońce mnie wykończyło.
- A czy ja coś mówię? Skoro już wstałaś, chodźmy na śniadanie - podniósł się i pocałował ją w skroń. Pomógł jej wstać i poprowadził do drzwi. - Nie jestem za bardzo głodny, ale mam ochotę na kawę. Możesz czuć się zaproszona - zaśmiał się cicho, żeby nie obudzić Opacho.
- Zostawimy ją tak? - spytała niepewnie Hoshino. Napisała kartkę z wiadomością gdzie są. - Możemy iść.
- Tak się zastanawiam - zaczął Asakura, obejmując ją i prowadząc do wyjścia - czy ty i Anna nie będziecie rodzić mniej więcej w tym samym terminie?
- Chyba tak. Anna mówiła, że ma termin pod koniec kwietnia, ja też. - Uśmiechnęła się promiennie.
- O czym sobie przypomniałaś?
- Mniej więcej trzy tygodnie wcześniej i rodziłabym w czasie kwitnienia wiśni.
- Trzeba było mówić - zaśmiał się. - Postarałbym się szybciej.
- Albo później - odgryzła się. - To ty nie znasz się na kalendarzu. Dostaniesz ode mnie jeden na urodziny.
- A skąd wiesz, kiedy je mam? - uniósł brwi z rozbawieniem.
- Dwunastego maja - odpowiedziała bez wahania.
- Mówiłem już? - zdziwił się.
- Skoro Yoh urodził się dwunastego maja, to ty też. Anna kiedyś mi wspominała.
- Mógłbym urodzić się wcześniej, o godzinę na przykład i być z jedenastego.
- Ale nie jesteś. Na następne urodziny będziesz już ojcem i dostaniesz ode mnie kalendarz, żeby nie było następnej wpadki.
- Nie chcesz mieć więcej dzieci? - dałaby sobie głowę uciąć, że słyszała żal w jego głosie.
- Nie o to mi chodzi - roześmiała się. Po chwili dodała: - Jeśli chcesz więcej dzieci, ja nie mam nic przeciwko, tylko niech następne będą planowane, co?
- Skoro chcesz. Ale myślę, że dwójka nam starczy, co ty na to?
- Narazie musimy sobie dać radę z tym jednym.
Nie odpowiedział.
***
- Uważaj na siebie, dobrze? - powiedział spokojnie Hao, zerkając na Shinyę. Stali na arenie, czekając na sygnał członka Rady. Opacho wpatrywała się w przeciwników i po chwili powiedziała:
- Nie wyglądają na zbyt silnych.
- Dlatego każde z nas weźmie na siebie jednego. Skoro nie chcecie polegać tylko na mnie - wzruszył ramionami Asakura z miną męczennika.
- Słabe i bezbronne dziewice piętro wyżej - prychnęła Hoshino.
- No ty się nie zaliczasz do żadnej z tych kategorii.
- Gotowi - usłyszeli męski głos - walczcie!
Shinya pobiegła do przody wprowadzając Shiro do sierpu. Czuła przyjemny dreszcz towarzyszący rywalizacji. Na ułamek sekundy zerknęła na Hao, który ze spokojem odpierał ataki przeciwnika. Nie zamierzał pokonać go od razu, jakby bawił się w kotka i myszkę. Zaatakowała szybko, ale chybiła. Po chwili uchyliła się przed ciosem i rzuciła shurikenami w przeciwnika, który został przygwożdżony do ściany, jednak udało mu się uwolnić. Niestety, za późno, Shinya pozbawiła go furyoku, kiedy tylko stanął na nogach.
- Pierwsza! - krzyknęła rozbawiona w stronę Hao.
- Przykro mi, skarbie, ale chyba druga! - odkrzyknął w jej stronę, opierając się na mieczu. Jego przeciwnik leżał na ziemi, oddychając ciężko, jednak nadal żył.
- W takim razie stawiasz obiad!
Cała trójka zaśmiała się wesoło.
- Zwycięża Drużyna Gwiazdy.
- Swoją drogą - zaczęła Shinya schodząc z areny, Hao szedł po jej prawej stronie, Opacho po lewej - to nie było śmieszne, kiedy wybierałeś tę nazwę.
- Mnie tam było do śmiechu. W poprzednim Turnieju też miałem drużynę z taką nazwą i nikomu to nie przeszkadzało.
- Mnie przeszkadza, bo nabijałeś się z mojego nazwiska.
- Nie nabijałem, tylko delikatnie zwróciłem uwagę, że zabawnie łączy się twoje nazwisko z nazwą drużyny*.
- I śmiałeś się jak opętany.
- Tylko troszeczkę.
Przy wyjściu spotkali Annę, Yoh i resztę.
- Gratulacje! - zaczął wesoło młodszy Asakura. - Szczególnie dla ciebie, Hao - wyszczerzył zęby. - Jak się bawiłeś?
- Nieźle, ale znam przyjemniejsze rozrywki - spojrzał znacząco na Hoshino, a potem znowu na brata.
- Co? - zaperzyła się rudowłosa. - Nie patrz tak na mnie. Przynajmniej go nie dobiłeś.
- Znajdę go potem i spalę żywcem - odgryzł się z rozbawieniem, delikatnie szczypiąc ją w bok.
- Nie zrobisz tego - powiedziała pewna siebie.
- Niby dlaczego?
- Już ty wiesz dlaczego.
Kiedy zapadł zmrok, Shinya i Hao przeprosili wszystkich i wyszli na spacer. Księżyc był w pełni, na niebie migotały miliony gwiazd, w oddali słychać było pohukiwanie sowy i szelest liści poruszanych delikatnym wiatrem.
- Hao? - zaczęła Hoshino, wpatrując się w drogę przed sobą. - Zastanawiałeś się, jak nazwiemy nasze dziecko?
- A jak byś chciała? - spytał, obejmując ją ramieniem i uśmiechając się lekko.
- Nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym. Myślałam, że ty coś wymyślisz.
- Jak zwykle wszystko spada na mnie?
- Jeśli nie...
- Hachi - wyszeptał jej do ucha, zatrzymując się przy barierce, koło jeziora i zagradzając jej drogę ramionami.
- To nie jest śmieszne - burknęła.
- A czy ja się śmieję? - musnął wargami jej usta. - Tak tylko rzuciłem, skoro mamę ma Shi**...
- Nabijasz się ze mnie! - zaśmiała się cicho.
- Tylko trochę - muskając wargami jej szyję, przysunął się bliżej i objął ją w talii - ale mam zamiar cię przeprosić.
- To może nie zaczynaj jeśli masz przepraszać? - westchnęła z rozkoszą, czując, jak jego dłoń powoli przesuwa się po jej pasie.
- A nie odpowiadają ci takie przeprosiny?
- Zamknij się już - mruknęła i pocałowała go. Najpierw delikatnie, potem z coraz większą namiętnością. Jednak parę minut później, kiedy oderwała się od niego, żeby zaczerpnąć oddechu, usłyszała tuż przy uchu jego rozbawiony głos:
- Jesteśmy w parku, może wystarczy?
- To ty zacząłeś.
- Zwalasz na mnie? W pokoju śpi Opacho, więc nic nam to nie da, że wrócimy.
- Nie samym seksem człowiek żyje - odgryzła się wesoło, zarzucając mu ramiona na szyję. - Możemy iść dalej.
- Jest już późno. Zaraz wyskoczą potwory.
- Nie boję się. Mój książe na białym koniu mnie obroni.
- Rena wcięło, przykro mi - zaśmiał się cicho.
- No cóż, musisz mi wystarczyć.
Pociągnęła go w stronę drogi i splotła swoje palce z jego.
- Słuchaj, Shi, chciałem... - zaczął, ale przerwał wpół zdania.
- Hmm?
- Nie, nie teraz. Później spytam. - Odetchnął głęboko i spojrzał na niebo. - Piękne, prawda? Rzadko zdarza się, żeby było widać tyle gwiazd.
- Mhm. Tym razem nie będę wypytywać - uśmiechnęła się. - Ale nie wywiniesz się od wyjaśnień.
- Domyślam się.
Powolnym krokiem ruszyli z powrotem.
*ładnie wam to wytłumaczę xP Hoshino - nazwisko Shi, Hoshi Gumi - Drużyna Gwiazdy ^^ nie rozumiem dlaczego Hao sie z tego nabijal xP
**No znowu tłumaczymy xP Inne znaczenie "shi" to cztery xP a "hachi" to osiem xP znowu sie Hao z niej nabija xP
ShinyaRozdział 25 : Zaczyna się od niewielkich zmian
niedziela, 8 lipica 2007
00:00:56
Komentarze 9
Dodaj
No wiec za hmm ta notke mozecie ladnie podziekowac ladyA ktora mi wyslala link do piosenki "time after time" starej bo starej ale jak sie przy niej extra party pisze mowie wam xD Shanon mnie molestowala to wrzuce ta note dzisiaj a co xP milego czytania i aha! bardzo was prosze zagladajcie na www.shi-chan.mylog.pl bo tam co jakis czas cos wychodzi a chcialabym znac wasze opinie w czyms innym niz to tutaj ^^
- Shi, jesteśmy umówieni na jedenastą, a jest już wpół do - Hao chodził wzdłuż pokoju i co chwila patrzył na zegarek na ścianie. Opacho wodziła za nim wzrokiem,
jedząc śniadanie. - Co ty tam robisz tyle czasu?
- Suszę włosy! Trochę tego jest, w razie gdybyś nie zauważył! - odparła Shinya z łazienki, przekrzykując szum suszarki.
Asakura westchnął i usiadł na parapecie. Anna załatwiła im wizytę u ginekologa, za co oboje byli jej wdzięczni. Hao wyglądałby co najmniej dziwnie wchodząc do
gabinetu i prosząc o rezerwację.
- Możemy iść - Shinya wyszła z łazienki i związała włosy. - Chyba jednak je zetnę, wiesz? Trochę mi przeszkadzają.
Uśmiechnął się do niej lekko i wstał. Chwycił dziewczynę za rękę i poprowadził do drzwi, żegnając się z Opacho.
- Jakoś dziwnie się zachowujesz. Coś się stało? - spytała Hoshino, patrząc na niego.
- Nic - uśmiechnął się tajemniczo i objął ją ramieniem. - Tak tylko myślę nad paroma sprawami.
- Słuchaj, pójdziemy dzisiaj do miasta? Chciałam zobaczyć, może coś znajdę dla siebie i może dla mamy?
- Po wizycie, zgoda? Bo teraz naprawdę się spóźnimy.
- Mhm.
Tuż przed jedenastą dotarli do szpitala. Z łatwością znaleźli gabinet ginekologiczny i Hao zapukał do drzwi.
- Proszę - usłyszeli.
- Dzień dobry, byliśmy umówieni na jedenastą - zaczęła niepewnie Shinya, spoglądając z ukosa na Asakurę.
- Tak, pamiętam - kobieta w średnim wieku zmierzyła ich wzrokiem, nieco dłużej zatrzymując się na szatynie, jakby oceniając, czy może pozwolić mu wejść do
gabinetu. - Proszę siadać. Muszę założyć nową kartę, to może potrwać parę minut.
W ciszy wypełniała wszystko, tylko co chwila pytając ich o jakieś szczegóły.
- Panią proszę tutaj, pan może stać obok albo wyjść na zewnątrz.
- Zostanę - powiedział spokojnie, stając koło łóżka, na którym miała położyła się Shinya. Jakby nigdy nic chwycił jej dłoń i delikatnie ją ścisnął.
Przez następne dziesięć minut kobieta sprawdzała, czy wszystko w porządku z Hoshino i dzieckiem oraz starała się pokazać na monitorze, jak w tej chwili wygląda
ich potomstwo.
- Narazie to by było na tyle. Nie jestem w stanie w tej chwili powiedzieć więcej. Pani teraz potrzebuje opieki, szczególnie psychicznej, także radziłabym się z nią nie
kłócić - tu zwróciła się do Hao. - To normalne jeśli będzie miała humory, więc trzeba to zrozumieć. Ale pani - tu zwróciła się do Shinyi - nie może wszystkiego tym
usprawiedliwiać. Jakieś pytania?
- Tylko jedno - zaczął spokojnie Asakura - czy możemy...?
- Najbezpieczniej będzie do drugiego czy trzeciego miesiąca, panie Asakura. I przypominam o humorach matki.
- Nie no oczywiście. Tak tylko spytałem na wszelki wypadek. Lepiej wiedzieć, prawda, pani doktor?
- Hao, ty znowu swoje wiesz? Wcześniej zapoznasz się z kalendarzem - mruknęła z lekką ironią Hoshino, rumieniąc się delikatnie.
- Nie ma co się wstydzić, grunt, że się martwię.
- Muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczona - westchnęła kobieta, siadając za biurkiem. - Nie było mnie tu w poprzednim Turnieju, ale słyszałam plotki. Widzę,
że znowu okazały się co najmniej przesadzone.
- Ja też się bardzo cieszę z tego powodu - Shinya uśmiechnęła się wesoło i dodała: - My już lecimy, bo chciałam go jeszcze zaciągnąć do sklepów, więc...
- Oczywiście. Miłej zabawy i szcęścia w przyszłości - kobieta uśmiechnęła się i zerknąwszy znad okularów, wróciła do papierów.
- Nie musiałeś pytać o takie rzeczy - burknęła, kiedy wyszli na ulicę.
- A ty już zaczynasz? Musiałem, na wszelki wypadek.
- W pokojach naokoło będzie mnóstwo ludzi, jak ty chcesz...no wiesz.
- Shi, naprawdę, przejmujesz się drobiazgami - prychnął, obejmując ją ramieniem. - I nie wstydź się tak. Co prawda wyglądasz po prostu uroczo, ale naprawdę
nie ma czego.
- Patrz! - wskazała na pełne ubrań stoiska przed sklepami. - Idziemy. Nie możesz cały czas chodzić w tych swoich pelerynach.
- Ale ja ją lubię - zaperzył się.
- I? Ale ja cię proszę, żebyś ubrał co innego.
- Ale ty też sobie coś kupisz, inaczej nigdzie nie idę.
- Zgoda.
Pociągnęła go w stronę zawieszonych na stojakach koszul i powoli zaczęła je przeglądać.
- Sprawdzisz tę - podała mu bordową - i te spodnie, dobrze? - dorzuciła do tego czarne dżinsy i z uśmiechem zaczęła przeglądać dalej. - To chyba wszystko. Teraz
ja sobie coś znajdę - przeszła do damskiej części i wyciągnęła ciemnobrązowy sweterek z trójkątnym dekoltem i długimi rękawami, a po chwili jeszcze długą, kremową
spódnicę. - Możemy iść zmierzyć. Przepraszam - zwróciła się do sprzedawcy - gdzie możemy to zmierzyć?
- Tutaj - starając się ukryć strach na widok Hao, wskazał na drzwi sklepu. - Jest pusto, cały towar wystawiliśmy.
- Dziękuję bardzo. No chodź! - zaśmiała się, ciągnąc Asakurę za sobą.
Ciągle się śmiejąc zamknęła za sobą drzwi i widząc zasłonięte zasłony zaczęła ściągać ubranie, zostając w samej bieliźnie. Niespodziewanie Hao objął ją w pasie i
przyciągnął do siebie, szepcząc jej do ucha:
- Mówiłem ci kiedyś, jak na mnie działasz?
- Nie, ale dajesz mi to do zrozumienia - westchnęła, czując, jak serce jej przyspiesza. - Ale nie zajmuj się mną teraz w ten sposób.
- Jesteś o tym przekonana? - wymruczał, muskając wargami jej szyję, powoli gładząc ją po brzuchu.
- Hao, proszę... Wiesz, że nie mam silnej woli, jeśli chodzi o ciebie...
- Wiem... dlatego jeśli chcesz zostawić takie rzeczy na powrót, musisz się ubrać.
- Domyślam się. Dlatego mnie puść.
Uśmiechając się tajemniczo opuścił ręce i sam się przebrał w rzeczy wybrane dla niego przez Shinyę.
- No i? - westchnął zrezygnowany, patrząc na nią. Ubrała już spódnicę i właśnie wciągała sweter przez głowę. Kiedy spojrzała na niego, otworzyła usta ze
zdziwienia, a po chwili uśmiechnęła się promiennie. Opierał się o ścianę z rękoma złożonymi na piersi, włosy odrzucił do tyłu. Nie zapiął koszuli do końca, ostatni guzik miał
mniej więcej w połowie klatki piersiowej.
- Hao, jeśli tego nie kupisz, przyrzekam ci, że zarządzę co najmniej roczny celibat. Chodź na chwilę - kiedy do niej podszedł, odwróciła go plecami i zdjęła gumkę
ze swoich włosów, żeby związać tym ciemne pasma Asakury. - Kupisz to, prawda?
- Ja i celibat? Tysiąc lat mi wystarczy - powiedział z lekką ironią. - Jeśli chcesz.
- Bardzo. Wyglądasz po prostu fantastycznie, a nie możesz chodzić w pelerynie przez cały czas.
- Robię się za miękki - westchnął, odwracając się do niej z delikatnym uśmiechem. - Ale ty weźmiesz tę spódnicę i sweterek. Inaczej się nie zgadzam.
- Oczywiście. Więc możemy iść zapłacić?
Kiwnął głową i wyprowadził ich z pomieszczenia, biorąc ich ubrania.
- My bierzemy te rzeczy - powiedziała Shinya, uśmiechając się do sprzedawcy. Kiedy zapłaciła, pociągnęła Hao w stronę fontanny. - A co zrobiłeś z...
- Są już w pokoju.
- Ale jak...?
- Duch Ognia je tam po prostu zaniósł - uśmiechnął się tajemniczo siadając na kamiennej płycie i pociągnął dziewczynę na swoje kolana.
- Mógłbyś mi powiedzieć parę rzeczy?
- Wiesz, że tak.
- Dlaczego szliśmy normalnie, kiedy twój duch mógł nas zanieść do Patch?
- Chciałem spędzić z tobą więcej czasu. Miałem nadzieję, że poznasz mnie na tyle, żebym mógł powiedzieć ci o twoim ojcu. A na to trzeba było czasu.
- A dlaczego osłoniłeś mnie przed kulą?
- Shi, zadajesz...
- Nie chodzi mi o to, dlaczego w ogóle to zrobiłeś, ale dlaczego nie kazałeś zrobić tego Duchowi Ognia. Nie ucierpiałbyś przynajmniej.
- Nie było czasu na myślenie. Liczyło się tylko to, że mogłaś zginąć - westchnął. - Też się nad tym zastanawiałem. Ale nie warto roztrząsać przeszłości. Zajmijmy
się przyszłością - uśmiechnął się lekko i wstał, przytrzymując ją, żeby nie spadła. - Chodźmy już do pokoju, co? Jestem jakoś dziwnie zmęczony.
- Ty chcesz iść spać? - spojrzała na niego z rozbawieniem. - Czy tylko do łóżka?
- Właściwie jedno i drugie, ale dokładnie w tej kolejności. Jestem po prostu padnięty.
- Chyba kiedyś dla odmiany to ja muszę cię pozaczepiać - zaśmiała się cicho. - Nawet nie wiesz, jak takie coś męczy.
- Mnie to naprawdę nie będzie przeszkadzało, możesz mi wierzyć.
- Tak? Masz szczęście, że nie zacznę tutaj, bo po prostu nie lubię takiego obnażania uczuć przed wszystkimi.
- No to jak najszybciej chodźmy do pokoju - westchnął z zadowoleniem, obejmując ją w pasie. - Tym razem załatwimy sobie transport.
Chwilę później byli już w pokoju. Shinya rozejrzała się, ale nigdzie nie widziała Opacho.
- Opacho jest w tej chwili u koleżanki i wróci za dwa, trzy dni - powiedział spokojnie Hao, przyciągając ją do siebie. - Miałem do niej maleńką prośbę, a ona z
chęcią ją spełniła "nie chcąc nam przeszkadzać".
- To bardzo miło z jej strony - westchnęła Hoshino z zadowoleniem, obejmując szatyna i patrząc w jego oczy, w których teraz iskrzyło się coś, co już zdążyła
dobrze poznać. - Więc mamy całe dwa dni dla siebie?
- Dokładnie. Ale ja uczę się na błędach swoich i innych, więc pozwól, że zamknę drzwi na klucz.
- Bardzo dobry pomysł - mruknęła po chwili, przyciągając go do siebie.
- Też tak sądzę - odparł cicho, nachylając się nad nią. - Zdecydowanie nie mam ochoty, żeby ktoś nam przerywał w tak miłym momencie.
Pocałował ją delikatnie, po chwili głębiej. Shinya nawet nie miała zamiaru protestować. Brakowało jej tego przez cały tydzień, więc cieszyło ją, że wreszcie mogli
zostać całkiem sami. Poczuła, jak Asakura ciągnie ją w stronę łóżka.
- Hao? - mruknęła, odrywając się od niego na chwilę.
- Hmm? - nadal nie przestał muskać wargami jej szyi, co trochę przeszkadzało jej w skoncentrowaniu się.
- Jest dopiero pierwsza, może zostawmy takie rzeczy na wieczór, co?
- A dlaczego? To na pewno nie jest rzecz, której nie możemy powtórzyć. Chyba, że teraz nie chcesz, wiesz, że nie będę cię do niczego zmuszać.
- Wiem, wiem, ale jakoś tak... dziwnie się czuję. Jest jeszcze jasno.
- Zaczekaj chwilę. - Wstał z miejsca i zasłonił okno. W pokoju zrobiło się ciemniej, a z ulicy na pewno nic nie było widać. - Może być?
- Ty naprawdę strasznie tego chcesz, co? - zaśmiała się. - No dobrze, pewnie i tak moje protesty skończą się za parę minut.
- Na pewno się o to postaram - wymruczał jej do ucha, kładąc się obok niej i przyciągając do siebie.
- Ja mam taką nadzieję, panie Asakura - pocałowała go gorąco, powoli sięgając do zapięcia jego koszuli.
- Musisz podnieść ręce, bo nie zdejmę tego sweterka, wiesz?
Spełniwszy jego prośbę, została pozbawiona wierzchniej garderoby i leżała pod nim w samej bieliźnie. Nie zostając dłużną, pozbawiła go koszuli i już sięgała do
spodni, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi.
- Cholera jasna - mruknął niezadowolony Asakura i krzyknął w stronę drzwi: - Kimkolwiek jesteś, byłbyś tak miły i nie przeszkadzał?
- Hao, do jutra do drugiej trzeba zarejestrować drużyny - usłyszeli głos Yoh.
- Dzięki za informację, tylko nie wiem, czy się orientujesz, ale trochę przeszkadzasz!
Shinya trzęsła się ze śmiechu, nie przestając zdejmować spodni ze starszego Asakury. Delikatnie się podniosła i z determinacją zaczęła muskać wargami jego
szyję tuż przy uchu. Wiedziała, że szatyn zaraz nie wytrzyma i właśnie o to jej chodziło.
- Shi, mogłabyś...?
- Nie - szepnęła, gładząc go po klatce piersiowej i składając tam motyle pocałunki.
- Cholera - mruknął - Yoh - zwrócił się głośniej do brata - byłbym wdzięczny, gdybyś wrócił do Anny i zostawił nas w spokoju, albo nie dożyję jutra w jednym
kawałku! Shi, zostaw, nie tam... - dodał szeptem, zwracając się do dziewczyny, czując, że zjeżdża ręką coraz niżej. Chwycił ją za nadgarstki i pociągnął w górę. - Wiesz, że
teraz nie dam ci spokoju i darujemy sobie obiad?
- Wiem - mruknęła.
- Coś ty nagle taka odważna? - zaśmiał się, pozbawiając ich ubrań do końca i z premedytacją całując ją po szyi i dekolcie.
- Zemsta czyni cuda, skarbie - westchnęła, rozkoszując się dotykiem szatyna.
- Mogłabyś częściej mścić się w ten sposób?
Kiwnęła głową, zaciskając dłonie na kołdrze. Asakura nie mówiąc nic więcej, pocałował ją gorąco i przejechał ręką po jej boku. Mieli całe dwa dni, żeby się sobą nacieszyć i oboje zdawali sobie sprawę, że to niemożliwe, żeby tylko tyle czasu im wystarczyło
***
Shinya wyciągnęła się, ziewając. Miała wrażenie, że tym razem jeszcze bardziej jej się podobało. Podciągnęła kołdrę i zerknęła na Hao. Wpatrywał się w nią z tajemniczym uśmiechem, zdradzającym, co robił przed chwilą. Zadrżała na samą myśl. Cudem udało się jej nie wydać niemal żadnego dźwięku, chociaż było to niesłychanie trudne, szczególnie przy delikatności i czułości z jaką dotykał jej Asakura, a jednocześnie przy ogromie rozkoszy, jakiej doznawała.
- Myślisz, że gdybyśmy mieli dostatecznie dużo jedzenia, moglibyśmy zaszyć się tutaj na te dwa dni? - spytał Hao, przyciągając ją do siebie.
- Zależy, co byśmy kupili, bo nie wszystko może stać - powiedziała, sięgając do zegarka na szafce nocnej. Położyła się w poprzek Hao, starając się odczytać w ciemności godzinę.
- Nie będzie ci łatwiej w ten sposób? - w dłoni miał już niewielką kulę ognia. - Dopiero szósta? Jest dosyć ciemno.
- Może będzie padać. Z drugiej strony jakie dopiero? - zaśmiała się cicho. - Wróciliśmy koło pierwszej, czyli pięć godzin. Co myśmy robili tyle czasu?
- No cóż w razie gdybyś nie pamiętała... - zaczął z rozbawieniem.
- Nie o to mi chodzi - zerknęła na niego. - Tylko nie myślałam, że aż tyle nam to zajęło.
- Przespałaś się ze trzy godziny.
- Aż tyle? Trzeba było mnie obudzić. Pewnie znudziło ci się leżenie w jednym miejscu.
- Bardzo miło się na ciebie patrzyło - uśmiechnął się tajemniczo i pocałował ją między łopatkami. - Jesteś głodna. Idziemy coś zjeść.
- Mhm. Momencik - zmrużyła oczy, układając się wygodnie.
- Wstawaj, idziemy jeść. Oboje powinniśmy odzyskać siły.
- Czy ty sugerujesz, że jestem wyczerpana? - spojrzała na niego, przewracając się na plecy i starając się utrzymać równowagę, leżąc na brzuchu szatyna.
- Oczywiście, że nie - odparł z ironią. - Jakże bym śmiał. Przyznaj, że jesteś głodna.
- Tylko trochę - westchnęła, siadając. - To co? Ubieramy się?
- Skoro mamy iść coś zjeść to by się przydało - zmierzył ją wzrokiem. - Chociaż muszę przyznać, że taki widok znacznie bardziej mi się podoba.
- Przestań - zaśmiała się, wstając. - Nie gap się tak, co?
- Ale dlaczego? - znowu zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując się dłużej w niektórych miejscach. - Bardzo przyjemny widok.
- Bardzo mi to pochlebia - powiedziała, siląc się na spokój i ignorując niepotrzebny rumieniec - ale znając ciebie, zaraz wstaniesz - jak na zawołanie Hao podniósł się i powoli zaczął zmierzać ku niej - podejdziesz do mnie i zoastawimy w spokoju... - objął ją w pasie i przyciągnął do siebie - kolację?
- A dlaczego mielibyśmy zrezygnować z kolacji, co? - mruknął jej do ucha. - Możemy tylko trochę ją opóźnić.
- Jestem głodna - westchnęła, rozkoszując się ciepłem płynącym od Asakury. - Możemy skończyć jak wrócimy?
- W takim razie koniecznie musisz się ubrać - delikatnie pocałował ją w zgięcie między szyją a ramieniem, po czym wypuścił ją z objęć - bo wiesz, że nie będe w stanie długo trzymać rąk przy sobie.
- Wiem. - Uśmiechnęła się jeszcze raz i pozbierała z ziemi swoje rzeczy. - Ubiorę się w łazience, ty tutaj, co?
- Mhm. Chociaż wiesz, że wolałbym z tobą - odpowiedział z tajemniczym uśmiechem.
- Właśnie dlatego poczekam, aż oboje będziemy ubrani.
Piętnaście minut później wróciła do pokoju. Hao siedział na parapecie, wpatrując się w zachmurzone niebo. Kiedy usłyszał zamykane drzwi, spojrzał na Shinyę i uśmiechnął się ciepło.
- Ochłonąłeś trochę? - spytała, podchodząc do niego.
- Mhm - odpowiedział, chwytając jej dłoń i patrząc dziewczynie w oczy. - Na jakiś czas mogę się powstrzymać od skuteczniejszych poczynań względem ciebie.
Kiwnęła głową i pocałowała go w policzek.
- Idziemy? - spytała z uśmiechem.
Podniósł się i wyszli z pokoju. Ze względu na niewiadomą pogodę, woleli zjeść gdzieś niedaleko, więc chwilę później szukali już stolika.
- Chyba mamy przed sobą poważną rozmowę - Hao wskazał na siedzących przy dwóch złączonych stołach przyjaciół Shinyi.
- Jeśli nie chcesz, możemy jeszcze zawrócić - westchnęła, patrząc na niego z niepokojem.
- Wolę mieć to za sobą, żeby wieczorem beztrosko zająć się tobą.
- No to... chodźmy - odetchnęła i zawołała Annę, uśmiechając się.
- Shinya? O jak miło wyszliście wreszcie z ukrycia - prychnęła Anna z lekkim rozbawieniem w głosie.
- Ty... - syknął Horo, wstając. Jednak nie zdążył posunąć się nawet o krok przez podstawioną mu nogę Rena. - Co ty robisz, idioto!
- Skoro nie nosi tej chorej peleryny, możemy go wysłuchać.
- No bo chodzi o to, że... - zaczęła niepewnie Shinya, spuszczając wzrok.
- Może ja to zrobię, Shi - kiedy dziewczyna skinęła głową, zwrócił się do reszty: - Nie wiem, ile powiedział wam mój brat i Anna, ale sądzę, że wystarczy to, że nie mam zamiaru was zabić. Ani teraz, ani później.
- A niby dlaczego mamy ci wierzyć, co? - burknął Horokeu, podnosząc się z podłogi. - Po tym wszystkim...
- Z tego, co pamiętam ani razu was nie okłamałem.
- Tak, po prostu nie mówiłeś całej prawdy - prychnął Ren, składając ręce na piersi.
- Ale nie kłamałem. Możecie wypominać mi wady, ale nie powiecie, że kłamię.
- Właściwie masz rację - westchnęła Shinya. - Ale można ci zarzucić utrzymywanie rzeczy w tajemnicy - z rozbawieniem wystawiła mu język i spojrzała na resztę trochę uspokojona. - Słuchajcie, wiem, że to dla was nowa sytuacja, ale dajcie mu szansę. Jeśli chcecie, możemy pójśc gdzie indziej, a wy przegadacie wszystko sami.
- Daj spokój - Ryu uśmiechnął się przyjaźnie. - Siadajcie. W razie sprzeczek podczas tego miłego wieczoru, wygonimy winowajce.
- Co im powiedziałaś? - szepnęła do Anny, siadając między nią i Hao, który usiadł obok brata.
- Och, tylko wytłumaczyłam, że Hao wiele dla ciebie znaczy i żeby mieli to na uwadze. No może Ren dostał parę razy po łbie, ale był po prostu okropny.
- Dziękuję.
- Nie ma za co - Kyoyama uśmiechnęła się do przyjaciółki i zawołała Silvę. Zamówili i po chwili rozległy się naturalne rozmowy. Z początku Hao przyglądał się tylko, ale jakiś czas później wtrącał coś od siebie.
***
- Jednak dobrze mieć to za sobą - westchnęła Shinya, wchodząc do pokoju. Przez ostatnie parę godzin siedzieli przy stoliku ze wszystkimi, ale powoli każdy zaczynał czuć zmęczenie i w końcu zostali tylko oni, Anna i Yoh. Rozstali się przed pokojami i każdy poszedł do siebie.
Hoshino przeciągnęła się i zdjęła swetr, rzucając go w kąt przy łóżku.
- Coś sugerujesz, rozbierając się? - Hao zmarszczył brwi z rozbawieniem i rozpiął koszulę.
- Jeśli ty się do tego nie zabierzesz, zrobię to sama, w razie czego ubiorę piżamę - wzruszyła ramionami. - A że widzę, że jesteś zmęczony, po prostu się przebierzemy i pójdziemy spać. Wybacz na chwilę, ale idę się umyć. Nie miałam czasu wypróbować tej wanny, wiesz?
- Hmm... - przyciągnął ją do siebie. - I sądzisz, że wypróbujesz ją sama?
- A czy ja powiedziałam coś takiego?
Uśmiechnął się tylko tajemniczo i pociągnął ją w stronę łazienki, po drodze pozbawiając ich wszystkiego, co mieli na sobie.
- Ale tak w wannie? - zaśmiała się.
- Zawsze możemy się odprężyć.
- Wiesz, nie wiem, czy mam ochotę na dłuższą kąpiel. Chyba wezmę prysznic.
- Zaprosisz mnie? - spytał po chwili, kiedy weszła do kabiny.
- Jeśli chcesz - uśmiechnęła się i przekrzywiła głowę, patrząc na niego. - Ale tylko prysznic.
- Jeśli prosisz.
Wszedł za nią i puścił ciepły strumień.
- Shi, nie zostawisz mnie, prawda? - wyszeptał jej spokojnie do ucha.
- Co ty...? - odwróciła się do niego i zobaczyła że się uśmiecha. - Wystraszyłeś mnie, wiesz?
- Takie pytania nazywa się retorycznymi. Nie masz nic przeciwko? - spytał wskazując na butelkę z żelem pod prysznic. Kiedy pokręciła głową, wycisnął płyn na dłoń i powoli przesunął nią po ramionach i plecach dziewczyny.
- Nikt mi nie wmówi, że samotny prysznic jest bardziej odprężający.
- Jeśli jesteś zmęczona, może rzeczywiście połóżmy się spać, a nie znowu będziemy się kochać pół nocy, co?
- A tobie nie...? - zaczęła, odwarcając się, ale Hao zagrodził jej drogę ramionami, opierając się o ścianę z dłońmi po obu stronach jej głowy.
- Shi, nie interesuj się teraz mną, tylko chociaż raz miej na uwadze swoje zachcianki.
- Ale ja właściwie nie wiem. Nie jestem zmęczona, a ten prysznic mnie jeszcze rozbudził, więc...
- Wiesz, że jeśli zmienisz zdanie nawet tuż przed faktem, jakoś to zniosę? Nie musisz się bać mojej reakcji.
- Narazie wychodzimy - westchnęła i nie mogąc się powstrzymać, odgarnęła mu z twarzy mokre kosmyki.
- Panie przodem.
Uśmiechnęła się i wyszła z kabiny. Podała mu ręcznik i sama owinęła się innym. Hao z ręcznikiem na biodrach chwycił ją za rękę i pociągnął do łóżka.
- Siadaj, zaraz coś przyniosę.
Po chwili wrócił z butelką wina i dwoma kieliszkami.
- Myślisz, że mogę? - spojrzała na niego niepewnie.
- Skoro pani doktor tak powiedziała, to chyba możesz - uśmiechnął się lekko i podał jej w połowie pełny kieliszek i trzymając podobny w jednej ręce, odstawił butelkę na podłogę.
- Czyli ty to wszystko z premedytacją zaplanowałeś - zaśmiała się, podciągając kolana pod brodę.
- No mniej więcej - delikatnie stuknął swoim kieliszkiem o jej. - Za naszą małą rodzinkę.
- Masz rację. Narazie jest mała.
- To ile dzieci planujesz? - uśmiechnął się tajemniczo.
- Chyba dwójkę. Ale pamiętaj o tym, że kiedy pogodzisz się zresztą Asakurów to już nie będzie mała rodzinka.
Hao nie odpowiedział. Odstawił naczynię na podłogę i położył się w poprzek łóżka, spoglądając na Hoshino spod półprzymkniętych powiek.
- Śpiący? - Shinya nachyliła się nad nim. - Bo jeśli tak to...
- Nie bardzo - przyciągnął ją do siebie i pocałował lekko. - Ale jeśli chcesz, możemy się położyć.
- Położyć owszem - mruknęła, całując go w policzek - ale nie spać.
Odpowiedział uśmiechem i musnął wargami jej usta, później szyję. Shinya wzięła głęboki wdech, nie chcąc przerywać delikatnych pieszczot Asakury. Wplotła palce w jego włosy, kiedy położył ją na łóżku i zawisł nad nią, obsypując pocałunkami coraz to inne miejsca, o których nie miała pojęcia, że mogą wywołać aż takie podniecenie. Nie chciała pozostawać dłużna, ale nie była w stanie nawet myśleć, że Hao może przestać.
- Zostaw wszystko mnie - wyszeptał jej do ucha. - Rano się mną zajmiesz, teraz twoja kolej.
Błądził dłonią po jej ciele delikatnie, z czułością, nie przestając nawet, kiedy wiedział, że dziewczyna ledwo wytrzumuje. Powoli pocałował ją między obojczykami, schodząc coraz niżej. To, że potrafi doprowadzić ją do takiego stanu, napawało go swego rodzaju dumą.
Shinya oddychała coraz płycej, zaciskając dłoń na kołdrze i ściskając ją coraz mocniej. Odchyliła głowę do tyłu, rozkoszując się dotykiem ukochanego i nie przejmując się niczym, ani przyjaciółmi praktycznie za ścianą, ani ulewą za oknem, ani nawet potencjalnymi przechodniami, chociaż wiedziała, że w taką pogodę wszscy siedzą w pokojach. Nie obchodziło ją nic poza obłędnym pożądaniem, jakie niespodziewanie ją ogarnęło. Niby to nie był ich pierwszy raz, a jednak tak bardzo różnił się od poprzednich. Zdusiła w sobie jęk i mocniej ścisnęła materiał. Nawet, jeśli było to tylko pożądanie, to i tak w każdym dotyku, każdym pocałunku była zawarta miłość ich obojga.
Godzinę później, oddychając płytko Hao zawisł nad Shinyą, uśmiechając się ze swoją naturalną tajemniczością. Dziewczyna wyciągnęła rękę i odsunęła pasmo ciemnych włosów sprzed oczu Asakury, również się uśmiechając. Po chwili chłopak nachylił się do jej ucha i wyszeptał coś, czego nawet ona nie usłyszała. Jednak uśmiechnęła się szerzej i pocałowała go delikatnie, a Hao pogłębił pocałunek.
Zasnęli tuż nad ranem, bezładnie zawinięci w kołdrę.
ShinyaRozdział 24 : Spotkanie
poniedziałek, 2 lipica 2007
20:05:12
Komentarze 7
Dodaj
Nie mam czasu bo stoja nede mna xP tak tylko szybciutko zapraszam na nastepnego bloga o mniej sztywym charakterze [zobaczycie pierwsza notke i ze tak powiem zobaczycie co ja pod wplywem ipulsu moge napisac xP] www.shi-chan.mylog.pl ^^ za godzine powiadomie ^^
***
- Nie zareagowali najgorzej - westchnęła Shinya, siadając przy łóżku Hao, kiedy pod wieczór Anna i Yoh wreszcie wyszli.
- Jeśli za najgorzej nie uważasz Anny oskarżającej mnie o wykorzystywanie cię do zdrożnych celów to rzeczywiście, nie było najgorzej - prychnął z ironią.
- Ale potem się uspokoiła. A wychodząc mi gratulowała, więc nie jest źle.
- Cieszysz się?
- Z dziecka, czy z tego, że mam to już za sobą?
- Znowu mówisz dwuznacznie - uśmiechnął się tajemniczo i przyciągnął ją do siebie. Dziewczyna położyła się obok i oparła głowę o jego ramię.
- Wiesz, o co mi chodzi - mruknęła.
- Spokojnie. To odpowiesz?
- Z obu cieszę się na swój sposób. Martwi mnie tylko to, że Yoh nie powiedział właściwie ani słowa podczas tej rozmowy. Myślisz, że jest na mnie zły, bo się...
- Shi, spójrz na mnie - kiedy odwróciła głowę, dokończył spokojnie, powoli przeczesując jej włosy, chcąc ją uspokoić: - Obydwoje już wiedzą, jaka sytuacja jest między nami. Mogą się do tego przyzwyczaić. Wiem, że kiedy byłem nieprzytomny rozmawiałaś z moim bratem i jest ci bliższy niż wcześniej, ale jeśli nie potrafi zaakceptować twoich uczuć i wyborów, ani on, ani nikt inny nie jest twoim prawdziwym przyjacielem. Doskonale wiesz, że nie jestem w stanie cię skrzywdzić. A teraz śpij, strasznie mało spałaś przez ostatnie dwa tygodnie.
- Nie jestem śpiąca - wymamrotała, mimowolnie przymykając powieki.
- Jesteś. I nie martw się Yoh i Anną. W końcu im przejdzie.
- Miejmy nadzieję - po tych słowach zapadła w głęboki sen.
Minęła godzina, a Asakura nie przestawał przeczesywać rudych pasm. Chciał, żeby było już po wszystkich pytaniach, podejrzeniach i wątpliwościach co do jego intencji wobec Hoshino. Odetchnął głęboko i przymnknął powieki. Gdyby wygrał Turniej, mógłby udowodnić, że się zmienił. Ale Yoh będzie ciężkim przeciwnikiem.
Zasnął chwilę później.
- Tak, czuję się lepiej - głos Hao wybudził ją ze snu.
- Co się dzieje? - Shinya usiadła na łóżku i przetarła zmęczone oczy.
- Nareszcie wstałaś - powiedział spokojnie Asakura, uśmiechając się delikatnie.
- Do walk zostały jeszcze dwa tygodnie, więc radzę się nie przemęczać do tego czasu - lekarz spojrzał porozumiewawczo na przeciągającą się Hoshino i znów zwrócił się do Hao: - Proszę zgłosić się do któregoś z członków Rady, wskażą wam, gdzie macie mieszkać. Do widzenia.
Mężczyzna uśmiechnął się i wyszedł.
- Ja jestem już gotów do wyjścia, ale ty chyba nie.
- Nie, możemy już iść - ziewnęła przeciągle i zeszła z łóżka, zataczając się lekko. - Trochę kręci mi się w głowie - wyjaśniła, widząc rozbawione spojrzenie Hao.
- Tak, troszeczkę - zakpił, chwytając ją za rękę. - Idziemy wreszcie? Nie mam ochoty spędzić tu ani chwili dłużej. W przyszłym tygodniu wrócimy jeszcze tylko do ginekologa.
- No tak przydałoby się. Ale z tym można poczekać. Przynajmniej jakiś czas.
- Myślisz, że Anna już zaciągnęła tam Yoh? - spytał, otwierając przed nią drzwi.
- Nie wiem, ona jest nieprzewidywalna - westchnęła, jeszcze raz się przeciągając.
- Coś o tym wiem - mruknął do siebie. - Musimy zorganizować jeszcze jedną osobę do grupy.
- Po co?
- Takie są zasady. Najpierw walczy się trójkami, dopiero kiedy zostanie tylko parę grup, rozdziela się je na pojedyncze osoby.
- Czyli mamy problem? Zostaniemy zdyskwalifikowani jeśli nikogo nie znajdziemy?
- Dokładnie - wyszli ze szpitala i od razu oślepiło ich jasne słońce. Odruchowo zakryli oczy dłońmi. Po chwili Hao uśmiechnął się tajemniczo i chwycił towarzyszkę za rękę. - Ale w razie czego alternatywnie zostaje nam obserwowanie walk i kibicowanie innym.
- Aż trudno jest mi uwierzyć w opowieści Anny o tobie. Jesteś całkiem inny - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- Możesz mi wierzyć, że sam siebie nie poznaję.
- Hao-sama! - ciemnoskura, jedenastoletnia dziewczynka rzuciła się w ramiona Asakury, ignorując Shinyę. - Myślałam, że nie żyjesz! Oj, przepraszam.
Hoshino patrzyła na chłopaka z rozbawieniem, unosząc brwi.
- Opacho? - Hao popatrzył na jedenastolatkę. - To ty? W życiu bym cię nie poznał!
- Minęło pięć lat odkąd ostatnio się widzieliśmy.
- Shi, to Opacho, pomagała mi w poprzednim Turnieju. Opacho, to jest Shinya, moja...właściwie nie bardzo się orientuję, jak to nazwać - uśmiechnął się delikatnie.
- Miło mi cię poznać - Hoshino uśmiechnęła się szeroko i podała rękę Opacho.
- Mnie też, Shinya-sama.
- Nie przesadzajmy - dziewczyna zmieszała się lekko, a Hao zaśmiał się cicho.
- Rozstaliśmy się w dość niemiłych okolicznościach - westchnął. - Powinienem cię przeprosić, Opacho.
- Och, nieważne. Ale musisz być szczęśliwy, cały promieniejesz - zaśmiała się.
- No można tak powiedzieć. A gdzie się podziewałaś przez ten cały czas?
- A byłam w paru miejscach, a trzy lata temu znalazłam rodzinę zastępczą. Jestem szczęśliwa. Wstąpiłam do Turnieju, bo myślałam, że spotkam kogoś znajomego.
- A wiesz, co z resztą? - spytał spokojnie, jednak Shinya słyszała pewien niepokój w jego głosie.
- Nie bardzo. Wiem tylko, że Kanna, Mari i Macchi mają się dobrze i kończą naukę.
- No coż. Co ty na to, żeby dołączyć do naszej drużyny? Brakuje nam jednej osoby.
- Chętnie - uśmiechnęła się szerzej. - Właśnie tu dotarłam i szukałam kogoś.
- W takim razie chodźmy.
W milczeniu doszli do niewielkiej kawiarenki. Shinya weszła do środka i spytała członka Rady gdzie mają się udać.
- To ty jesteś przyjaciółką Yoh? - spytał ciemnowłosy mężczyzna, uśmiechając się serdecznie.
- T-tak - odparła z wahaniem.
- Jestem Silva. Yoh poprosił mnie, żebym załatwił ci pokój obok nich. Nie mogę się teraz stąd wyrwać, ale to ten duży budynek przy końcu ulicy.
- Dziękuję bardzo - odpowiedziała z uśmiechem i wyszła, machając mu jeszcze przy drzwiach.
- Wszystko załatwione - stwierdziła wesoło, chwytając Asakurę za rękę.
- Nie wiem, czy pokój koło mojego brata to dobry pomysł - odparł ze spokojem, podążając razem z dziewczyną za idącą raźnym krokiem Opacho.
- Dlaczego?
- Pewnie będzie wolał wszystko przemyśleć, a wie o moim reishi i może mu to trochę przeszkadzać. Opacho, zaczekaj, nie tak szybko! - zawołał za dziewczynką, uśmiechając się lekko.
- Wiesz, że uśmiechasz się, jak moja mama, kiedy mnie wołała? - westchnęła, kładąc mu głowę na ramieniu.
- Mówisz? Myślisz, że nadaję się na ojca?
- Ty? W życiu - odparła z ironią. - Wiem, że się nadajesz - wyszeptała, czując, że obejmuje ją ramieniem. - Mam nadzieję, że ja nadaję się na matkę.
- Każdy rodzic ma takie rozterki. Na pewno nie jesteśmy inni. Narazie się tym nie stresuj, dobrze?
- Mhm.
Odetchnęła głęboko i z uśmiechem popatrzyła przed siebie.
Kilkanaście minut później stali pod jednymi z trzech drzwi w korytarzu. Hao zapukał, po chwili trochę głośniej, jednak nikt nie odpowiadał.
- Może ich nie ma? - zauważyła Opacho, patrząc na Asakurę.
- A może po prostu nas nie słyszą - szatyn uśmiechnął się tajemniczo i pokręcił głową. - Albo idziemy stąd coś zjeść, albo wchodzimy nie czekając na "proszę".
- Daj spokój, co takiego mo... - prychnęła Shinya, otworzyła i stanęła, jak wryta z niepewnym wyrazem twarzy.
Anna właśnie odrzucała na bok koszulę Yoh, a młodszy Asakura powoli i jednoznacznie sięgał do zamka przy jej sukience.
- W stu procentach jesteś moim bratem - rzekł spokojnie Hao, opierając się o framugę.
- Bardzo śmieszne - odburknął mu Yoh i opadł na łóżko. - Nie umiesz pukać?
- Pukaliśmy - wtrąciła Shinya, starając się nie wybuchnąć śmiechem na widok miny przyjaciela. - Nie nasza wina, że nie słyszeliście.
- Nieważne - prychnęła Anna, siadając koło narzeczonego. - Przyszliście spytać o pokój?
- Mhm.
- Ten po prawej. I byłabym wdzięcza za niewchodzenie do naszego pokoju jeśli nie usłyszycie, że można. Hao chyba jeszcze pamięta, jak dostał ostatnim razem. Przy tym, uderznie ciebie, Shinya, to delikatne klepnięcie.
- No to musiał ci nieźle zaleźć za skórę - zaśmiała się Hoshino, zawracając do korytarza. - Zobaczymy się na kolacji?
- Raczej nie - Kyoyama wzruszyła ramionami. - Zresztą, kiedy się położysz i wreszcie pożądnie zaśniesz, nie obudzisz się do południa.
- Możliwe. Mam dość szpitali do końca życia.
Cała trójka wyszła z pomieszczenia, ale Hao nagle zawrócił.
- Coś się stało?
- Idźcie, dogonię was. Chcę porozmawiać z bratem. Sam.
- Dobrze - westchnęła Shinya, biorąc rękę Opacho i idąc w stronę pokoju. - Ale nie wróć za późno. Postaram się nie zasnąć.
- Nie ma potrzeby - uśmiechnął się delikatnie.
- Idź już.
Zanim zdążył coś dodać, obie weszły do pokoju i zamknęły drzwi.
Asakura zawrócił i zapukał spokojnie.
- Tak? - głos Yoh był rozbawiony, zupełnie inaczej niż chwilę wcześniej, po chwili drzwi się otworzyły.
- Mógłbym z tobą porozmawiać? - Hao spojrzał na brata, starając się zachować spokój.
- Niby o czym?
- Po prostu chodźmy gdzieś, dobrze?
- Jak chcesz.
Młodszy Asakura wyszedł z pokoju i ruszył za bratem. Szli w milczeniu około dziesięciu minut, dopiero kiedy stanęli za budynkiem, Hao powiedział spokojnie:
- Chciałem prosić, żebyś dał mi drugą szansę.
- Co?
- To, co słyszałeś.
- Wydawało mi się, że nie obchodzi cię, co myślą o tobie inni.
- Bo mnie to nie obchodzi - westchnął, opierając się plecami o ścianę.
- To dlaczego...?
- Mnie to nie obchodzi, ale widzę, że Shi cierpi, kiedy widzi, jak bardzo mnie nienawidzicie - spojrzał na Yoh. - Wiem, że na to zasłużyłem, ale chciałbym jakoś to wszystko naprawić. Zdaję sobie sprawę, że nie zacznę od początku, ale chciałbym kontynuować ze świadomością, że nie tylko Shi mi ufa.
- Wiesz, że to nie będzie ot tak? Nie zaufam ci natychmiast.
- Tak. Słyszałem, że Shi cię prosiła o zaufanie mi, ale to chyba nie to samo, jeśli zrobię to sam.
- Można tak powiedzieć.
- A kocham ją na tyle mocno, że mogę zostawić w tyle swoje przekonania i priorytety. Normalnie po prostu zostawiłbym wszystko tak, jak jest i pozwoliłbym ci zobaczyć, że się zmieniłem, ale w tej sytuacji...
- Rozumiem - westchnął. - Znasz mnie, wiesz, że nie lubię się kłócić, zwłaszcza jeśli będę musiał z kimś rozmawiać. Znając życie, za jakiś czas w ogóle przestanie mi przeszkadzać, że jesteś z nami. Ale narazie to dla mnie nowa sytuacja. Musisz poczekać z dzień lub dwa, żebym w ogóle przyzwyczaił się do twojej obecności.
- No tak i do świadomości, że nie jestem tu po to, żeby was wszystkich pozabijać. Jednym, co mnie martwi to to, jak zareaguje Lyserg. W końcu to on najbardziej ucierpiał, mówię o waszej grupie.
- Lyserg nie bierze udziału w tym Turnieju - młodszy Asakura uśmiechnął się delikatnie. - Stwierdził, że to nie ma sensu i został w Londynie.
Hao nie odpowiedział. Odetchnął głęboko i spojrzał na niebo, teraz usiane gwiazdami.
- Wracajmy - szepnął, idąc w stronę wejścia.
- Zastanawia mnie jedna rzecz - zaczął Yoh, zrównując się zbratem. - Dlaczego, kiedy weszliście do nas do pokoju powiedziałeś, że na pewno jestem twoim bratem?
- Przypomniało mi się parę sytuacji z przeszłych dwóch miesięcy - uśmiechnął się tajemniczo.
- I to ja się nie obijałem?
- A czy kiedykolwiek powiedziałem, że nic się nie stało? - zaśmiał się cicho.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Hao Asakurą?
- Niby dwa miesiące, a zmieniło się właściwie wszystko - westchnął. Kiedy doszli do korytarza, dodał jeszcze spokojnie: - Dobranoc. Mam nadzieję, że nie zerwie ci się za późny powrót.
- W razie czego jakoś przekonam Annę, żeby darowała mi karne dystanse.
Kiedy Hao wszedł do pokoju, zobaczył wciąż ubraną Shinyę, siedzącą na parapecie i okrytą kocem. Opacho spała na swoim łóżku, oddychając miarowo.
- Shi, idź się przebrać - wyszeptał, lekko szturchając dziewczynę.
- Mhm - mruknęła. - Chwileczkę.
- Chodź, położysz się spać.
Wziął ją za rękę i poprowadził do łazienki. Cicho zamknął za nimi drzwi, po czym delikatnie zdjął z niej bluzkę.
- Do czegoś zmierzasz? - szepnęła nieprzytomnie, uśmiechając się.
- Nie bardzo.
- To chyba dobrze. Jestem nieprzytomna.
- Widzę, dlatego pomagam ci się przebrać.
Pomógł zdjąć jej spodnie, a kiedy popatrzyła na niego niepewnie, dodał spokojnie:
- Nie rzucę się na ciebie.
Niezdarnie pozbyła się górnej bielizny, a Hao wsunął jej przez głowę koszulę nocną, po czym bez wahania wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do pokoju. Powoli położył ją na łóżku, a sam wrócił do łazienki pozbierać jej rzeczy. Później objął ją, kładąc sie obok.
- Dobranoc - wyszeptał, całując ją w skroń.
Jednak ona spała już głęboko.
ShinyaRozdział 23 : Pytania
czwartek, 28 czerwca 2007
18:26:29
Komentarze 7
Dodaj
Yaaay! FMA jest taaakie fajne xD Co prawda zakonczenie mi sie nie podobalo ale coz xP ani anime ani kinowki xP ale mowi sie trudno xP Razem z notka now amuzyka xP a bo tak bo jestem kobieta a kobieta zmienna jest itd xP zycze milego czytania xP Aha i nie bardzo mam jak was powiadamiac bo musze wylaczyc internet jak juztro nie zapomnie to powiadomie xP
***
Shinya zerwała się z krzesła. Serce waliło jej jak szalone, nie dając spokojnie myśleć.
- Czy j-ja mogę tam wejść? - wyjąkała niepewnie, błagalnie patrząc na lekarza.
- Oczywiście, dziecko, ale uważaj, bo jest jeszcze mocno wyczerpany.
- Rozumiem. Chciałabym tylko...
- Nieważne - mężczyzna uśmiechnął się lekko i wpuścił ją do sali. - Opatrunek jest zmieniony, więc do południa nie będę wam przeszkadzał.
- Dziękuję z całego serca, panie doktorze.
On tylko kiwnął głową i odszedł. Hoshino z niepokojem weszła do pomieszczenia. Hao ciągle leżał na łóżku, ale teraz patrzył na nią uśmiechnięty delikatnie.
Nic nie mówiąc, Shinya usiadła na brzegu posłania i chwyciła jego rękę. Chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Znowu płakała, ale tym razem ze szczęścia.
- Shi - wyszeptał z wysiłkiem Hao i lekko ścisnął jej dłoń. - Nie płacz... nie warto...
- Jak nie warto, do cholery, co? Dla ukochanej osoby zawsze warto... - poczuła, jak ociera jej łzy z policzków.
- Tyle chciałbym ci powiedzieć, ale nie wiem nawet od czego zacząć.
- Nic nie mów. Powinieneś wypoczywać. Dla mnie liczy się to, że żyjesz.
- Cieszę się, że nic ci się nie stało.
- Dzięki tobie. Ale teraz cii... - przyłożyła mu palec do ust i uśmiechnęła się słabo.
- Jestem tylko trochę śpiący, a chcę ci powiedzieć parę rzeczy. Ważnych.
- Jesteś uparty, wiesz? Mów, ale cicho.
- Po pierwsze chciałem ci powiedzieć, że jesteś lekkomyślna. Ale to tak mimochodem. A po drugie ja jestem lekkomyślny. Jak ostatni kretyn wdałem się w dyskusję z pijanymi myśliwymi, zamiast ich po prostu obezwładnić. A do tego jestem na siebie zły, że pozwoliłem sobie na takie zachowanie, że doszło do tak silnego zbliżenia między nami - dodał spokojnie.
- Co masz na myśli?
- Shi, znamy się ledwie dwa miesiące, nie powinniśmy mieć już za sobą wszystkich barier. Daliśmy się ponieść chwili i mogło się to skończyć ogromnymi konsekwencjami.
- Czyli mówiąc wprost, żałujesz tego?
- Nie o to mi chodzi.
- Czyli może przeszkadza ci to, że cię kocham i że chciałam oddać ci siebie, tak? - wyszeptała, spuszczając głowę.
- Oczywiście, że nie. Jestem szczęśliwy z tego powodu. Tylko dla twojego dobra, wolałbym wstrzymać pewne sprawy.
- Hao, co się stało, to się nie odstanie. Zostawmy to już. Powinieneś odpocząć.
- Najpierw chciałbym ci zdradzić pewien sekret - uśmiechnął się z typową dla siebie tajemniczością i lekko przyciągnął ją do siebie. - Kiedy uratowałem cię przed kulą i kiedy się obudziłem, udało mi się w miarę dojść ze sobą do ładu - przyciągnął ją bliżej. - Kocham cię - wyszeptał, uśmiechając się - i ani mi się śni przestać.
Hoshino zamarła, ale po chwili wtuliła twarz w szyję Asakury i szepcząc coś cicho, gładziła go po znowu ciepłym policzku.
Zza przeszklonej ściany całej scenie przyglądali się Anna i Yoh. Dziewczyna opierała głowę o ramię narzeczonego.
- Yoh - zaczęła spokojnie - pamiętasz, jak powiedziałeś, że nie miałbyś nic przeciwko, jeśli przypadkowo zaszłabym w ciążę?
- Przypominam sobie - uśmiechnął się lekko. - I właściwie nadal nic się w tej kwestii nie zmieniło. Chociaż w sumie dziadek coś tam kiedyś napomknął, żebyśmy się nie spieszyli.
- No to chyba musisz go przeprosić.
- Czy raz w życiu mogłabyś mówić normalnie? - zaśmiał się, podnosząc jej podbródek i patrząc dziewczynie w oczy.
- Jestem w ciąży, może być? - uśmiechnęła się niepewnie.
- Słucham?
- Jaśniej się nie da, Asakura - prychnęła.
- Czekaj, czekaj, czyli, że...ja - wskazał palcem na swoją klatę piersiową - będę ojcem? Naszego dziecka? Ale jak...
- Czy muszę ci dokładnie tłumaczyć? Może jeszcze przypomnieć, że dwa tygodnie temu, kiedy tu dotarliśmy, nie miałeś najmniejszych obiekcji, jeśli chodzi o zostanie ojcem?
- O cholera... będę tatą - na jego twarz wypłynął wesoły uśmiech, a oczy zaczęły błyszczeć. - Anna, będziemy mieli dziecko.
Przytulił ją mocno i okręcił się wokół własnej osi.
- Spokojnie, połamiesz mi żebra - wymamrotała.
- Musimy zadzwonić do Izumo i powiedzieć wszystkim. Nie mogę w to uwierzyć. Wszystko się układa.
Pociągnął ją w stronę drzwi do sali.
- Asakura, za...
- Shinya, zgadnij, co...
Dziewczyna odruchowo odsunęła się od Hao i speszona przegryzła dolną wargę.
- Kochanie, mógłbyś czasami pomyśleć zanim coś zrobisz? - westchnęła Anna, uderzając się w czoło z rezygnacją.
- Coś się stało, braciszku? - starszy Asakura wyglądał na rozbawionego całą sytuacją, chociaż nadal wyglądał na osłabionego.
- Shinya, będę ojcem - Yoh zignorował brata i z uśmiechem zwrócił się do rudowłosej.
- No toś się postarał - westchnął Hao, patrząc na brata również z lekkim uśmiechem. - Słuchaj, Yoh, może skończylibyśmy już tę sprzeczkę?
- Sprzeczkę? - prychnął młodszy z braci. - Zamordowanie setek szamanów i chęć dominacji nad światem od tysiąca lat nazywasz sprzeczką?!
- Jesteś strasznie drobiazgowy.
Shinya przestała przysłuchiwać się kłótni i spojrzała na promiennie uśmiechniętą przyjaciółkę. Bezgłośnie powiedziała do niej
gratuluję i również się uśmiechnęła.
- Moglibyście już się zamknąć? Asakura, jeden z drugim! Cisza! - Anna wsparła ręce na biodrach i z surowym wyrazem twarzy spojrzała na narzeczonego. - Idziemy, jesteśmy przed śniadaniem i jestem głodna, dajmy im trochę czasu - wskazała głową na Hoshino i starszego Asakurę. - A ty, Hao, możesz się szykować na pytania, bo tego tak nie zostawimy. Shinya, wrócimy po południu.
- Do zobaczenia - pomachała im na pożegnanie i niepewnie zwróciła się do chłopaka. - Mogę się położyć?
- Zadajesz głupie pytania. Oczywiście, że tak - kiedy dziewczyna oparła głowę na jego ramieniu, westchnął i zaczął cicho: - Znasz mnie, wiesz, że nigdy nie rzucam słów na wiatr. To, co ci powiedziałem, jest najszczerszą prawdą i na pewno nie impulsem. Kiedy otworzyłem oczy i nie zobaczyłem cię, ogarnął mnie taki strach, jakiego nigdy nie doznałem. Pomyślałem, że jeśli to nie jest miłość, to jej po prostu nie ma.
Shinya nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się do siebie delikatnie.
- Może ja skoczę do bufetu po coś do jedzenia? - spytała jakiś czas później.
- Właściwie mogę iść z tobą.
- Czyś ty oszalał? Nie ma mowy. Masz leżeć, dopiero kiedy lekarz powie, że możesz wyjść z łóżka, wtedy ewentualnie będziesz mógł. Teraz poczekasz parę minut, aż ja coś przyniosę.
- Nie dasz mi spokoju - westchnął z udawaną irytacją. - No idź, ale wracaj szybko.
- Postaram się. A ty możesz zasnąć na chwilę.
- Ani mi się śni. Spania wystarczy mi na następny tydzień. Czekam na ciebie.
Po chwili była już w bufecie. Zapłaciła za dwie kanapki i wychodząc zajrzała na stoisko z gazetami. Przejrzała szybko wiadomości i odłożyła ją. Jednak jej wzrok przykuła data. Powinien być już wrzesień, a tam nadal widniał napis
sierpień. Jeszcze raz wzięła gazetę i przyjrzała się jej uważnie. Zaraz potem kanapki wylądowały na ziemi.
Dwudziesty trzeci sierpnia? - myślała gorączkowo. -
A-ale jak to? Przecież w takim razie...
Odłożyła gazetę i szybkim krokiem ruszyła do apteki. Nie mogła się uspokoić, musiała mieć pewność.
- Przepraszam, czy są może testy ciążowe? - spytała, pozorując opanowanie.
- Są. Dać?
- Tak, proszę.
Zapłaciła szybko i chwilę później weszła do łazienki. Postępując zgodnie z instrukcją, odczekała trzy minuty i z niepokojem zerknęła na wynik.
- Pozytywny - szepnęła do siebie. - I jak ja mam mu to powiedzieć?
Usiadła ciężko i wpatrywała się w malutki paseczek, który najprawdopodobniej na zawsze odmieni jej życie. Z jednej strony się cieszyła, miała ochotę skakać z radości. Ale z innej bała się, jak ma oznajmić Hao, że zostanie ojcem. Anna miała z Yoh inną sytuację, byli zaręczeni, rodzina nie miałaby żadnych obiekcji. Ona nie wiedziała, jak zareaguje Asakura, czy jej matka.
Powoli podniosła się i wyrzuciła test. Jak w transie wyszła na korytarz i ruszyła w stronę sali. Spojrzała w dół. Starała się oddychać głęboko, żeby nie wpaść w panikę.
Boże, będę miała dziecko? Ja?
Nagle zawróciła w stronę wyjścia.
- Po prostu zostawię go tutaj i wrócę do domu, nie będę go martwić - mamrotała do siebie. - Ale powinien wiedzieć, przecież to jego dziecko - znowu ruszyła do sali. - Ale jeśli się wścieknie? Powiedziałam, że będzie bezpiecznie... - stanęła w miejscu. - Powiedział, że mnie kocha, ale to nie oznaczało, że jest już gotów na dziecko. Co Anna by zrobiła?
Wtedy dotarło do niej, że nie powinna myśleć, co zrobiliby inni, tylko to, co ona sama chce i uważa, że powinna zrobić. Po chwili wahania, powlokła się do pokoju, w którym przebywał Hao. Kiedy otworzyła drzwi, w środku był lekarz i prowadził rutynowe badania. Hao nagi od pasa w górę i z bandażem owiniętym przez środek klatki piersiowej wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Co tylko utrudniło jej powiedzienie czegokolwiek sensownego.
- T-to ja może zaczekam na zewnątrz? - wyjąkała, naciskając klamkę i cofając się na korytarz.
- Nie ma potrzeby, już wychodzę - lekarz uśmiechnął się, po czym ponownie zwrócił się do Hao: - Jutro będziesz mógł wyjść, jeśli będziesz miał zapewnioną opiekę i nie będziesz się przemęczał, przynajmniej przez tydzień lub dwa.
Wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Jesteś tak niezdecydowana, że nawet nie wiem, o czym myślisz. Coś się stało? - spytał, patrząc na nią intensywnie.
- Hao, słuchaj, bo ja...znaczy my...w sensie, że... - wzięła głęboki oddech. Jej nie było tak łatwo jak Annie. - Chciałam powiedzieć...bo...
- Spokojnie.
- J-ja jestem...b-bo kiedy myśmy wtedy...ty i ja...my...b-będziemy m-mieli d-dziecko...
Asakura zamrugał, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Kilkakrotnie otwierał i zamykał usta, ale ani jedno słowo nie wydostało się z nich.
- Ja wiem - ukryła twarz w dłoniach - wiem, że to tak nagle i że żadne z nas nie jest gotowe, ale ja nie usunę ciąży, nie potrafiłabym... Jeśli chcesz, nie powiem, że to twoje - załkała.
Hao uśmiechnął się delikatnie i z trudem wstał z łóżka. Hoshino co chwila pociągała nosem i wycierała łzy, więc nawet nie zauważyła, że do niej podszedł. Dopiero kiedy objął ją ciepło i przytulił, zdała sobie sprawę z jego obecności tuż obok.
- To jak nazwiemy nasze dziecko? - wyszeptał jej wprost do ucha, powoli gładząc ją po włosach.
- Naprawdę nie jesteś na mnie zły? - wyszeptała niepewnie.
- A za co mam być zły, Shi? Jesteś w ciąży, bo oboje byliśmy mało odpowiedzialni, ale poniesiemy konsekwencje. Wiem, że się boisz, jak zareaguje twoja mama. Ale na pewno cię z tym nie zostawi. I ja też na pewno cię nie zostawię. Jestem za to odpowiedzialny, a ja nigdy od odpowiedzialności nie uciekam.
Pocałował ją w policzek i spojrzał w oczy. Uśmiechnął się lekko, zmuszając ją do tego samego.
- A powiedziałbyś mi, co czujesz? Bo mówisz o odpowiedzialności, ale nadal nie wiem, jakie uczucia wywołuje w tobie to wszystko - powiedziała cicho, znowu odwracając wzrok.
- Jak się czuję? Właściwie nie wiem. Trochę jakby coś we mnie rosło, bo ja wiem co? Duma? Szczęście? Nie mam pojęcia - uśmiechnął się tajemniczo. - Mamy mnóstwo czasu, żeby o tym porozmawiać, ale chyba teraz nie jest odpowiedni moment - wskazał na Annę i Yoh, idących w stronę sali. - Shi, powiemy im, kiedy skończą się pytania. Chcę, żeby najpierw dowiedzieli się tego, co potrzebują i wtedy może jakoś zrozumieją, dlaczego zakochaliśmy się w sobie. A jak nie to ich problem, nie nasz. O dziecku mogą się dowiedzieć później.
- Jesteśmy - Anna weszła do powieszczenia, a za nią narzeczony. - Nie powinieneś leżeć w łóżku? - uniosła brwi, widząc Hao obejmującego Shinyę.
- Zaistniała drobna sytuacja, którą trzeba było załagodzić, ale już jest dobrze.
- Ale i tak wracaj do łóżka - Hoshino pociągnęła go w stronę posłania, a kiedy usiadł, opadła na krześle obok.
- Pytajcie - westchnął starszy Asakura.
- Po pierwsze Shinya nie powiedziała nam, dlaczego znałeś ją wcześniej.
- Mówiła, że przeze mnie zginął jej ojciec? - kiedy Anna skinęła głową, dokończył: - Miałem wyrzuty sumienia, bo przez reishi zobaczyłem, jaka silna więź była między nim, a córką, więc udałem się do ich domu, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Później co jakiś czas odwiedzałem ją, chcąc dowiedzieć się, jak sobie radzi. Kiedy Shiro została jej duchem stróżem, razem opiekowaliśmy się Shi.
- A dlaczego w ogóle jeszcze żyjesz? - spytała spokojnie Kyoyama, siadając na krześle naprzeciw łóżka.
- Czy to konieczne?
- Tak. Zwróć uwagę, że to tobie zależy na naszym zaufaniu. Nie oddam przyjaciółki w twoje ręce, dopóki nie będę miała pewności, że nic jej się nie stanie.
- Skoro nalegasz. Po wlace ledwo uszedłem z życiem. Na rok zaszyłem się w jaskini nieopodal wioski. Później obserwowałem, jak sobie radzi Shi, czasami zaglądałem do was. Sam nie bardzo wiem, dlaczego przeżyłem walkę z Yoh. Może po prostu tak miało być.
- Czy ktoś zginął z twojej ręki w ciągu tych pięciu lat?
- Nie.
- A co z twoją drużyną? - spytał podejrzliwie młodszy Asakura.
- Nie wiem. Pewnie gdzieś żyje.
- Jak to się stało, że Shinya cię spotkała?
- Spadła z wydmy i skręciła kostkę. Nie mogłem jej zostawić na pastwę losu. A to, że później do was nie wróciła to nie tylko moja wina.
- A niby czyja? - prychnęła Anna.
- Właściwie to Shiro. No i samej Shi, bo była strasznie niezdecydowana - uśmiechnął się porozumiewawczo do Hoshino, po czym znowu zwrócił się w stronę Kyoyamy. - Coś jeszcze?
- Ostatnie pytanie - odparła dziewczyna z ledwo zauważalnym wahaniem. - Właściwie nie musisz na nie odpowiadać. Co czujesz do mojej przyjaciółki?
- To nie jest łatwe pytanie - uśmiechnął się tajemniczo. - Jeśli ten natłok uczuć, troskę, szacunek, pożądanie, radość i zrozumienie nazwiesz miłością to w takim razie ją kocham, inaczej nie umiem tego nazwać.
- Hao, sam zdajesz sobie najlepiej sprawę, że większość szamanów cię nienawidzi. Mimo to wiem, że możesz zapracować na nasze zaufanie. I jeśli zależy ci na Shinyi bez wahania to zrobisz.
Kiwnął głową i spojrzał na Hoshino. Kiedy ta twierdząco skinęła, westchnął i powiedział spokojnie:
- Chcielibyśmy wam coś powiedzieć. Shi spodziewa się dziecka.
ShinyaRozdział 22 : Wspomnienia
niedziela, 24 czerwca 2007
20:43:38
Komentarze 9
Dodaj
Kosiam was wszystkich tak fokle xP No dobra wariuje XP Ale to nic w porownaniu z Hao podrozujacym w kosmos i spotykajacym Teletubisie na Saturnie xP ale to tylko ja jestem az tak nienormalna zeby wymyslic cos takiego ^^" Nowa nota bo tak xP bo nowy szablon xP
Minął kolejny tydzień. Pod twardym spojrzeniem Anny, Shinya spała około pięciu godzin dziennie i jadła w miarę normalne posiłki. Była nienaturalnie spokojna, ale w głębi ducha przerażona zdrowiem Hao. Mimo iż dzień wcześniej lekarz powiedział, że stan Asakury się poprawia, podświadomie bała się powtórki sprzed tygodnia.
Odetchnęła głęboko i zerknęła za okno na przeciwległej ścianie sali. Padał ulewny deszcz, co jakiś czas niebo przecinała błyskawica, a grzmot wypełniał szpitalną ciszę na ułamek sekundy. Na policzkach widniały ślady bezwiednie spływających łez. Przez głowę przelatywały jej wspomnienia z ich pierwszej poważnej kłótni, kiedy Hao wprost powiedział, że jej nie ufa i z ich pierwszym pocałunkiem. Zdawała sobie sprawę, że to znowu brzmi jak denna telenowela, ale nie mogła powstrzymać fali wspomnień.
- To strasznie trudne - wyszeptała do siebie, niecierpliwie wycierając łzy i zerkając na chłopaka. - Czy ta cała miłość musi tak strasznie boleć?
- Chyba tak - Yoh stanął w drzwiach z mokrą kurtką w rękach.
- Coś się stało? - słysząc zrezygnowany ton młodszego Asakury, Shinya odwróciła głowę.
- Pokłóciłem się z Anną - westchnął, siadając na łóżku naprzeciw niej.
- Coś poważnego?
- Właściwie nie wiem. Poszło o Hao.
- A dokładniej? - serce podeszło jej do gardła.
- Anna powiedziała, że jest gotowa mu zaufać, skoro ty mu ufasz, ale ja... nie chodzi tu o ciebie, ale tyle złego się stało przez mojego brata, że trudno jest mi zaufać mu jeszcze raz. Kiedyś byłem pewien, że jest powód jego działań, ale w tym momencie już nie jestem - spuścił wzrok. - Anna powiedziała, że spodziewała się ode mnie więcej otwartości, dlatego mi o tym powiedziała, na co ja prychnąłem w odpowiedzi, że Hao jest szczególnym przypadkiem. Odwarknęła coś, już nawet nie pamiętam co, a później zaczęliśmy na siebie wrzeszczeć. Ona wpadła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi, a ja przyszedłem tutaj. Nie wiedziałem z kim mam porozmawiać.
- Ale co ja mam ci powiedzieć? Obojgu wam jest źle, a teraz ty siedzisz tutaj, a Anna pewnie płacze w łazience.
- Przecież to ona zaczęła.
- A co za różnica? Wbrew pozorom ona jest strasznie wrażliwa. Myślałam, że już zdążyłeś to zauważyć.
- Wiem. Ale...
- To, że na ciebie nawrzeszczała, nie znaczy, że nie jest wrażliwa. Wręcz przeciwnie.
- A co ty byś zrobiła? - spytał, kładąc się i patrząc na nią z nadzieją.
- Lepiej nie pytaj, co ja zrobiłam w podobnej sytuacji, bo to nie jest odpowiedni przykład. Wiem tylko, że oboje możecie się mocno nacierpieć, zanim któreś z was zdecyduje się przeprosić.
- Przeprosiłaś ty, czy Hao? - westchnął po chwili.
- Hao - odparła cicho. Nie dodała nic więcej, przez powiększającą się gulę w gardle, tylko mocniej ścisnęła dłoń Asakury.
- Shinya? Wszystko w porządku?
- Co ty tu jeszcze robisz, idioto? - westchnęła, ocierając łzy. - Leć ją przeprosić.
- A co jeśli nie będzie chciała ze mną rozmawiać?
- A co jeśli będzie cierpiała, bo tak bardzo cię kocha, a pokłóciła się z tobą i teraz się za to obwinia?
- Ale co mam jej powiedzieć? - powiedział cicho i niepewnie. Z jego zwykłego entuzjazmu nie zostało właściwie nic.
- A co chcesz jej powiedzieć?
- Nie wiem. Właściwie chciałbym jej powtórzyć, że ją kocham i że czuję się fatalnie, bo płacze przeze mnie.
- To idź i jej to powiedz. Ja niczego nie mogłam ukryć przed Hao, ale czasami wychodziło to nam na dobre, ale wy musicie mówić sobie wszystko. Anna nie może już czytać w myślach, więc sam musisz jej wszystko wyjaśnić.
- Nie przeszkadzało ci, że Hao może czytać ci w myślach?
- Oczywiście, że przeszkadzało, ale nie miałam na to wpływu i w końcu się do tego przyzwyczaiłam. Ale dosyć o mnie i o Hao, na takie pogawędki będzie czas potem, idź do Anny.
- Masz rację - westchnął i wstał. - Przyjdę później, dobrze? Z nią. Albo bez.
- Z nią, jestem pewna, że ci wybaczy - uśmiechnęła się ciepło. - Do zobaczenia.
Odpowiedział bladym uśmiechem i dziękując jej, wyszedł z sali.
Shinya odetchnęła głęboko i znów zerknęła za okno. Znowu się zamyśliła, wspominając ten pocałunek w jaskini. Niby banalne, ale dużo sobie wtedy powiedzieli.
Kiedy po chwili Hao się od niej odsunął, na twarzy widniał mu charakterystyczny, tajemniczy uśmiech. Nadal trzymał dłoń na policzku Shinyi i delikatnie gładził kciukiem jej zaróżowioną skórę. Gdy tylko ich wargi się złączyły, oblała się rumieńcem, a teraz niepewnie przegryzała dolną wargę, nie wiedząc, co ma powiedzieć, ani jak się zachować.
- Pytasz, dlaczego to zrobiłem? - wyszeptał Asakura, nachylając się bliżej.
- Właściwie tylko o tym pomyślałam, ale przy tobie to nie robi różnicy.
- A jak ty myślisz? - spytał z nutą rozbawienia.
- Nie wiem. Z tobą nigdy nic nie wiadomo - teraz to ona się uśmiechnęła.
- Po prostu od jakiegoś czasu chciałem to zrobić, ale nie bardzo wiedziałem, jak zareagujesz. Nie lubię obrywać w twarz.
- Przecież dostałeś tylko raz.
- Dwa. Raz od ciebie i raz od Anny. I z dwojga złego wolę ciebie.
- Aż tak bolało? - zaśmiała się cicho.
- Żebyś wiedziała. Legendarna lewa Anny to nie przelewki.
- Rozumiem - zrobiła poważną minę.
- Z czego się cieszysz, co? - przyciągnął ją do siebie i znowu pocałował, tym razem dłużej. Serce Hoshino znowu zaczęło bić mocniej tak, jak poprzednim razem. Usłyszeli następny grzmot. Shinya drgnęła niespokojnie. - Dlaczego się boisz?
- Bo podczas burzy zobaczyłam najbardziej strasznego ducha w swoim życiu.
- Mogłabyś wytłumaczyć?
- Jakbyś w wieku siedmiu lat zobaczył kogoś z tasakiem wbitym w głowę i z szalonym spojrzeniem też byś się bał - burknęła, pewna, że Hao zaraz zacznie się śmiać.
- No cóż, może. Myślisz, że jeśli cię przytulę, będziesz spokojniejsza? - uśmiechnął się lekko.
- Nie wiem, jeszcze nigdy nie sprawdzałam.
Nie mówiąc więcej, Hao położył się i przyciągnął ją do siebie.
- Czy ty do czegoś zmierzasz? - westchnęła rozbawiona.
- Możliwe - odparł tajemniczo. - Zależy, co ty na to.
- A jeśli powiem, że mi to odpowiada?
- To może tym razem ty coś zaproponuj?
Mruknęła coś w odpowiedzi i położyła się.
- Shi, czy ty się czegoś wstydzisz?
- Nie.
- To dlaczego kiedy powiedziałem, żebyś przejęła inicjatywę speszona się położyłaś, myśląc, że czego ja od ciebie oczekuję?
- Tak jakoś.
- W takim razie dobranoc. Skoro chcesz pomyśleć, czy odpocząć ja nie mam nic przeciwko.
- Naprawdę?
- Dobranoc.
- Hao... - zaczęła po chwili milczenia.
- Hmm?
- Dziękuję, że zrozumiałeś. To dla mnie duże wyzwanie, nie bardzo rozumiem, co się w ogóle stało.
- Nie dziwi mnie to. A swoją drogą... a nieważne.
- Co? Powiedz.
- Śpij już.
- Na pewno teraz zasnę - prychnęła.
W końcu nie powiedział jej, co mu wtedy chodziło po głowie, ale rozmawiali jeszcze parę godzin. Hao opowiadał jej o podróżach, które odbył w poszukiwaniu sprzymierzeńców, o tym, jaki był szczęśliwy jako dziecko w pierwszym wcieleniu, dopóki jego matka nie została zamordowana. Shinya opowiedziała mu o swoim dzieciństwie i problemach dorastania, chociaż wstydziła się niektórych rzeczy, które zrobiła, opowiedziała mu niemal całe swoje życie.
Otarła kolejne łzy, ale uśmiechała się delikatnie. Czuła, że Hao się obudzi, chociaż wiedziała, że to bezpodstawne nadzieje. Ale nie miała zamiaru ich tracić.
-Anna? - Yoh wszedł do ich pokoju i zamknął za sobą.
- Czego chcesz, Asakura? - warknęła zza drzwi łazienki, ale on usłyszał ciche pociąganie nosem.
- Chciałbym porozmawiać - powiedział niepewnie.
- Proszę, rozmawiaj - prychnęła z ironią, wychodząc z ukrycia. Oczy miała czerwone od płaczu, na policzkach ślady łez. - Co się tak na mnie patrzysz? Słucham?
- Anna... Ja... - zawahał się, ale tylko przez ułamek sekundy. Podszedł do niej o objął mocno. Ona nie poruszyła się, ale po policzkach spłynęła kolejna fala łez. - Przepraszam, nie chciałem, żebyś przeze mnie płakała.
- Yoh... - wyszeptała, wtulając się w niego. - Nie kłóćmy się więcej, nie teraz. Shinya potrzebuje naszego wsparcia i...
- Ona sobie poradzi. Nie jest dzieckiem. I jestem pewien, że nie chciałaby, żebyś tym argumentem się posługiwała.
- Ale jej jest okropnie ciężko...
- A jeśli jest jej jeszcze ciężej, bo widzi, że kłócimy się przez osobę, którą ona kocha?
- Ale zrozum, myślałam, że jesteś bardziej ufny i...
- Nie zaczynaj znowu. Kiedy będę gotowy, zaufam Hao, ale nie wiem, co się stanie i co on powie, kiedy się obudzi. Narazie nie mamy odpowiedzi na parę pytań, które mnie nurtują, więc zaczekajmy. Kocham cię, wiesz? Nie chcę się kłócić. Nie o to.
- Yoh, ja też cię kocham - uśmiechnęła się lekko - ale to nie zmienia faktu, że czasami mam ochotę cię po prostu walnąć.
Chłopak odetchnął z ulgą, widząc, że Anna żartuje i również się uśmiechnął.
- A ja mam po prostu ochotę cię przytulić - powiedział wesoło i pocałował ją lekko.
- Asakura, to, że ci wybaczyłam, nie znaczy, że możesz sobie na tyle pozwalać. Rano i tak zrobisz swoje dwadzieścia kilometrów i nic nie zmieni mojej decyzji.
- Jesteś pewna? - uniósł brwi z rozbawieniem i powoli pociągnął ją w stronę posłania.
- Jestem pewna - odpowiedziała, pozwalając mu położyć się razem z nią na pościeli. - Ale możesz spróbować mnie przekonać, żebym odpuściła ci parę kilometrów.
- Z ogromną przyjemnością - wsparł się na rękach po obu stronach głowy narzeczonej i uśmiechnął się szarmancko.
- To już zależy od ciebie - przyciągnęła go do siebie i pocałowała czule, rozpinając jego koszulę. - Notabene, za każdym razem możesz mnie przepraszać w ten sposób.
- Nie ma problemu.
Ponownie zatopił się w jej ustach, uniemożliwiając jej rzucenie żadnej kąśliwej uwagi.
- Dziecko, wstawaj - nad ranem lekarz obudził Shinyę, śpiącą z głową na łóżku Hao. - Muszę zmienić mu opatrunek.
- Która godzina? - wymamrotała nieprzytomnie.
- Piąta. Nie chciałem budzić cię tak wcześnie, ale cóż. Możesz iść na śniadanie, ja zajmę się pacjentem. Jak mówiłem, muszę zmienić opatrunek i sprawdzić stan ogólny.
- Mhm. W razie czego będę na korytarzu.
- Za dziesięć do piętnastu minut skończę.
Hoshino wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi i ruszyła do stołówki. Powinna być już otwarta, ale nie miała pewności. Jednak udało się jej kupić kanapkę i pięć minut później siedziała obok sali. Słyszała, jak lekarz krząta się po pomieszczeniu i mówi coś do siebie, ale nie mogła rozróżnić słów. Chwilę potem drzwi się otworzyły, a uśmiechnięty lekarz oznajmił:
- Pacjent się obudził.
ShinyaRozdział 21 : Niebezpiecznie blisko
czwartek, 21 czerwca 2007
10:04:24
Komentarze 9
Dodaj
Niach x3 Cos u was kiepsko z komentarzami XP to tak raz xP dwa patrzcie jak smieshnie [specjalnie tak napisalam i czyta sie smieshnie XP] 21 rozdzial i 21 czerwca xP no i Shanon nareszcie dorwalam sie do twojego bloga no! I mi sie podoba ^^ Juz dodalam do linkow xP I powiem ze mi sie podoba ^^ wlasnie zaczynam 2 'serie' xP po tym pierwszym koniec xP No i..e..no dobra moze przypomne sobie co chcialam ^^" Ale juz moge wam powiedziec ze nareszcie moge przystapic do pisania moich ulubionych czesci xP
Przez następne dwa dni Shinya żyła praktycznie tylko kawą i jednogodzinnymi drzemkami. Nie chciała zasnąć, myśląc, że w tym czasie Hao może się obudzić lub, co gorsza, może się coś stać.
- Shinya! - rankiem trzeciego dnia Kyoyama usiadła na krześle po drugiej stronie łóżka Hao i spojrzała z wyrzutem na przyjaciółkę. - Masz natychmiast położyć się spać. Jesteś wykończona, nie możesz żyć tylko na kawie.
- Pójdę spać, kiedy Hao się obudzi - westchnęła, zaciskając leżące na kolanach ręce w pięści.
- To może potrwać. A co jeśli się nie obudzi? - spytała, brutalnie przywołując dziewczynę do rzeczywistości.
- On się obudzi! Na pewno, nie wierzę, że...
Anna zamachnęła się i uderzyła ją w twarz.
- Co?
- Uspokój się. Widzę, że inaczej nie przywołam cię do porządku. Jak ty chcesz funkcjonować? To może potrwać, a ty nie masz zamiaru spać? Daj spokój, jeśli tak chcesz udowodnić swoje przywiązanie, to nie bardzo ci wychodzi. Natychmiast kładź się do łóżka obok, ale już. Ja wszystkiego dopilnuję.
- Ale lekarz cię wyrzuci - burknęła Hoshino, nadal zła, że blondynka ją uderzyła, chociaż wiedziała, że tamta miała słuszność.
- Już ja to załatwię. Spać - powiedziała stanowczo, przykrywając ją. - I masz się obudzić dopiero rano, a nie za godzinę.
Już nic nie mówiąc Shinya zamknęła oczy i od razu zasnęła.
Obudziła się tuż nad ranem następnego dnia. Na krześle przy łóżku Hao siedział Yoh, czytając gazetę. Shinya podniosła się powoli i spojrzała na braci. Byli tak bardzo podobni, a jednak tak różnili się od siebie.
- Wstałaś już? - Asakura podniósł oczy znad gazety i uśmiechnął się lekko.
- Mhm. Twoja narzeczona ma strasznie silną prawą rękę.
- Wiem coś o tym - zaśmiał się. - Już nie raz od niej dostałem. Ale tylko Hao dotknął zaszczyt dostania z legendarnej lewej.
- Słyszałam - uśmiechnęła się delikatnie, siadając na krześle po drugiej stronie i biorąc w dłonie rękę Hao.
- Wiesz, jaki on był zanim go poznałaś, prawda? - spytał Yoh niepewnie.
- Tak, nie krył tego przede mną. Ale znam też powody dlaczego to robił.
W sali zapadła cisza. Shinya odetchnęła głęboko, wpatrując się we wskaźnik bicia serca. Widziała, że on żyje, ale niełatwo było jej się pogodzić z tym, jak trudno mu to przychodziło.
- Dlaczego Hao? - spytał nagle Yoh, patrząc na nią badawczo.
- Sama chciałabym znać odpowiedź - westchnęła, wlepiając wzrok w kolana. - To strasznie skomplikowane. Może dlatego, że...eh...sama nie wiem. Musiałabym się głębiej zastanowić. A jakbym ja ciebie spytała
dlaczego Anna, wiedziałbyś, co powiedzieć?
- Właściwie nie. Ale chyba od początku mnie fascynowała. Była tak zamknięta w sobie, a ja za wszelką cenę postanowiłem sobie pomóc jej...
- Rozumiem. Pewnie nigdy się tego nie dowiemy. Ale to chyba nieważne.
- Właściwie nie. Ważne, że oboje żyją. Słuchaj, Shinya, wiesz jaki mam stosunek do mojego brata. To się nie zmieni ot tak, nawet po twoich zapewnieniach.
- Wiem. Ja nie miałam problemu, bo nie znałam go wcześniej, ale jakoś wam to wszystko wytłumaczymy.
- Byłoby dobrze. Mam dość starych relacji z bratem. Chciałbym na starość trochę spokoju.
Zaśmiali się cicho.
- Idź spać - westchnęła Hoshino. - Ja już nie jestem śpiąca, a ty pewnie siedzisz tu od paru godzin.
- Jesteś pewna?
- Mhm. Anna zacznie się martwić, kiedy obudzi się bez ciebie.
- Skąd wiesz? - spytał rozbawiony, wstając i przeciągając się.
- Nie wiem. Nie mówiliście reszcie o wszystkim, prawda? - dodała po chwili z wahaniem.
- Tylko to, że jesteś w szpitalu z tym, z kim szłaś. Stwierdziliśmy z Anną, że sama wolisz to powiedzieć.
- Dziękuję. I do zobaczenia.
- Nie ma za co. Do jutra.
Uśmiechnął się pocieszająco i wyszedł z pomieszczenia zostawiając ją samą.
Ziewnęła przeciągle i spojrzała na Hao. Był nienaturalnie blady, co przyprawiało ją o nieprzyjemne dreszcze, rękę miał zimną, na twarzy nie widniał uśmiech. Przerażało ją to.
- Co to za dźwięk? - spytała sama siebie, słysząc coraz rzadsze pikanie aparatury. Z przestrachem zobaczyła, że serce Asakury pracuje z coraz większym trudem. - Doktorze! - zawołała rozpaczliwie.
Szybko podniosła się z krzesła i dziękując w duchu nauczycielce wychowania fizycznego, szybko kryjąc strach i zdenerwowanie, zaczęła uciskać jego klatkę piersiową. Po chwili usłyszała nieprzerwany dźwięk. Poczuła, że łzy płyną jej po policzkach, a serce podchodzi do gardła, jednak nie przerywała czynności ratunkowych.
- Jesteśmy, proszę się odsunąć!
Shinya pospiesznie wycofała się pod ścianę i zakryła usta dłonią.
To się nie dzieje naprawdę, to sen, a ja zaraz się obudzę - pomyślała zrozpaczona. Osunęła się po ścianie i ukryła twarz w dłoniach, szlochając cicho.
Parę minut później podeszła do niej pielęgniarka i spokojnie powiedziała, że już wszystko dobrze, że stan pacjenta jest stabilny. I że żyje.
- Dziękuję.
Otarła łzy, ale nie wstawała z miejsca.
- Wszystko w porządku? - spytała niepewnie pielęgniarka.
- Tak, mniej więcej - westchnęła Hoshino, spazmatycznie łapiąc oddech. O mały włos nie straciła najważniejszej dla niej osoby. Było blisko. Niebezpiecznie blisko. I miała nadzieję, że nigdy więcej tego nie doświadczy.
Drżała na całym ciele i nie mogła się uspokoić. Kiedy sala opustoszała, a ona zapewniła pielęgniarkę, że nic jej nie trzeba, do pomieszczenia weszła Anna.
- Shinya, co się stało? - spytała spokojnie po chwili, klękając obok niej.
- Nie chcę, żeby coś się stało... - wyszeptała. - To dla mnie za wiele, jak ja mam sobie poradzić?
- Przestać się użalać i powiedzieć mi, co się stało - powiedziała stanowczo Kyoyama, wlepiając w nią twardy wzrok.
- On niemal umarł, Anna. Tak niewiele brakowało - z jej oczu znowu popłynęły łzy. - Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tak się stało i nie chcę wiedzieć.
Anna westchnęła tylko i objęła ją ciepło.
- Ale teraz wszystko jest już w porządku, prawda?
- Lekarz powiedział, że tak.
- Więc możesz się już uspokoić. Możliwe, że kiedy jego organizm odpocznie, obudzi się.
Shinya kiwnęła głową i z pomocą przyjaciółki wstała, po czym usiadła na brzegu wolnego łóżka i spojrzała na Kyoyamę.
- Chcesz o coś spytać? Czy przyszłaś tylko sprawdzić, co ze mną?
- Jedno i drugie. Chciałam z tobą porozmawiać.
- A mogłabyś uściślić, o czym chciałaś porozmawiać?
- Słuchaj, ja wiem, że to właściwie nie moja sprawa i że teraz to nie na miejscu, ale na jakim etapie jest twój
związek z Hao? Chcę wiedzieć, żeby jakoś się do tego ustosunkować. Nie wiem do czego...
- Hao nie zmuszał mnie do niczego - wyszeptała, kładąc ręce na kolanach. - Wręcz przeciwnie - westchnęła. - Ustaliliśmy, że to wszystko zostanie między nami, więc nie miej mi za złe, że ci nie mówię.
- Cieszę się - odetchnęła z ulgą. - Nie zrozum mnie źle, ale Hao mógł chcieć wykorzystać cię do swoich celów, ale fakt, że nie chciał tego rozgłaszać, stawia go w korzystniejszym świetle. Mimo to nadal mu nie ufam.
- Całkowicie cię rozumiem. Nie chcę ci tego wszystkiego mówić z jednego powodu: boję się, że możesz źle to odebrać. Dlatego właśnie tak długo musiałam czekać, żeby Hao powiedział mi, skąd zna Shiro.
- Nie rozumiem.
- Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, Shiro nie ostrzegała mnie przed obcym, jak to zwykle robiła. Chyba tydzień później spytałam go wprost, skąd ją zna, ale nie odpowiedział. Pokłóciliśmy się wtedy wieczorem, padło wiele niepotrzebnych słów. Ale dzień później, kiedy już chciałam wracać, przeprosił mnie i...potem już wszystko potoczyło się szybko. Nim zdążyłam zauważyć, przywiązałam się do niego, a on do mnie. A teraz ja muszę bezczynnie czekać na cud.
- Ale czekasz - Anna usiadła obok niej. - Wiesz, nie zawsze można coś zrobić w takiej sytuacji. Tobie zostaje czekać. Chcę, żebyś była szczęśliwa, zasługujesz na to, a jeśli to ma oznaczać, że Hao Asakura musi żyć, niech tak będzie, jakoś się z tym pogodzę, a z czasem może go zaakceptuję.
Shinya oparła głowę o ramię dziewczyny i odezwała się cicho:
- Chcę być szczęśliwa, tak samo, jak chcę żebyś ty była. Mam nadzieję, że kiedy już Hao się obudzi, uda nam się was przekonać. I mam nadzieję, że on się obudzi na tyle wcześnie, żeby wydobrzeć do Turnieju.
- Jesteś pewna, że nikt więcej nie zginie?
- Jestem. Masz moje słowo. W razie czego jeszcze z nim porozmawiam.
- Jakoś to będzie - westchnęła Kyoyama.
Hoshino uśmiechnęła się delikatnie, ale nic nie odpowiedziała.
ShinyaRozdział 20 : Łzy
czwartek, 14 czerwca 2007
07:30:06
Komentarze 6
Dodaj
No wiec modem out wiec nota nie sprawdzona, nie powiadomilam nikogo bo nie mam czasu na gg tez mnie nie bedzie..eh to wszystko chyba.
Nota dla takiej jednej osoby z imienia wymieniac nie bede ten kto ma wiedziec bedzie wiedzial i ktora przechodzi ciezki okres. Jestem z toba pod kazdym wzgledem.
***
- Co ty tu robisz? - Shinya spojrzała na Annę nieprzytomnym wzrokiem. - Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Shiro po nas przybiegła. Przyszliśmy najszybciej, jak się dało - Kyoyama zerknęła na Yoh, rozmawiającego z kimś przez telefon. Matka Hoshino nie była już w stanie mówić i przekazała telefon znajomemu obok.
- Jak wam się układa? - spytała Shinya, wycierając oczy i siląc się na delikatny uśmiech.
- Dobrze. A teraz mów, co się działo przez ostatni miesiąc. Nie wiem praktycznie nic, a to bardzo interesujące.
- Ale obiecaj, że nie będziesz mnie osądzać. Ani jego - dodała po krótkim namyśle.
- Przecież go nie znam.
Kiedy Yoh usiadł koło Anny, Shinya odetchnęła głęboko i zaczęła opowiadać. Nie pominęła właściwie niczego istotnego. Za istotne nie uważała faktu, że kochali się wtedy, ani nocy w pensjonacie. Nie była gotowa mówić o tym Kyoyamie, a tym bardziej jej narzeczonemu, którego właściwie ledwo znała. Mimo to nie mogła pozbyć się z twarzy nieproszonego rumieńca, którego tak u siebie nienawidziła. Nawet raz nie padło imię Hao. Bała się, jak zareagują przyjaciele. Ale jeszcze bardziej bała się, co zrobią, kiedy lampka nad drzwiami sali operacyjnej zgaśnie. Praktycznie nie spuszczała z niej wzroku. Minęły cztery godziny od rozpoczęcia zabiegu, a ona nadal nie wiedziała, co się dzieje. Po skończeniu opowiadania poczuła się lżej. Anna nic nie mówiła, na wyraźną prośbę Hoshino, jednak dziewczyna wiedziała, jak bardzo nurtuje ją imię chłopaka.
- Ja wiem, że prosiłaś, ale powiedz mi tylko, jak on się nazywał? - spytała Kyoyama po kolejnej pół godzinie ciszy.
- Ale nie pytaj mnie o nic więcej - odetchnęła głęboko i już miała mówić, kiedy lampka zgasła.
Shinya poderwała się na równe nogi i widząc lekarza wychodzącego z sali, podeszła do niego i spytała niepewnie, siląc się na spokój:
- Co z nim?
- Z jednej strony wolałbym, żeby się nie udało - westchnął. - Ale widząc, jak ci zależy na jego życiu, postanowiłem odsunąć na bok moje odczucia i postarałem się najlepiej, jak potrafiłem. Stan jest stabilny, choć ciężki. Kula ledwo minęła kręgosłup i serce, miał wiele szczęścia. Zostaje tylko czekać, aż się obudzi.
Miała nieznośne wrażenie, że słyszy
jeśli w jego głosie.
- Ale się obudzi, prawda?
- Nie wiem, dziecko. To bardzo trudne wyjść z czegoś takiego, nawet dla szmana tak silnego, jak on. Łatwo jest zapobiegać takim wypadkom, ale wobec faktu dokonanego jesteśmy tak samo bezsilni, jak każdy inny człowiek.
Zacisnęła dłonie w pięści i spuściła głowę. Nie chciała płakać, nie teraz, nie w szpitalu. Wydawało jej się to typowe dla telenoweli, które czasem widziała w telwizji. Jednak teraz rozumiała to poczucie bezsilności.
- Idę teraz na obchód. Jest w sali trzydzieści dwa - dodał na odchodnym.
- Shinya, dlaczego nie powiedziałaś nam, że to Hao Asakura? Ten...?
- Właśnie dlatego - wyszeptała, idąc wzdłuż korytarza. Zatrzymała się przed odpowiednimi drzwiami, jednak nie weszła do środka. Odwróciła się do Anny i spojrzała na nią.
- Przecież to Hao Asakura, jak mogłaś bezpiecznie z nim spać?
- Wielu rzeczy nie wiesz - nieproszone łzy napłynęły jej do oczu. - Nie znasz go, on...
- Wiem o nim więcej niż ty - powiedziała łagodnie Kyoyama.
- Nie, nie wiesz. Znasz go od tej strony, co większość ludzi. Od początku miałaś uprzedzenia. Ja nie znałam go praktycznie w ogóle. Co prawda po tym, co mówiłaś, a ja powtórzyłam, doszło do paru sprzeczek, ale to teraz nieistotne.
- Mogę wtrącić? - Yoh, który do tej pory milczał, odezwał się spokojnie. - Skąd wiesz, że Hao cię nie okłamywał?
- A skąd mam to wiedzieć? - szepnęła, odwracając wzrok. - Właśnie to nazywają zaufaniem. Ale są sprawy, w których nie mógł mnie okłamać.
Odwróciła się i stanęła przed szklaną ścianą, oddzielającą korytarz od sali w której leżał Hao. Popatrzyła na niego. Włosy rozrzucone były po poduszce, skórę miał nienaturalnie bladą, na twarz nie widniał nawet cień uśmiechu, który tak uwielbiała obserwować, kiedy spał. Podłączony do kroplówki wyglądał, jakby zaraz miał umrzeć.
A ja nie miałabym szansy go pożegnać... - pomyślała zrozpaczona. Zakryła usta dłonią, żeby nie wybuchnąć płaczem.
- No już - westchnęła Anna, obejmując ją i przytulając. Powoli głaskała rude włosy, chcąc uspokoić Shinyę. - Jakoś to będzie.
- Za dużo ze mną przebywasz - Yoh uśmiechnął się delikatnie do narzeczonej.
- Yoh, koteczku, może byś poszedł do reszty i powiedział, że sytuacja jest opanowana? - powiedziała spokojnie Kyoyama, nie patrząc na niego.
- Ale jeśli coś się stanie? Wolę zostać tutaj.
- Ale ty bardzo chcesz tam iść - popatrzyła na niego twardo, mrużąc oczy.
Asakura nie odpowiedział tylko szybkim krokiem wyszedł ze szpitala.
- Przecież nienawidzisz hao, dlaczego mnie pocieszasz?
- Pocieszm ciebie, nie Hao. Nie zostawię cię na pastwę losu.
Shinya nie odpowiedziała.
- Anna, ja go kocham... - wyszeptała po chwili. Nie mogła dusić tego w sobie. Chciała, żeby ktoś pomógł jej sobie z tym poradzić. Zwłaszcza teraz.
- Słucham? - odsunęła się od niej powoli, patrząc przyjaciółce w oczy.
- Nie przesłyszałaś się. Kocham Hao Asakurę, tego, którego nienawidzisz ty, Yoh i cała reszta świata.
- I on o tym wie?
- Wie.
- No i? Co ci powiedział?
- Tylko błagam cię, nie osądzaj go po tym, co powiem - Shinya bezwładnie opadła na krzesło. - Powiedział, że nie wie, czy to, co do mnie czuje to miłość i że wie, że zależy mu na mnie.
- I ty...
- Prosiłam. To dość skomplikowane. Ja naprawdę mu wierzę.
- Coś mi się wydaje, że kiedy nasz drogi Asakura się obudzi, trzeba będzie go spytać o parę rzeczy.
- Jeśli się obudzi.
- Musisz wierzyć, że się uda. Bo właściwie nic więcej ci nie zostało - Anna usiadła obok niej i położyła rekę na ramieniu dziewczyny. - Chcesz zostać sama?
- Mhm. Idź się wyspać. Przyjdziesz jutro rano, dobrze?
- Na pewno?
- Tak. Będę czekała.
- W takim razie do jutra.
Uśmiechnęła się jeszcze pocieszająco i wyszła ze szpitala, jak wcześniej Yoh.
Kiedy Anna zniknęła z pola widzenia, Shinya wstała i niepewnie weszła do sali trzydzieści dwa. Słysząc dźwięk aparatury, cofnęła się o krok. Wiele razy słyszała coś podobnego na filmach i zawsze przerażało ją, że w każdej chwili może usłyszeć długi, nieprzyjemny dźwięk. Odetchnęła głęboko i podeszła do łóżka. Po chwili usiadła na krześle obok i powoli chwyciła zimną rękę Hao w swoją dłoń.
- Przepraszam, ale nie powinno cię tu być - lekarz zajrzał do sali parę minut później. - Godziny odwiedzin już dawno minęły.
- Och. Rozumiem. To... ja chyba już... poczekam na zewnątrz - Shinya wstała i ze spuszczoną głową wstała z krzesła. Jednak po chwili spojrzała z nadzieją na mężczyznę i spytała: - Czy jeśli jestem jego narzeczoną mogę zostać? Jako rodzina?
Zamrugał oczami z niedowierzaniem, po czym uśmiechnął się lekko.
- Myślę, że tak.
Kiwnęła głową i wróciła na swoje miejsce.
- Czy możnaby było zasłonić tę szybę? Bo nie chciałabym, żeby inni wiedzieli, że Hao tu jest.
- Oczywiście.
Po chwili znowu została sama. Powieki same jej opadały, ale nie miała zamiaru zasypiać. A gdyby coś mu się stało? Gdyby się obudził? Po głowie bez przerwy chodziły jej słowa lekarza, które powiedział wychodząc.
Może się nie obudzić. Nie wiedziała, co by zrobiła w takiej sytuacji i nie chciała o tym myśleć. Było tego dla niej za dużo. Jej wrażliwa natura dała o sobie znać parę sekund później. Po policzkach popłynęły jej łzy. Kurczowo zacisnęła palce na kołdrze Hao i zamknęła oczy. Wolną dłonią przykryła usta, a jej ciałem wstrząsnął szloch. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś mu się stało. Ale mogła tylko czekać.
ShinyaRozdział 19 : Uspokój się
środa, 6 czerwca 2007
13:49:48
Komentarze 6
Dodaj
Nowa notka nowa notka xD No wiec nowa notka dzisiaj bo wyjezdzam sobie nad jeziorko i do niedzieli mni enie ma xP nie moge wiecej napisac bo..eee..nie wiem? bo musze sprzatac xP
Edit do Klarci ^^: No wiec ja sobie teraz tu swoja teorie wyglosze xP co do lozka..Klarus pozadanie to pozadanie i tyle xP a co do reszty.no wiec z tym ze oni znaja sie miesiac to ja juz mam plan jak to zalatwic xP Juz jest wszystko obmyslone xP A co do tego z morderca xP ona na dobra sprawe nie zdawala sobie sprawy [powt xP] z tego jaki on jest bo tylko Anna jej o nim opowiadala xP a teraz bedzie sie..dobra nikt nie widzi xP w kazdym razie poczekasz zobaczysz jak to sie wszystko rozwinie xP Poza tym nigdy moim zdaniem raczej nie patrzy sie w ile sie czlowiek zakochuje, takie rzeczy zaleza od sytuacji itd. dobra udaje madra i w ogole wiec moze ja jednak nic nie mowie XP No teraz Klara sie wypowiedziala i ja sie wypowiedzialam i teraz inni moga sie wypowiedziec xP Aha co do podobienstwa. Roznice Klarus: charaktery, sytuacja, wzajemne relacje, na PoN Anna nic nie mogla zrobic zeby uratowac Yoh a Shi moze ^^ Mniej wiecej przynajmniej xP do tego Anna myslala ze Yoh nie zyje a Shi widzi ze on zyje tylko nieprzytomny jest xP A co do ofiar innych niz facet..zobaczysz, skarbie, zobaczysz ^^
***
Shinya z niedowierzaniem wpatrywała się w nieruchome ciało Hao. Po policzkach bezwiednie spływały jej słone łzy. Po chwili oprzytomniała. Pokręciła głową i zwróciła się do Shiro:
- Przysuń mi moją torbę.
Kiedy wilczyca to zrobiła, Hoshino wciągnęła swój pas do walki i oderwała dwa białe kawałki materiału. Zdjęła z Asakury pelerynę i owinęła ranę na tyle mocno, żeby zatamować krew. Już miała się podnosić, kiedy poczuła na ramieniu wielkie łapsko jednego z nieznajomych.
- Teraz nie ma cię kto obronić, mała. Jesteś zdana na naszą łaskę.
- Akurat - prychnęła. Nim któryś z nich zauważył, wzięła do ręki sierp i zamachnęła się, zatrzymując ostrze tuż przy tętnicy mężczyzny. Uśmiechnęła się z dziką satysfakcją, widząc na jego twarzy przerażenie. - Teraz też powiesz, że jestem bezbronna?
- Nie zabijaj nas - pisnął najmniejszy. - Droga czarownico, błagam nie rób nam krzywdy!
- Nie jestem czarownicą, ośle - warknęła - tylko szamanką.
- To, że możesz sobie pomachać jakimś nożykiem, nie znaczy, że możesz się przed nami obronić - sarknął ten, który strzelał.
- Mówisz? - westchnęła, po czym odrzuciła broń. - No cóż, chyba musisz podejść i mnie wziąć, bo sama nie przyjdę.
Nie minął ułamek sekundy, a kiedy mężczyzna stanął przed nią i chciał chwycić Hoshino za ramię, ta opadła w dół i podpierając się na rękach, podcięła go.
- Nadal jestem taka bezbronna? - sarknęła, podnosząc się. Wzięła sierp z powrotem i wyciągnęła go w stronę napastników. - Jeśli któryś z was tu podejdzie, nie zawaham się poderżnąć mu gardła - wycedziła, mrużąc oczy.
- Maleńka, nie uciekniesz przed nami.
- Nie mam zamiaru.
- Hej, Mac, ona chyba nie żartuje.
- I co w związku z tym, Sam?
- Monica czeka na mnie w domu, nie mam zamiaru nadstawiać karku dla twoich głupich pomysłów. Od początku byłem przeciwny odłączeniu się w poszukiwaniu jelenia. Teraz płacę za swoją głupotę.
- Trzeba było myśleć, zanim o mało nie zamordowaliście mojego przyjaciela - syknęła dziewczyna.
- Wydawało mi się, że to twój chłopak, maleńka.
- Nie wiedziałam, że Hao to moja własność. Kiedy się obudzi, zwrócę mu wolność. A jeśli się nie obudzi - te słowa ledwo przeszły jej przez gardło
na pewno się obudzi, pomyślała - znajdę was wszędzie i zabiję.
- Uuu... brzmi groźnie, maleńka.
- Mac, zamknij się - warknął Sam. - Shi, tak?
- Shinya.
- Shinya, nie zwracaj uwagi na tych kretynów. Co się stało, to się nie odstanie. Ale może jesteśmy w stanie jakoś ci pomóc?
- Nie chcę od was pomocy - warknęła. - A na pewno nie od nich.
Po chwili milczenia poczuła, że Shiro ciągnie ją za rękawiczkę. Kiedy odwróciła się w jej stronę, zobaczyła, że wilczyca niespokojnie skacze dookoła Hao, jakby chciała, żeby jak najszybciej zanieść go do szpitala.
- Jestem lekarzem - mężczyzna nazwany Samem stanął obok niej. - Mogę to lepiej opatrzyć, ale kuli nie wyjmę bez specjalnych narzędzi. Wiesz może gdzie jest jakiś szpital?
- Potrzebuję pomocy, żeby przenieść go wzdłuż kanionu. Muszę dostać się do jaskini i do Patch Village.
- Pomogę ci. Wiedziałem, że wyprawa z Maciem to zły pomysł - mruknął do siebie.
Odruchowo odwrócili głowy, słysząc szelest liści. Zza krzaków wyszedł starszy mężczyzna ze strzelbą.
- Co tu się, do cholery, dzieje! - krzyknął, widząc nieprzytomnego Hao, klęczących przy nim Shinyę i Sama, oraz zdenerwowanych Maca i resztę. - Dlaczego ten facet jest postrzelony?! Czy wy powariowaliście do reszty?! Co wy wyrabiacie z tym jeleniem?! Miała byś sarna! Jak to stado ma się teraz rozmnażać?!
- Mac strzelał, panie Stone. Trzeba zaprowadzić go do obozu. Ja pomogę tej dziewczynie zanieść rannego tam, gdzie się nim zajmą.
- Przecież w promieniu kilometrów nie ma szpitala, co ty chcesz zrobić, dziecko.
- Znam jedno miejsce - westchnęła wymijająco Hoshino, chowając swoje rzeczy. - Potrzebuję kogoś, kto przez około godzinę będzie nieść mojego przyjaciela. Potem sama sobie poradzę.
- Dobrze. Sam, idź.
- Tak jest.
Dziesięć minut później biegli wzdłuż kanionu. Sam niósł Asakurę na plecach, Shinya biegła z Shiro u boku.
- Co wy w ogóle robiliście na takim odludziu?
- Szliśmy do Patch Village. Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć. Tam odbywa się taki Turniej. Miejsce jest ukryte, więc nie dziwię się, że nie wiecie o jego istnieniu - powiedziała bez emocji. Zupełnie wbrew swojej naturze, była spokojna, mimo chodzących jej po głowie czarnych myśli. Za wszelką cenę chciała to utrzymać, żeby nie narazić Hao na niepotrzebne opóźnienia.
Więcej nie rozmawiali. Biegli w ciszy, nie chcąc tracić potrzebnych sił.
Zatrzymali się dopiero przed jaskinią. Ze środka wydobywała się jasnoniebieska poświata, którą Hoshino uznała za dobry znak. Z pomocą Sama umieściła sobie Hao na plecach.
- Dziękuję ci. Przepraszam, ale nie mam czasu, muszę znaleźć lekarza.
- Nie ma za co. Miło było cię poznać. Ciebie też, Shiro - uśmiechnął się do wilczycy i ruszył z powrotem.
Shinya z niedowierzaniem patrzyła na niego, ale po chwili odwróciła się i pobiegła w głąb jaskini. Nie mogła teraz się poddać.
- Fantastycznie! - krzyknęła z ironią, widząc ślepy zaułek. - Może jeszcze mam się przekopać na drugą stronę?!
Wtedy wokół niej rozjaśniło się. Poczuła, że grunt usuwa jej się spod stóp. Mocniej złapała Hao, przeczuwając, że o już tutaj. Miała nadzieję, że nie napotka trudności, a przynajmniej nie zbyt dużych.
- Oto droga dla wybranych szamanów - odezwał się tajemniczy głos w jej głowie.
- Co? - spytała zdezorientowana.
Rozejrzała się wokół. Stała na ogromnej polanie, na granicy której rosły drzewa, jakby mur. Przed sobą widziała nienaturalnie wielki klon. Po chwili w głowie znowu usłyszała ten sam głos:
- Zawróć.
- Kim jesteś! - spytała niepewnie.
- Zawróć. To nie jest miejsce, do którego możesz dojść.
- O co chodzi? Nie mogę teraz zawrócić! Muszę zaprowadzić Hao do lekarza!
- Zawróć.
- Skoro tak stawiasz sprawę - Shinya położyła Asakurę na ziemi i wyjęła sierp. - Ja muszę iść dalej.
Machnęła ostrzem, przekonana, że Shiro jest w środku, jednak jej nigdzie nie było.
- Co?
- Bezużyteczne. Zawróć - powtórzył głos. - Nie możesz się tam dostać.
- Nie ma mowy! Muszę doprowadzić Hao do lekarza! Ani mi się śni zawracać!
- Zawróć. Albo nigdy nie będziesz w stanie wrócić.
- Nie rozumiem!
Mrok powoli ogarniał przestrzeń dookoła polany. Zostało tylko jedno drzewo na środku.
- Tylko jedna osoba może tu być. Zawróć.
- Nie! Błagam, przepuść mnie! Zrezygnuję z Turnieju, ale przepuść mnie! Muszę zaprowadzić Hao do lekarza! On nie może umrzeć! - przykucnęła obok bezwładnego ciała szatyna i odgarnęła mu włosy z zamkniętych oczu. - Proszę cię, kimkolwiek jesteś, przepuść mnie. Jeśli będzie trzeba - powiedziała stanowczo - zrezygnuję z Turnieju. Mogę zrezygnować ze wszystkiego, tylko przepuść mnie do Patch Village, do szpitala.
Głos jej się załamał, nie potrafiła dłużej powstrzymywać łez.
- Nieważne, co stanie się ze mną, pozwól mi tylko zaprowadzić go do lekarza.
Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła zachodzące słońce. Usiadła na trawie i rozejrzała się. Dopiero po chwili spostrzegła Asakurę leżącego na ziemi.
- Hao!
Podbiegła do niego i sprawdziła puls. Odetchnęła głęboko i z trudem umieściła sobie chłopaka na plecach. Zobaczyła wioskę i pobiegła w tamtą stronę, jednak po chwili się zatrzymała.
Przecież większość szamanów go nienawidzi - pomyślała zrozpaczona.
Po chwili zastanowienia założyła mu na głowę pelerynę, żeby ludzie go nie rozpoznali. To mogłoby opóźnić doprowadzenie go do lekarza.
Godzinę później szła przez wioskę między domami. Pytała napotkanych ludzi o drogę do punktu medycznego, przecież musi taki być w czasie walk. Szamani patrzyli na nią zdziwieni i zaciekawieni. Shinya starała się nie zwracacać na to uwagi, ale zaczynało ją to denerwować.
W końcu znalazła wywieszkę "szpital". Pchnęła drzwi i zdziwiona rozejrzała się po nowoczesnym wnętrzu. Cała wioska sprawiała wrażenie ruin, jednak to pomieszczenie wyglądało jak typowe szpitale, jakie widywała.
- Szybko! Mam rannego, potrzebny jest lekarz! - krzyknęła, idąc przed siebie.
- Co się stało? - starszy mężczyzna w kitlu podbiegł do niej. Za nim pielęgniarka wiozła nosze.
- Rana postrzałowa. Nie ma czasu teraz tłumaczyć. Ale panie doktorze? Czy niezależnie od tego, kim on jest, zoperuje go pan najlepiej jak umie?
- Taki mam zawód - westchnął.
Nie mówiąc nic więcej, położyła Hao na noszach.
- Przecież to... - wyszeptał przerażony lekarz. - Jakim cudem...?
- Powiedział pan, że zoperuje go niezależnie od tego, kim jest.
- Ale to jest Hao Asakura! Przecież kiedy tylko się obudzi, nie minie parę dni, a na Turnieju zamorduje pierwszą lepszą osobę!
- Jeśli zagwarantuję panu, że tak się nie stanie, to czy pan to zrobi? Zależy mi na czasie, kula tkwi w nim od około półtorej godziny, jak nie więcej. Panie doktorze, on może umrzeć, jeśli pan się nim natychmiast nie zajmie - spojrzała na mężczyznę zrozpaczona.
- Dobrze, dziecko, to mój obowiązek.
- Dziękuję, panie doktorze - odetchnęła. - Grupa krwi A.
Ten uśmiechnął się tylko pocieszająco i zawiózł Hao na salę operacyjną. Lampka nad drzwiami zapaliła się.
- Teraz zostaje mi tylko czekać - szepnęła do siebie. Po chwili jednak zauważyła telefon. - Mama.
Szybkim krokiem podeszła do aparatu i podniosła słuchawkę. Niepewnie wykręciła numer do domu, jednak nikt nie odbierał. Wygrzebała z pamięci komórkę matki i wykręciła.
- Tak? - odezwał się znajomy głos.
- Mama? - Shinya poczuła, że serce jej przyspiesza na dźwięk tak dobrze znanego głosu.
- Shinya, skrabie? Córeczko, co u ciebie?
- Mamo, ja... bo ja poznałam takiego chłopaka i... i jestem teraz w szpitalu i... - głos jej się załamał. - Jeśli on umrze?
- Shinya? Skarbie?
Dziewczyna szlochając wypuściła słuchawkę z ręki i oparła się plecami o ścianę, ukrywając twarz w dłoniach. Powoli osunęła się na ziemię, z trudem łapiąc powietrze.
- Shinya?! Córeczko?! - ze słuchawki nadal dobiegał zmartwiony głos jej matki.
Nie była w stanie nawet podnieść ręki, żeby powiedzieć jej, że zadzwoni później. Skoro teraz tak strasznie przeżywała, to co będzie, kiedy Hao rzeczywiście umrze? Miała nadzieję, że się o tym nie przekona.
- Shinya?! - inny, wystraszony głos zmusił ją do podniesienia wzroku. W jej stronę biegła Anna, a za nią szybkim krokiem podążał Yoh.
ShinyaRozdział 18 : Strach
czwartek, 31 maja 2007
00:17:45
Komentarze 11
Dodaj
No wiec wersja niesprawdzona ale zlitowalam sie nad wami ^^" nowa notka prawdopodobnie w terminie takze nie martwcie sie XP jak widac nowy szablon ^^.. znowu xP ale niewane xP chcialam was zawiadomic ze ja i Fal otworzylysmy nowy serwis z ocenami blogow ^^ www.niesmiertelne-oceny.mylog.pl takze zapraszam ^^ dobra zmeczona jestem wiec spac ide moze potem sobie o czyms przypomne xP
***
Kiedy otworzyła oczy, pierwszym, co usłyszała, był szczebiot ptaków, później szum wodospadu niedaleko.
Powoli odwróciła głowę i spojrzała na Hao. Głowę opierał na ramieniu, drugim obejmując ją w pasie. Włosy, jak zwykle rano, były rozrzucone wokół jego głowy, jednak na ustach tkwił inny niż zwykle uśmiech, jakby śniło mu się coś miłego.
Shinya delikatnie wyswobodziła się z ramion Asakury, nie chcąc go obudzić. Miała zamiar pomyśleć o wszystkim, co zaszło poprzedniego wieczoru, zaczynając od wiadomości o jej ojcu i kończąc na kochaniu się w nocy. Nie chodziło o to, że w jakiś sposób tego żałuje. Właściwie cieszyła się, że między nimi nie ma już żadnej bariery, ani fizycznej, ani psychicznej. Po prostu chciała pobyć sama. Hao spotkała miesiąc temu i od tamtego czasu nie miała okazji pomyśleć sama, obawiając się, że on dowie się o wszystkim. Szła powoli, jednak po chwili zaczęła biec, uśmiechając się do siebie. Rozpierała ją energia. Chwilę później wskoczyła do wody obok wodospadu, zanurzając się w chłodnej toni. Wynurzywszy się parę metrów od brzegu, odrzuciła włosy do tyłu i wystawiła twarz do porannego słońca.
- Shi, nie znikaj więcej bez uprzedzenia, co? - tuż przy uchu usłyszała głos Hao. Nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Tak słodko spałeś, że nie mogłam cię obudzić - odpowiedziała, nie patrząc na niego.
- Nie przesadzaj, Shi - mruknął, muskając wargami jej szyję.
- Hao, poczekaj.
- Hmm?
- Ja wiem, że wczoraj się kochaliśmy i tak dalej, ale ja tak z dnia na dzień nie pozbędę się...jak to ująć... Po prostu nie jestem przyzwyczajona, żeby ktoś oglądał mnie nago, to wszystko.
- I chcesz, żebym dał ci w tym zakresie trochę czasu, mam rację?
- No tak.
- Nie ma sprawy, Shi - pocałował ją w skroń i odgarnął włosy z karku. - Wiesz, jak bardzo mi zależy, żebyś czuła się swobodnie w moim towarzystwie. Nie będę patrzeć. Ale teraz coś jeszcze chodzi ci po głowie, prawda?
- Masz rację. Bo... ja zaczynam się poważnie martwić, jak zareaguje na to Anna i reszta - pociągnęła nosem i odwróciła się do niego.
- Czy ty znowu płaczesz?
- Nie, tylko smutno mi się robi, kiedy pomyślę, że ktoś będzie chciał nas rozdzielić i że mogłaby to być moja przyjaciółka.
- Jakoś im to wytłumaczymy, Shi. Ale chodźmy się ubrać - powiedział z lekkim rozbawieniem. - Ej, Shi... co jest? - spytał łagodnie, podnosząc jej drżący podbródek i patrząc dziewczynie w oczy.
- Ja tak strasznie się boję - wyszeptała, wtulając się w niego.
Asakura wiedząc, czego potrzebuje Shinya, objął ją i pogładził po głowie, po czym powiedział cicho i wyraźnie:
- Shi, wiem, że to trudne. Boisz się, że będziesz musiała wybrać między mną, a przyjaciółmi. Nie chcę, żeby to się stało, rozumiesz? Porozmawiam z bratem, z Anną i z każdym, kto nie będzie chciał uwierzyć, że już nie chcę zniszczyć nikogo. Zależy mi na tobie, nie chcę dopuścić, żebyś przeze mnie musiała cierpieć. Uda nam się. Ja też się boję - przyznał szczerze po chwili. - Ale nie chcę jeszcze bardziej cię martwić. Yoh łatwo mógłby mi zaufać, ale nie po tym, co zrobiłem. Za wiele złego wyrządziłem. Nie chcę się tego wypierać, chcę tylko, żeby dano mi drugą szansę. Chcę udowodnić sobie i innym, że potrafię robić coś nie tylko dla siebie.
- Już wiele dla mnie zrobiłeś, Hao - szepnęła, przytulając go. - Od czegoś trzeba zacząć.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i wziął ją na ręce, wychodząc z wody.
- Co ty robisz, wariacie? - zaśmiała się, ocierając pojedyncze łzy.
- Mieliśmy się ubrać. A ty nie kwapisz się wyjść z jeziora.
- Bo mi się tam podobało.
- No to możemy zostać tu jakiś czas - uśmiechnął się do niej tajemniczo.
- Ale to nudno cały czas w tym samym miejscu. A do tego kończy nam się jedzenie.
- Jedzenie dałoby się załatwić. A o rozrywkę zatroszczylibyśmy się sami - spojrzał na nią dwuznacznie.
- Daj spokój, Hao - zaśmiała się i stanęła na ziemi przy nadal rozłożonej na ziemi pelerynie. - No i przez ciebie zapomniałam zabrać stamtąd moich ubrań.
Podniosła z ziemi materiał i okryła się nim, po czym zaczęła iść w stronę wodospadu. Jednak Hao chwycił ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Już przyniosłem - pocałował ją delikatnie. - Co ty na tygodniowy odpoczynek? Odpoczniemy, a do tego będziemy mieli trochę czasu dla siebie.
- Jak zinterpretujesz czas dla siebie? - spytała z rozbawieniem.
- Bardzo różnie.
Nachylił się i pocałował ją. Dziewczyna założyła mu ręce na kark, nieopatrznie wypuszczając z dłoni pelerynę.
- Hao, poczekaj... Nie teraz, ubierzmy się... ja muszę najpierw pomyśleć i...
- Rozumiem, Shi - uśmiechnął się delikatnie.
- I muszę...nie, chcę ci coś powiedzieć, chociaż pewnie o tym wiesz - dokończyła.
- Shi, czy to coś, co według ciebie muszę wiedzieć? - spytał, patrząc jej w oczy.
- To coś, co chcę żebyś wiedział, Hao. Do tej pory myślałam, że to zbędne, ale zmieniłam zdanie.
- No to mów, jeśli to takie istotne.
- No bo kiedy miałam piętnaście lat, miałam... nienawidzę tego stwierdzenia, załóżmy, że chłopaka. Bo przyjacielem to on nie był, a znajomym też raczej nie. Nazywał się Inoru. "Chodziliśmy ze sobą" - nakreśliła w powietrzu znak cudzysłowu - chyba trzy miesiące, kiedy zadał mi pytanie, którego bałam się usłyszeć. Powiedział - odwróciła wzrok - że jeśli nie pójdę z nim do łóżka to mnie zostawi, a po szkole puści plotkę, że już byliśmy w łóżku - westchnęła. - Chciałam spokojnie mu wytłumaczyć, że nie jestem gotowa, że jeszcze nie i tego typu rzeczy, ale on stwierdził, że ma to w nosie i że albo to, albo on idzie. Nie zgodziłam się. Powiedziałam, że się nie kochamy i że ja nie chcę. Miałam wtedy takie ciche marzenie, że weźmiemy ślub i będziemy razem już na zawsze i że ten pierwszy raz będzie w noc poślubną. Był taki miły, moja mama też go lubiła... A okazał się po prostu pustym draniem - zacisnęła dłonie w pięści i zamknęła oczy.
- Shi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej, zanim się kochaliśmy? Przecież ja też nie powiedziałem ci, że cię kocham, małżeństwem też nie jesteśmy. Przecież to rujnuje tamte marzenia.
- Hao, miałam wtedy piętnaście lat.
- Ale, Shi, to były piękne marzenia - wyszeptał, odwracając się.
- Hao, czy ty czujesz się winny za to, co się wczoraj stało? - spytała, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Tak, do cholery - odparł przez zaciśnięte zęby. - Chciałaś pierwszy raz kochać się z kimś, kogo kochasz i kto kocha ciebie. Ty wiesz, że mnie kochasz, ale ja nie wiem czy to, co do ciebie czuję to miłość. Jak powiedziałem ci wczoraj, nie wiem, jak czuje się zakochany.
- A myślisz, że ja wiem? Hao, szanujesz mnie i moje poglądy, dbasz o mnie, potrzebujesz mnie fizycznie i emocjonalnie, a do tego troszczysz się o mnie, jakbym była ze szkła. Nieważne, jak to nazwiesz, ale mnie to wystarczy. I jest jeszcze coś - dodała cicho.
- Shi, przerażasz mnie - Asakura spojrzał na nią. - Nie chcę tego usłyszeć, prawda?
- Prawdopodobnie nie. Ale to chyba wyjaśni ci pewne moje zachowania. Kiedy odmówiłam Inoru on... on rzucił się na mnie. Chwycił mnie za gardło i powiedział, że czy chcę tego, czy nie i tak będę jego. Hao, to tak strasznie bolało... - zaczęła łkać, ukrywając twarz w dłoniach. - Miałam szczęście... Wtedy wróciła Shiro... Nie doszło do niczego. Ale, Hao, ja tak bardzo się bałam...
Szatyn nie mógł wykrztusić słowa. Stał jak wryty i patrzył na szlochającą dziewczynę. Po chwili oprzytomniał i przytulił ją mocno.
- Shi - powiedział tylko z bólem w głosie i schował twarz w jej włosach. - Dlaczego, do cholery nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Wiesz, że mogłaś mnie znienawidzić? Wiesz, co mogło się stać? Shi, nie ukrywaj nigdy więcej przede mną niczego aż tak poważnego.
- Hao, ja myślałam, że ty wiesz... - załkała. - Przecież reishi...
- To jest skomplikowane. Widocznie w jakiś sposób można ominąć reishi.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko mocniej wtuliła się w Asakurę. On powoli gładził ją po włosach, czuł, jak Shinya powoli się uspokaja, jednak jemu serce nadal waliło w zawrotnym tempie.
- Shi, może jednak się ubierzemy? - w głosie Hao kryło się ledwo dosłyszalne rozbawienie.
- Przydałoby się - pociągnęła nosem i uśmiechnęła się do niego delikatnie. - To co? Zbieramy się?
- Nadal twierdzę, że wolałbym zostać tu na jakiś czas.
- Hao, w Patch Village odpoczniemy, dobrze?
- Jak chcesz - wzruszył ramionami.
- Zapniesz mi? - odwróciła się po chwili do ubranego już chłopaka.
- Oczywiście - powoli odgarnął włosy z jej karku i zapiął bluzkę. - Już.
- Dziękuję - pocałowała go w policzek i wzięła z ziemi swoją torbę. - Możemy już iść? A w ogóle gdzie jest Shiro?
- Poprosiłem ją, żeby zostawiła nas samych. Jak ją zawołasz, wróci.
- Rozumiem. Czyli przyzwoitka zostawiła nas samych?
- Można tak powiedzieć - Asakura uśmiechnął się tajemniczo i ruszył za dziewczyną. Po chwili chwycił ją za rękę. Shinya spojrzała na niego, jednak on patrzył przed siebie z typowym dla siebie, tajemniczym uśmiechem.
- Nadal nie odpowiedziałem na twoje pytanie - powiedział spokojnie.
- Na które? Zadawałam ci dużo pytań - zmarszczyła brwi.
- No tak, zadajesz tyle pytań, co małe dziecko - zaśmiał się.
- Nie nabijaj się ze mnie - burknęła.
- Daj spokój, Shi - pocałował ją w czubek głowy. - Pytałaś, jak się czułem. Ale nie sprecyzowałaś kiedy.
- Ogólnie - wzruszyła ramionami. - Ale teraz to już nieistotne. Chciaż nadal mnie to interesuje.
- Więc jest istotne, Shi.
Shinya stanęła naprzeciw niego i spojrzała szatynowi w oczy.
- Jedynym, co mnie teraz interesuje jest to, żeby Anna i reszta wreszcie mogli poznać cię od tej strony, co ja.
- Shi, nie jestem aniołkiem. A zwłaszcza nie byłem. Wiele złego stało się przeze mnie, wielu ludzi zginęło z mojej winy i to wcale nie śmiercią szybką i bezbolesną - odwrócił wzrok. Nie mógł wytrzymać spojrzenia szmaragdowych oczu. On był już doświadczony przez życie, ona niewinna i niedoświadczona. Jednak nie potrafił już ukrywać przed nią nawet najmroczniejszych części swojej duszy i przeszłości. Chciał jak najszybciej skończyć z niedopowiedzeniami i niejasnościami.
- Wiem, Hao - ujęła jego twarz w dłonie i zmusiła, żeby na nią spojrzał. - Wiem to wszystko. Mówiąc szczerze, trochę się tego boję, ale to już przeszłość, prawda? - kiedy kiwnął głową, uśmiechnęła ciepło. - Kocham cię. Mogę powtarzać to w kółko i nadal nie wierzyć, że spotkało mnie takie szczęście. Wiesz, jak trudno jest się teraz zakochać? Ludzie zwracają coraz więcej uwagi na siebie, nie na innych. - Po chwili westchnęła, odgarniając mu włosy z oczu: - Wyglądasz jak siedem nieszczęść. Chodźmy dalej, Hao.
Chwyciła go za rękę i pociągnęła do przodu. Asakura po chwili stanął, przyciągnął ją do siebie i pocałował.
- A to co miało być? - przegryzła dolną wargę, żeby się nie roześmiać.
- Nowa forma
dziękuję, przeznaczona tylko dla ciebie - uśmiechnął się tajemniczo.
- Rozumiem.
Przytuliła się do niego, ale po chwili znowu zaczęła iść, jednak bardziej żwawym krokiem.
- Co ci tak wesoło? - Hao dogonił ją i złapał za rękę, splatając swoje palce z jej. Niby drobny gest, a jednak dla Shinyi znaczył tak wiele.
- A nic. Tak tylko - zaśmiała się. - Życie jest piękne.
- To chyba zaraźliwe - mruknął do siebie, po czym pocałował ją w policzek.
Shinya uśmiechnęła się tylko i ruszyła dalej.
- Hao, robisz się miękki - zaśmiała się. - Nie sądzisz, że...
- Shi, zamknij się - westchnął, kryjąc wesołość w głosie.
- To mnie do tego przekonaj, kotku, ponieważ ja tak łatwo się nie zamknę.
- Mówisz? - objął ją w talii i przyciągnął do siebie.
- Dokładnie - przysunęła się bliżej i położyła dłonie na jego klatce piersiowej.
- Jesteś o tym przekonana? - wyszeptał, myskając wargami jej szyję.
- Lubię gadać, musisz mnie przekonać, że jest coś, co wolę od gadania - powiedziała i objęła go w pasie.
- Jak się kotek postara, zapomnisz o gadaniu i o wszystkim innym.
- No to niech się postara - wymruczała mu do ucha, wspinając się na palce.
Już nic nie mówiąc, pocałował ją gorąco i żarliwie, wplatając palce w jej rude włosy.
- Myślę, że jeszcze nie jestem przekonana - wyszeptała po chwili, odsunąwszy się delikatnie.
- Następnym razem, kiedy będziesz paplała bez opamiętania, zastosuję trudniejszą taktykę, Shi.
- Czyli idziemy dalej? - spytała rozczarowana.
- Możemy zostać - uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie, idziemy. Wieczorem odpoczniemy. Tak przy okazji, jak dojdziemy do Patch Village?
- A co, chcesz uciec?
- Nie żartuj.
- Powiem ci, w razie, gdyby coś się stało. Są dwie drogi. Niedługo znajdziemy się koło kanionu. Trzeba iść wzdłuż niego, do jaskini. Tam będzie niebieski tunel, a dalej idziesz prosto.
- Chyba zapamiętam. Ale właściwie i tak mi to niepotrzebne.
- Zobaczymy.
Wieczorem dotarli do kanionu.
- Na dzisiaj starczy - powiedział spokojnie Hao, widząc, że Shinya ziewa ze zmęczenia.
- Mhm - wymamrotała, siadając na ziemi. - Nie trzeba rozpalać ogniska, jest ciepło.
- Połóż się, ja chwilę postoję nad kanionem - przeczesał palcami jej włosy, uśmiechając się delikatnie, po czym powoli podszedł do krawędzi. Odetchnął głęboko, wciągając zapach lasu i wody płynącej w dole.
Od dawna nie czuł takiego spokoju. Przez niemal całe życie obsesyjnie dążył do zostania Królem Szamanów, jednak teraz straciło to poprzedni priorytet. Najważniejsze było szczęście Shinyi i nic więcej się nie liczyło. Odwrócił głowę i spojrzał na leżącą na trawie sylwetkę Hoshino i uśmiechnął się do siebie, po czym podszedł do niej i kucnął obok dziewczyny.
- Szybko zasnęłaś - szepnął, odgarniając włosy z jej twarzy, chcąc przyjrzeć się śpiącej. - Słodkich snów.
Pocałował ją w policzek i usiadł tuż przy niej, kładąc jej głowę na swoich kolanach.
- Chyba nie odpocznę tej nocy - westchnął, machinalnie już powoli przeczesując palcami rude pasma.
- Wyspałaś się? - spytał Hao rozbawionym głosem, kiedy Shinya stanęła obok niego.
- Mniej więcej - ziewnęła. - Do tej pory nie wiedziałam, jak bardzo jestem wykończona.
- Shi, zostańmy tu. Mamy prawie cały miesiąc. Musisz odpocząc, nie możesz się przemęczyć.
- Odpocznę w Patch Village. To jeszcze tylko dwa dni.
- Półtora, misiaczku - sprostował spokojnie, jednak z pewnym rozbawieniem w głosie. - Już południe.
- Nadal nie wiem, o co ci chodzi z tym misiaczkiem - burknęła. - Możemy iść dalej?
- Nie obrażaj się - chwycił ją za rękę i pocałował wewnętrzną stronę jej dłoni. - Shi, czy ty jesteś na mnie zła?
- Nie, tylko znowu nie chcesz mi o czymś powiedzieć - wymamrotała.
- Och, Shi, nie bądź taka.
- Nie przedrzeźniaj mnie - już chciała iść, ale Asakura przyciągnął ją do siebie i pocałował ciepło.
- Jesteś strasznie rozdrażniona, Shi. Nie myśl, że tego nie widzę. Co się stało? - spytał cicho, obejmując ją w pasie i wplatając palce w jej włosy.
- Nic - mruknęła, nie patrząc na niego.
- Boisz się, prawda? Tego, co na mój temat powie Anna? Shi, postaram się ją przekonać, ale wiem, że to będzie trudne, nawet bardzo.
- Kocham cię, tylko nie chcę, żeby coś stanęło nam na przeszkodzie.
- Chodźmy. Im szybciej będziemy mieć to za sobą, tym lepiej. Razem jakoś przez to przejdziemy.
- Miejmy nadzieję - wyszeptała. - Idziemy?
Ruszyli powolnym krokiem. Asakura obejmował Shinyę ramieniem, co jakiś czas szepcząc jej coś do ucha, chcąc dodać dziewczynie otuchy.
- Odpocznijmy pięć minut - sapnęła dwie godziny później.
- To siadaj. Shi, jesteś zmęczona, może nie idźmy dzisiaj dalej.
- Co ci tak zależy, żebyśmy zostali, co? Za pięć minut idziemy dalej, a...
- Shi, nie mów nic przez chwilę.
Hoshino nie odezwała się, tylko spojrzała na chłopaka zdezorientowana.
Po chwili napięcia zza krzaków wyszło czterech rozłych mężczyzn ze strzelbami myśliwskimi. Jeden z nich niósł na plecach martwego jelenia, a inny w rękach poroże.
Shinya zobaczyła, jak Asakura zaczyna drżeć z furii. Mógł znieść wszystko, ale nie bezcelowe niszczenie przyrody.
- Kim jesteście? - rzucił spokojnie. Dziewczyna wiedziała już, że to nie są żarty.
- A co cię to obchodzi, chłopaczku? - prychnął jeden.
- Mów - odpowiedział twardo Hao.
- Jesteśmy na polowaniu, mały, masz coś przeciwko?
- Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że jedyne, co chcecie zrobić z tym jeleniem, to wypchanie go.
- A skąd wiesz? - spytał mężczyzna z porożem w rękach, kryjąc zdziwienie.
- To nieistotne. Zdajecie sobie sprawę z konsekwencji takich bezmyślnych polowań?
- Leśniczy się znalazł - żachnął się inny.
- Hao, nie! - krzyknęła Shinya, widząc, że Asakura szykuje się do ataku. Wstała z ziemi i chwyciła go za ramię. - Zostaw ich, nie psuj tego, co udało ci się osiągnąć.
- Tak, chłoptasiu, posłuchaj cizi i zostaw nas w spokoju.
- Zamknij się, człowieku - Hao machnął ręką. Fala gorącego powietrza uderzyła w mężczyznę, zwalając go z nóg. Asakura zignorował dziewczynę, uwieszoną na jego ramieniu.
- To jakiś potwór! - krzyknął ze strachem najniższy.
- Hao, przestań! - zawołała rozpaczliwie, zaciskając powieki.
- Lalka, nie mieszaj się, co? - warknął ten z jeleniem na plecach, wskazując na nią strzelbą.
- Shi, odsuń się - powiedział Hao spokojnie.
- Ale...
- Shi, zrób, co mówię. Nie chcę ich zabijać, ale jeśli będą chcieli zrobić ci krzywdę, jestem gotów rozszarpać ich na drobne kawałki.
Shinya niepewnie cofnęła się o krok, nadal patrząc ze strachem na to, co się dzieje.
- Chłoptasiu, zostaw nas w spokoju i odejdź stąd. To nasze ostatnie ostrzeżenie.
- Ani myślę - powiedział spokojnie.
Shiro, pomóż mi - pomyślała zrozpaczona Hoshino.
- Nie wzywaj Shiro. Poradzę sobie.
- Ale, Hao...
- Nie rób tego.
Jednak obok usłyszeli szczeknięcie, a przy nodze Shinyi stanęła biała wilczyca.
- Sam tego chciałeś, mały - warknął najwyższy z mężczyzn, mierząc do szatyna.
- Nie! - z pomocą Shiro Shinya w porę utworzyła coś w rodzaju tarczy przed nimi i kula nie trafiła do celu. Jednak nie robiła tego wcześniej i zmarnowała mnóstwo foryoku.
I co teraz?! Może uda mi się jeszcze raz, ale co potem? - pomyślała z rozpaczą.
- Nie mam innego wyjścia, Shi - powiedział, podnosząc dłoń.
- To czarownica! - pisnął najmłodszy i strzelił.
Hoshino ostatnimi siłami stworzyła następną tarczę.
Jednak jedna kula zdołała się przedostać. Dziewczyna zacisnęła powieki, gotowa na najgorsze.
Poczuła, jak coś zwala ją z nóg, potem usłyszała syk bólu. Otworzyła oczy. Hao przykrył ją własnym ciałem, żeby uratować jej życie. Ale Shinya wiedziała już za jaką cenę.
Oddychał coraz ciężej, krew sączyła się na trawę wąskim strumieniem.
- Nie... - wyszeptała chrapliwym od emocji głosem, podnosząc się. - Nie! - powtórzyła głośniej. - NIE!
Powietrze rozdarł rozdzierający krzyk dziewczyny.
Shinya





Opowiadania spoza myloga
deathstryke
Shanon
breath-of-dangerous-love
'Pamiętnik' Yoh
Toplisty
I
Oceny
zanim--pojde
Lay by Shinya